Humor żydowski ma taką markę jak kuchnia francuska
18.09.2011
, aktualizacja: 18.09.2011 11:56
- Wielu łodzian zdaje się pytać Boga "co ja zrobiłem, że kazałeś mi tu mieszkać?" - mówił filmoznawca Tomasz Majewski na dyskusji zorganizowanej w ramach festiwalu Łódź Czterech Kultur. - To rodzaj masochistycznej rozkoszy. Wpisujemy się w strukturę żydowskiego dowcipu.
ZOBACZ TAKŻE
- Dzieje się we wtorek: Pearl Jam na wielkim ekranie (20-09-11, 11:25)
- Keret: gdy byłem dzieckiem, chciałem być pijaną k...ą (17-09-11, 20:39)
- Łódź Czterech Kultur: Czesław zaśpiewał w Manufakturze (14-09-11, 00:36)
W Miejskim Punkcie Kultury zorganizowano panel dyskusyjny poświęcony filozofii humoru żydowskiego. Adam Lipszyc, filozof i tłumacz, przypomniał przypowieść o szlachcicu, który chodził od jubilera do jubilera z diamentem i prosił, by cenny przedmiot przewiercić. Jubilerzy, świadomi jak wartościowa jest to rzecz, nie chcieli się zgodzić. W końcu jeden z nich przyjął zlecenie i szybko wrócił z zaplecza z diamentem, w którym była dziura, tak jak życzył sobie szlachcic. - Jak się to panu udało? Wszyscy dotąd odmawiali, argumentując, że będą trzęsły im się ręce! - To nie ja - odparł jubiler. - Zatrudniłem głupiego Icka, który nie wie, co miał w rękach i wykonał zadanie bez problemu.
Zdaniem Karoliny Szymaniak, jidyszystki i literaturoznawczyni, język jidysz jest "jakiś". - Mówcy czuli, że język, którym się posługiwali, nie jest medium neutralnym - podkreślała. - On zakłada uczestnictwo. Dobrą wolę odbiorcy.
Przewodzący dyskusji filmoznawca Tomasz Majewski dodał, że jidysz traktowano często nie tylko jako język codzienności, czy język matczyny, ale także język sprośności. Żeby udowodnić tę tezę opowiedział dowcip: - Pewnego deszczowego dnia podróżny zapukał do drzwi rabina. "Trzeba zorganizować Kadisz mojemu ojcu" - powiedział. Żona rabina, jak się domyślamy niemłoda i niezbyt urodziwa, stała na deszczu. Musiała wyglądać jak zmokła kura. Nagle krzyczy do podróżnego: "Chciałbyś być dziesiąty"? Na co ten, zerknąwszy na nią z niechęcią, mówi: "Nie chciałbym być nawet pierwszy!"
Znajomi mi powiedzieli, że nawet sobie nie wyobrażam, jak zabawne to jest w jidysz - dodał Majewski. - Humor żydowski ma taką markę jak kuchnia francuska. Nikt nikomu nie musi tłumaczyć, że to jest dobre.
Knut Andreas Grimstad, rusycysta i polonista, który dzień wcześniej opowiadał w Prexerze o Żydach w polskim przedwojennym kabarecie, podkreślał, że dla widowni nie było ważne, kto wykonywał numer, ponieważ odgrywane postaci były znane. - Były stereotypowym wzorcem - tłumaczył.
Dowcipy nie zakończyły się na historii o starej żonie rabina. Adam Lipszyc opowiedział o dwóch wrogach, którzy próbowali się uporać z odwiecznym sporem w związku z Dniem Pojednania: - Nagle jeden z chłopów, sądząc, że będzie to pierwszy krok do zgody, mówi: "Życzę ci tego, czego ty mi życzysz!" "No nie, znowu zaczynasz!?"
Goście Prexera usłyszeli również o mężczyźnie, który zamawia u krawca spodnie. Majewski: - Przychodzi po tygodniu. Spodni nie ma. Przychodzi po dwóch tygodni. Wciąż są niegotowe. Dopiero po sześciu tygodniach może odebrać swoje zamówienie. Pasują jak ulał. "Panie, Bogu wystarczyło sześć dni, żeby stworzyć świat, a ty potrzebujesz sześciu tygodni, żeby uszyć spodnie?" - zaczepia krawca, na co ten odpowiada: "Spójrz pan na te spodnie i spójrz pan na ten świat!"
Filmoznawca odniósł się też do tytułu filmowej części programu Łodzi Czterech Kultur. Born to kvetch oznacza po prostu "urodzony do narzekania". - Myślę, że ten tytuł świetnie wpisuje się w łódzką tożsamość - śmiał się. - Wielu łodzian żyje w przekonaniu, że ich miasto to ta gorsza część świata. Zdają się pytać Boga "co ja zrobiłem, że kazałeś mi tu mieszkać?" To rodzaj masochistycznej rozkoszy - tu nabazgrali, tam coś wyburzyli. Wpisujemy się w strukturę żydowskiego dowcipu. Łódzkie narzekanie jest bardzo zabawne, bo powtarza się bezrefleksyjnie.
Zdaniem Karoliny Szymaniak, jidyszystki i literaturoznawczyni, język jidysz jest "jakiś". - Mówcy czuli, że język, którym się posługiwali, nie jest medium neutralnym - podkreślała. - On zakłada uczestnictwo. Dobrą wolę odbiorcy.
Przewodzący dyskusji filmoznawca Tomasz Majewski dodał, że jidysz traktowano często nie tylko jako język codzienności, czy język matczyny, ale także język sprośności. Żeby udowodnić tę tezę opowiedział dowcip: - Pewnego deszczowego dnia podróżny zapukał do drzwi rabina. "Trzeba zorganizować Kadisz mojemu ojcu" - powiedział. Żona rabina, jak się domyślamy niemłoda i niezbyt urodziwa, stała na deszczu. Musiała wyglądać jak zmokła kura. Nagle krzyczy do podróżnego: "Chciałbyś być dziesiąty"? Na co ten, zerknąwszy na nią z niechęcią, mówi: "Nie chciałbym być nawet pierwszy!"
Znajomi mi powiedzieli, że nawet sobie nie wyobrażam, jak zabawne to jest w jidysz - dodał Majewski. - Humor żydowski ma taką markę jak kuchnia francuska. Nikt nikomu nie musi tłumaczyć, że to jest dobre.
Knut Andreas Grimstad, rusycysta i polonista, który dzień wcześniej opowiadał w Prexerze o Żydach w polskim przedwojennym kabarecie, podkreślał, że dla widowni nie było ważne, kto wykonywał numer, ponieważ odgrywane postaci były znane. - Były stereotypowym wzorcem - tłumaczył.
Dowcipy nie zakończyły się na historii o starej żonie rabina. Adam Lipszyc opowiedział o dwóch wrogach, którzy próbowali się uporać z odwiecznym sporem w związku z Dniem Pojednania: - Nagle jeden z chłopów, sądząc, że będzie to pierwszy krok do zgody, mówi: "Życzę ci tego, czego ty mi życzysz!" "No nie, znowu zaczynasz!?"
Goście Prexera usłyszeli również o mężczyźnie, który zamawia u krawca spodnie. Majewski: - Przychodzi po tygodniu. Spodni nie ma. Przychodzi po dwóch tygodni. Wciąż są niegotowe. Dopiero po sześciu tygodniach może odebrać swoje zamówienie. Pasują jak ulał. "Panie, Bogu wystarczyło sześć dni, żeby stworzyć świat, a ty potrzebujesz sześciu tygodni, żeby uszyć spodnie?" - zaczepia krawca, na co ten odpowiada: "Spójrz pan na te spodnie i spójrz pan na ten świat!"
Filmoznawca odniósł się też do tytułu filmowej części programu Łodzi Czterech Kultur. Born to kvetch oznacza po prostu "urodzony do narzekania". - Myślę, że ten tytuł świetnie wpisuje się w łódzką tożsamość - śmiał się. - Wielu łodzian żyje w przekonaniu, że ich miasto to ta gorsza część świata. Zdają się pytać Boga "co ja zrobiłem, że kazałeś mi tu mieszkać?" To rodzaj masochistycznej rozkoszy - tu nabazgrali, tam coś wyburzyli. Wpisujemy się w strukturę żydowskiego dowcipu. Łódzkie narzekanie jest bardzo zabawne, bo powtarza się bezrefleksyjnie.
- 4 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





więcej zdjęć