Pożary aut. Łodzianin: Zgłaszałem policji. Zignorowali
29.09.2011
, aktualizacja: 28.09.2011 21:41
W dzień przed niedzielnym podpaleniem dziesięciu aut na policję zadzwonił mężczyzna i próbował zgłosić pożar swojego samochodu, który spłonął w nocy z piątku na sobotę. Został odesłany z kwitkiem
ZOBACZ TAKŻE
- Jazda próbna: Audi uderzyło w znaki i dachowało (30-09-11, 14:52)
- Podpalacze z Konstytucyjnej złapani. Spalili 10 aut (11-01-12, 14:02)
- Zaczadził się, śpiąc w fotelu. Przyczyną - papieros (22-10-11, 09:25)
- Pożar zajazdu w Emilii. Zaczęło się od samochodu FOTO (17-10-11, 06:56)
- Pożar na poddaszu kamienicy. Zablokowana ulica Gdańska (13-10-11, 07:14)
- Rajd wandali. Powybijane szyby w samochodach (09-10-11, 14:28)
- Porwali i zostawili nago. Aresztowani na dwa miesiące (05-10-11, 17:35)
- Groźny wypadek motorowerzysty. Mężczyzna w szpitalu (04-10-11, 13:38)
- Nocny pożar: dwie osoby podtrute, spalone mieszkanie (03-10-11, 07:01)
- Spłonęło sześć samochodów. Plaga podpaleń w Łodzi (25-09-11, 08:44)
- Dwie nocne interwencje straży pożarne. Spłonęło auto (01-09-11, 07:58)
- Auto spłonęło, mama z dziećmi zdążyli wysiąść (31-05-09, 17:51)
Piotr Górka, mieszkający na Widzewie informatyk, pożarem swojej skody felicii próbował zainteresować policję trzykrotnie. Pierwszy raz zadzwonił pod 112 w piątek w nocy, gdy zobaczył, jak jego samochód płonie. - Zapukał do mnie sąsiad. Powiedział, że jest pożar auta. Mojego auta! Wybiegliśmy na dwór. Zobaczyłem, że przód skody stoi w płomieniach. Sąsiad zadzwonił po straż pożarną. Strażacy przyjechali, pożar ugasili. Ja zadzwoniłem na policję. Od dyżurnego usłyszałem, że z samochodem nic się nie stanie, że może stać tam, gdzie stoi, że nie grozi mi mandat od straży miejskiej. I żebym zadzwonił rano.
W sobotę rano pan Piotr najpierw zadzwonił po szwagra. - Dokładnie obejrzeliśmy samochód. Przedniej szyby nie było. Nie wiem, czy coś skradziono, bo wnętrze było kompletnie spalone - mówi Michał Żyszkiewicz.
Mężczyźni zadzwonili na policję drugi raz. Górka: - Powiedziałem dyżurnemu, że spalił mi się samochód. W odpowiedzi usłyszałem: "No to co?". Mówię, że nic. I pytam, co zrobić. Na pytanie, czy złapałem sprawców, zaprzeczyłem. Wtedy usłyszałem, że w takim razie, jeśli chcę złożyć doniesienie, muszę zgłosić się na komisariat na Kościuszki osobiście.
Obaj panowie przemyśleli sprawę. Uznali, że sprzątnięcie samochodu jest ważniejsze niż wycieczka na komendę. Że to mogą zrobić trochę później. Żyszkiewicz zamówił lawetę, na którą zapakowali skodę. Wrak odstawili na działkę jednego z kolegów pana Michała. Tam auto miało czekać na inspektora ubezpieczeniowego.
W niedzielę media podały informację o dziesięciu samochodach, które spłonęły na osiedlowym parkingu przy ul. Konstytucyjnej. Wstępna hipoteza: najpierw je okradziono (przynajmniej część), a potem podpalono, by zatrzeć ślady.
Auta spłonęły kilkaset metrów od miejsca, w którym spaliła się skoda pana Piotra. - Powiązaliśmy fakty - mówi Górka. A Żyszkiewicz: - Zaczęliśmy rozmawiać z sąsiadami. Jeden widział, że auto przed pożarem było mokre, jakby ktoś je czymś oblał. A przecież nie padało. Dowiedzieliśmy się, że felicie mają wlot powietrza na poziomie maski. Wlot skody Piotrka nie był zamknięty. Wystarczyło wlać do niego jakiejś łatwo palnej cieczy, żeby spowodować pożar. Nawet przy wyłączonym silniku.
Na komendzie przy Kopcińskiego po raz trzeci spróbowali zainteresować policję wrakiem skody. Po raz trzeci bezskutecznie. - Od policji dowiedziałem się, że to był samozapłon, że to opinia straży pożarnej. A oni są specjalistami. Sprawę uznano za zamkniętą.
Tylko że straż pożarna mówi co innego. - W żadnym miejscu w raporcie nie pojawia się słowo "samozapłon". Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej, a to zupełnie co innego - mówi mł. kpt. Jacek Jaksoń, zastępca naczelnika wydziału operacyjno-szkoleniowego PSP w Łodzi. Jego zdaniem samozapłon wyklucza udział osób trzecich. Zwarcie instalacji elektrycznej - nie. - Chociaż są prostsze metody podpalenia samochodu - dodaje Jaksoń. - Należy jednak pamiętać, że my podajemy jedynie prawdopodobną przyczynę, nie ostateczną. Jeśli są jakieś wątpliwości, powinien je wyjaśnić biegły sądowy.
Policja nie doszukała się nieprawidłowości. - Nie mieliśmy sygnału od straży pożarnej o jakichś nieprawidłowościach. W przypadku zwarcia instalacji elektrycznej czy też typowego samozapłonu, do którego nie przyczyniają się osoby trzecie, nie dochodzi do przestępczego działania. Straż pożarna takie sytuacje "obsługuje" we własnym zakresie i nie powiadamia policji. Jeśli są podejrzenia co do udziału osób trzecich, jesteśmy informowani na bieżąco. Tej nocy takiego zgłoszenia nie dostaliśmy. Właściciela pouczono, że w przypadku zgłoszenia sprawa zostanie umorzona.
Górka: - Wystarczyło, żeby policjanci przyjechali i obejrzeli samochód. To nie zajęłoby dużo czasu. Wszyscy im za to płacimy.
Sprawą nieprzyjęcia zgłoszenia zajął się wydział kontroli Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
bartlomiej.dana@lodz.agora.pl
W sobotę rano pan Piotr najpierw zadzwonił po szwagra. - Dokładnie obejrzeliśmy samochód. Przedniej szyby nie było. Nie wiem, czy coś skradziono, bo wnętrze było kompletnie spalone - mówi Michał Żyszkiewicz.
Mężczyźni zadzwonili na policję drugi raz. Górka: - Powiedziałem dyżurnemu, że spalił mi się samochód. W odpowiedzi usłyszałem: "No to co?". Mówię, że nic. I pytam, co zrobić. Na pytanie, czy złapałem sprawców, zaprzeczyłem. Wtedy usłyszałem, że w takim razie, jeśli chcę złożyć doniesienie, muszę zgłosić się na komisariat na Kościuszki osobiście.
Obaj panowie przemyśleli sprawę. Uznali, że sprzątnięcie samochodu jest ważniejsze niż wycieczka na komendę. Że to mogą zrobić trochę później. Żyszkiewicz zamówił lawetę, na którą zapakowali skodę. Wrak odstawili na działkę jednego z kolegów pana Michała. Tam auto miało czekać na inspektora ubezpieczeniowego.
W niedzielę media podały informację o dziesięciu samochodach, które spłonęły na osiedlowym parkingu przy ul. Konstytucyjnej. Wstępna hipoteza: najpierw je okradziono (przynajmniej część), a potem podpalono, by zatrzeć ślady.
Auta spłonęły kilkaset metrów od miejsca, w którym spaliła się skoda pana Piotra. - Powiązaliśmy fakty - mówi Górka. A Żyszkiewicz: - Zaczęliśmy rozmawiać z sąsiadami. Jeden widział, że auto przed pożarem było mokre, jakby ktoś je czymś oblał. A przecież nie padało. Dowiedzieliśmy się, że felicie mają wlot powietrza na poziomie maski. Wlot skody Piotrka nie był zamknięty. Wystarczyło wlać do niego jakiejś łatwo palnej cieczy, żeby spowodować pożar. Nawet przy wyłączonym silniku.
Na komendzie przy Kopcińskiego po raz trzeci spróbowali zainteresować policję wrakiem skody. Po raz trzeci bezskutecznie. - Od policji dowiedziałem się, że to był samozapłon, że to opinia straży pożarnej. A oni są specjalistami. Sprawę uznano za zamkniętą.
Tylko że straż pożarna mówi co innego. - W żadnym miejscu w raporcie nie pojawia się słowo "samozapłon". Prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej, a to zupełnie co innego - mówi mł. kpt. Jacek Jaksoń, zastępca naczelnika wydziału operacyjno-szkoleniowego PSP w Łodzi. Jego zdaniem samozapłon wyklucza udział osób trzecich. Zwarcie instalacji elektrycznej - nie. - Chociaż są prostsze metody podpalenia samochodu - dodaje Jaksoń. - Należy jednak pamiętać, że my podajemy jedynie prawdopodobną przyczynę, nie ostateczną. Jeśli są jakieś wątpliwości, powinien je wyjaśnić biegły sądowy.
Policja nie doszukała się nieprawidłowości. - Nie mieliśmy sygnału od straży pożarnej o jakichś nieprawidłowościach. W przypadku zwarcia instalacji elektrycznej czy też typowego samozapłonu, do którego nie przyczyniają się osoby trzecie, nie dochodzi do przestępczego działania. Straż pożarna takie sytuacje "obsługuje" we własnym zakresie i nie powiadamia policji. Jeśli są podejrzenia co do udziału osób trzecich, jesteśmy informowani na bieżąco. Tej nocy takiego zgłoszenia nie dostaliśmy. Właściciela pouczono, że w przypadku zgłoszenia sprawa zostanie umorzona.
Górka: - Wystarczyło, żeby policjanci przyjechali i obejrzeli samochód. To nie zajęłoby dużo czasu. Wszyscy im za to płacimy.
Sprawą nieprzyjęcia zgłoszenia zajął się wydział kontroli Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.
bartlomiej.dana@lodz.agora.pl
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Re: Pożary aut. Łodzianin: Zgłaszałem policji. Zi
kapitan_marchewa
29.09.11, 06:41
Maryla Rodowicz: "Łatwopalni. Tribute to Agnieszka Osiecka"Bartłomiej Dana: "łatwo palnej cieczy.."»




więcej zdjęć