Budy w centrum tanie niesłychanie, a i tak z długami
16.11.2011
, aktualizacja: 15.11.2011 21:41
Nie więcej niż 200 zł miesięcznie kosztuje zwykle teren pod kiosk w samym centrum Łodzi. Ale właściciele plastikowych bud potrafią nie płacić za dzierżawę wcale. Rekordzistce udało się to przez ponad osiem lat
ZOBACZ TAKŻE
- Iluminacja Piotrkowskiej:77 choinek, sanie z reniferami (15-11-11, 14:28)
- Promocja Łodzi, czyli nieustające pasmo porażek (14-11-11, 08:00)
- Nowe Centrum Łodzi: co powstanie wokół dworca i kiedy? (10-11-11, 23:33)
- Władze miasta zapowiadają koniec plastikowych bud (04-11-11, 08:00)
W Śródmieściu na działkach należących do miasta stoi 91 kiosków. Na terenach prywatnych przynajmniej drugie tyle. Ich asortyment nie jest wyszukany - to kebaby i hot-dogi, rajstopy i tania bielizna, prasa czy damskie akcesoria.
Stare, brudne i urągające wszelkim standardom budy nie tylko psują widok centrum, ale też nie przynoszą miastu zysku.
Dług wobec miasta ma co trzeci właściciel plastikowej budy. Największy dłużnik jest winien 35,5 tys. zł - za teren pod kiosk przy ul. Pomorskiej właściciel nie płaci od prawie pięciu lat.
Kolejny rekordowy dłużnik ma kiosk przy pl. Dąbrowskiego. Przez dwa i pół roku uzbierało mu się ponad 30 tys. zł długu. Trzecie miejsce "na pudle" zajmuje handlarz z ul. Jaracza. Za teren pod kiosk nie płaci - z przerwami - od 2005 roku. Przez ten czas uzbierał 20 tys. zł długu. Niewiele różni się do niego właściciel budy przy ul. Sterlinga. Przestał płacić w 2004 roku. W sumie jest winien miastu 17 tys. zł.
- Do dłużników wysyłamy monity. Jeśli to nie pomaga, zwykle sprawa o zwrot należności jest kierowana do sądu. Po wyroku staramy się odzyskać pieniądze na drodze egzekucji komorniczej. To trwa - mówi Marcin Masłowski, zastępca rzecznika łódzkiego magistratu.
Trwa, a dłużnicy czują się bezkarni. Przykładem niech będzie rekordzistka, która za kiosk przy Dworcu Fabrycznym nie płaciła ponad osiem lat. Dłużnicy miejskie tereny zajmują bezprawnie, a nawet jeśli ich zaległości sięgają wielu lat, to nie muszą się bać, że miasto usunie ich siłą i obciąży kosztami wywiezienia budy. - W ostatnich latach nie było takiej sytuacji, by miasto usunęło kiosk na koszt właściciela. Zazwyczaj okazuje się, że mając wyrok lub klauzulę wykonalności nad głową, najemcy najczęściej zaczynają długi spłacać, by nie tracić miejsca zarobku - mówi Masłowski.
Inną sprawą są stawki, których miasto oczekuje za działki w ścisłym centrum. Te są żenująco niskie. Za metr kwadratowy terenu na ul. Piotrkowskiej trzeba zapłacić miesięcznie niecałe 31 zł. W większości przypadków czynsz nie przekracza 200 zł za teren zajmowany przez kiosk.
Dla porównania: z raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że metr kwadratowy lokalu przy ul. Piotrkowskiej kosztuje średnio 29 euro, co daje 127 zł miesięcznie.
Władze miasta latami nic z problemem nie robiły, ale wreszcie obiecały uporządkować kwestię kiosków. - To jedna z tych spraw, w której łodzianie są jednomyślni, a ja zamierzam zrobić to, czego oczekują. Zaległości sięgają kilku lat, dlatego wykorzystam wszystkie prawne możliwości, żeby odzyskać dla miasta te pieniądze. Dla nieuczciwych handlarzy nie będzie miejsca na ulicach Łodzi - deklaruje Hanna Zdanowska, prezydent miasta.
Akcja sprzątania bud na ul. Piotrkowskiej zacznie się w przyszłym roku, z czasem obejmie też kolejne ulice w centrum. Przy okazji remontu nawierzchni głównej ulicy miasto planuje wymienić też kioski. Magistrat ogłosił już konkurs na ich projekt. Jego wyniki poznamy w połowie grudnia. Urzędnicy będą proponowali dzierżawcom wymianę kiosków na nowe, jednolite i pasujące do architektury wielkomiejskiej ulicy. Będzie ich mniej niż dotychczas, bo dłużnicy nie mogą liczyć na współpracę z miastem.
- Podoba mi się ten pomysł. Prowadzę kiosk już od 26 lat. Ten konkretny mam już od 13 lat, wcześniej miałem dwa inne. Pamiętam, że pod koniec lat 90. czy w 2000 roku był już pomysł, żeby ujednolicić kioski, ale nic z tego nie wyszło. Jeśli tym razem się uda, to ja się na to piszę - mówi Edward Janiszewski, który sprzedaje prasę w pasażu Rubinsteina.
Razem z wyglądem kiosków zmienią się czynsze - za dzierżawę terenu trzeba będzie zapłacić znacznie więcej.
KOMENTARZ
Aleksandra Hac
To niebywałe. W czasach, kiedy za niezapłacony mandat czy rachunek z zakładu energetycznego dłużników nękają firmy windykacyjne, a komornicy zajmują pensje, nasze miasto pozwala sobie na taki gest.
Przy głównych ulicach może stać byle co, a właściciele mogą latami nie płacić za dzierżawę terenu.
Skąd możemy mieć pewność, że cokolwiek się zmieni? Że nowi najemcy pięknej małej architektury, jaka niebawem stanie na Piotrkowskiej, będą chcieli płacić za ich wynajem?
Z tą patologią trzeba jak najszybciej skończyć, a działania muszą być radykalne. Ukarać należy nie tylko ludzi, którzy kpią sobie z prawa, ale także urzędników, którzy latami zezwalają na taki stan rzeczy.
Stare, brudne i urągające wszelkim standardom budy nie tylko psują widok centrum, ale też nie przynoszą miastu zysku.
Dług wobec miasta ma co trzeci właściciel plastikowej budy. Największy dłużnik jest winien 35,5 tys. zł - za teren pod kiosk przy ul. Pomorskiej właściciel nie płaci od prawie pięciu lat.
Kolejny rekordowy dłużnik ma kiosk przy pl. Dąbrowskiego. Przez dwa i pół roku uzbierało mu się ponad 30 tys. zł długu. Trzecie miejsce "na pudle" zajmuje handlarz z ul. Jaracza. Za teren pod kiosk nie płaci - z przerwami - od 2005 roku. Przez ten czas uzbierał 20 tys. zł długu. Niewiele różni się do niego właściciel budy przy ul. Sterlinga. Przestał płacić w 2004 roku. W sumie jest winien miastu 17 tys. zł.
- Do dłużników wysyłamy monity. Jeśli to nie pomaga, zwykle sprawa o zwrot należności jest kierowana do sądu. Po wyroku staramy się odzyskać pieniądze na drodze egzekucji komorniczej. To trwa - mówi Marcin Masłowski, zastępca rzecznika łódzkiego magistratu.
Trwa, a dłużnicy czują się bezkarni. Przykładem niech będzie rekordzistka, która za kiosk przy Dworcu Fabrycznym nie płaciła ponad osiem lat. Dłużnicy miejskie tereny zajmują bezprawnie, a nawet jeśli ich zaległości sięgają wielu lat, to nie muszą się bać, że miasto usunie ich siłą i obciąży kosztami wywiezienia budy. - W ostatnich latach nie było takiej sytuacji, by miasto usunęło kiosk na koszt właściciela. Zazwyczaj okazuje się, że mając wyrok lub klauzulę wykonalności nad głową, najemcy najczęściej zaczynają długi spłacać, by nie tracić miejsca zarobku - mówi Masłowski.
Inną sprawą są stawki, których miasto oczekuje za działki w ścisłym centrum. Te są żenująco niskie. Za metr kwadratowy terenu na ul. Piotrkowskiej trzeba zapłacić miesięcznie niecałe 31 zł. W większości przypadków czynsz nie przekracza 200 zł za teren zajmowany przez kiosk.
Dla porównania: z raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że metr kwadratowy lokalu przy ul. Piotrkowskiej kosztuje średnio 29 euro, co daje 127 zł miesięcznie.
Władze miasta latami nic z problemem nie robiły, ale wreszcie obiecały uporządkować kwestię kiosków. - To jedna z tych spraw, w której łodzianie są jednomyślni, a ja zamierzam zrobić to, czego oczekują. Zaległości sięgają kilku lat, dlatego wykorzystam wszystkie prawne możliwości, żeby odzyskać dla miasta te pieniądze. Dla nieuczciwych handlarzy nie będzie miejsca na ulicach Łodzi - deklaruje Hanna Zdanowska, prezydent miasta.
Akcja sprzątania bud na ul. Piotrkowskiej zacznie się w przyszłym roku, z czasem obejmie też kolejne ulice w centrum. Przy okazji remontu nawierzchni głównej ulicy miasto planuje wymienić też kioski. Magistrat ogłosił już konkurs na ich projekt. Jego wyniki poznamy w połowie grudnia. Urzędnicy będą proponowali dzierżawcom wymianę kiosków na nowe, jednolite i pasujące do architektury wielkomiejskiej ulicy. Będzie ich mniej niż dotychczas, bo dłużnicy nie mogą liczyć na współpracę z miastem.
- Podoba mi się ten pomysł. Prowadzę kiosk już od 26 lat. Ten konkretny mam już od 13 lat, wcześniej miałem dwa inne. Pamiętam, że pod koniec lat 90. czy w 2000 roku był już pomysł, żeby ujednolicić kioski, ale nic z tego nie wyszło. Jeśli tym razem się uda, to ja się na to piszę - mówi Edward Janiszewski, który sprzedaje prasę w pasażu Rubinsteina.
Razem z wyglądem kiosków zmienią się czynsze - za dzierżawę terenu trzeba będzie zapłacić znacznie więcej.
KOMENTARZ
Aleksandra Hac
To niebywałe. W czasach, kiedy za niezapłacony mandat czy rachunek z zakładu energetycznego dłużników nękają firmy windykacyjne, a komornicy zajmują pensje, nasze miasto pozwala sobie na taki gest.
Przy głównych ulicach może stać byle co, a właściciele mogą latami nie płacić za dzierżawę terenu.
Skąd możemy mieć pewność, że cokolwiek się zmieni? Że nowi najemcy pięknej małej architektury, jaka niebawem stanie na Piotrkowskiej, będą chcieli płacić za ich wynajem?
Z tą patologią trzeba jak najszybciej skończyć, a działania muszą być radykalne. Ukarać należy nie tylko ludzi, którzy kpią sobie z prawa, ale także urzędników, którzy latami zezwalają na taki stan rzeczy.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 16 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
A co z myjno-wulkanizatorem z ulicy Milionowej?
pstryczek-elektryczek
16.11.11, 10:49
Sprawa była głośna w prasie i temat umarł.»
-
Co za dywersant pisał ten artykuł?
asmok6
16.11.11, 13:53
Potępianie dłużników to jedna sprawa. Ale sugerowanie że wszystkie kioski są zadłużone i że czynsz jest za niski to jakaś społeczna dywersja.Dzięki temu że czynsz jest niski my, zwykli »





więcej zdjęć