Keret: gdy byłem dzieckiem, chciałem być pijaną k...ą

irk
17.09.2011 , aktualizacja: 17.09.2011 21:16
A A A Drukuj
- Myślę, że zawsze możemy się spierać, czy Izrael jest dobrym miejscem do życia. Ale na pewno jest dobrym miejscem do pisania. W pisaniu pomagają konflikty i tragedie, a chyba nie ma miejsca na świecie, które byłoby nimi bardziej nasycone niż Izrael - mówił Etgar Keret podczas spotkania w ramach festiwalu Łódź Czterech Kultur
Etgar Keret podczas spotkania w klubie Szafa
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Etgar Keret podczas spotkania w klubie Szafa
Etgar Keret podczas spotkania w klubie Szafa
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Etgar Keret podczas spotkania w klubie Szafa
"Fajne dziewczyny powinny mieć chłopaka, który jest bardziej jak Keret niż Bukowski" - pisze w dzisiejszych "Wysokich Obcasach" kulturoznawczyni Karolina Sulej. Keret jest najpopularniejszym izraelskim pisarzem średniego pokolenia. Błyskotliwe, ironiczne i nieprzewidywalne opowiadania są jak ich autor. Mogli się o tym przekonać wszyscy, którzy sobotnie popołudnie spędzili w zatłoczonej Szafie. Po nudnych lub średnio udanych spotkaniach poziom literackiego bloku Łodzi Czterech Kultur uratował Keret.

Znana anegdota mówi, że Keret zaczął pisać w wojsku. Był ponoć beznadziejnym żołnierzem. Potwierdził tę opinię w Łodzi.

Keret: - W mojej rodzinie jest legenda, że od pokoleń mężczyźni są bardzo złymi żołnierzami. O ile w Europie miało to jeszcze jakiś seksowny wydźwięk, to w Izraelu było już bardzo źle. Mój ojciec podczas wojny sześciodniowej pilnował obozu. Wtargnęło do niego egipskie komando. Ojciec ich nie rozpoznał i sądząc, że to Izraelczycy, przyrządził im śniadanie.

W domu mieliśmy taką zasadę, że wykonujemy polecenia rodziców, ale możemy zażądać wyjaśnienia, dlaczego mamy coś zrobić. W domu działało to bardzo dobrze. W wojsku - przeciwnie. Gdy tylko zaczynałem mówić, kończyło się tragedią. Pisanie umożliwiło mi mówienie tego, co myślę bez wyrządzania sobie krzywdy.

Dużo miejsca Keret poświęcił swojej rodzinie: - Jako pisarza kształtowała mnie rodzina. Każdy z członków rodziny wpłynął na moje pisanie. Nie będę mówił o wszystkich. Opowiem tylko o moim ojcu. Gdy byłem mały, rodzice opowiadali mi przed zaśnięciem bajki, które sami wymyślali. To się wzięło stąd, że moim rodzicom nie czytano bajek, bo w czasie wojny nie mieli do nich dostępu. Rodzice mieli poczucie, że mogą mi czytać bajki, ale nie robili tego. Uważali, że to jak kupienie hamburgera - wykręcenie się. Opowieści mojego ojca zawsze działy się w burdelu. Bohaterami byli pijacy i kurwy. Mój ojciec pracował w Ecel [podziemna organizacja zbrojna działająca w Palestynie w latach 30. i 40. XX w. - dop. red.] i był wysyłany do Włoch, by kupował broń od tamtejszej mafii. Ludzie z mafii bardzo polubili mojego ojca, a że on nie miał pieniędzy na swoje utrzymanie pozwolili mu mieszkać w prowadzonym przez siebie burdelu. Po przeżyciu wojny mieszkanie w burdelu i robienie interesów z włoską mafią wydawało mu się rajem. Pierwszy raz mógł otwarcie mówić, że jest Żydem i nie spotykały go z tego powodu przykrości. Gdy opowiadał mi bajki o burdelu, zapytałem, kim jest kurwa. Odpowiedział, że kobietą, której płaci się, by wysłuchiwała problemów innych. A kim jest pijak? Mój ojciec odpowiedział, że człowiekiem, który im więcej pije, tym bardziej mu się wydaje, że jest weselszy. Dlatego jako dziecko chciałem zostać pijaną kurwą.

Izraelski pisarz mówił też o swoim synu: - Co kilka miesięcy nasze dziecko musi wybrać, które książki zostają w domu, a które mamy oddać do biblioteki. Wyjaśnia swoje decyzje na różne sposoby: "tę zostawiam, bo jest fajna", "tę, bo jest śmieszna". Zostawił także moją książkę "Tata ucieka z cyrkiem" - "żebyś nie czuł się urażony" - powiedział.

Nie zabrakło także metaliterackich komentarzy, czyli uwag pisarza o pisaniu: - W procesie pisania albo nie wiem, co chcę pisać, albo mam bardzo jasne przekonanie, dlaczego chcę tak pisać. Ale kiedy kończę opowiadanie i myślę, że jest już świetne, to wiem, że to złe opowiadanie. Dobre opowiadanie doprowadza do miejsca niespodziewanego. Gdy niemiecka ekipa telewizyjna kazała mi pisać, by nakręcić pisarza przy pracy, wydawało mi się to maksymalnie sztuczne. Kiedy skończyłem o tym pisać, zrozumiałem, że dotarłem do miejsca autentyczności. Nakłanianie do naturalności powoduje sztuczność. Ale kiedy się pisze, chce się wydobyć autentyczne przeżycie. Ale jest się też świadomym, że ludzie będą to czytać. To napięcie pomiędzy naturalnością a sztucznością, świadomość, że jest się obserwowanym, powoduje stan niepokoju.

Prowadzący spotkanie Michał Sobelman, rzecznik prasowy ambasady Izraela w Polsce, zapytał, czy Izrael jest dobrym miejscem dla pisarza.

Keret: - Myślę, że zawsze możemy się spierać, czy Izrael jest dobrym miejscem do życia. Ale na pewno jest dobrym miejscem do pisania. W pisaniu pomagają konflikty i tragedie, a chyba nie ma miejsca na świecie, które byłoby nimi bardziej nasycone niż Izrael.

Podczas spotkania utwory Kereta czytała tłumaczka jego prozy Agnieszka Maciejowska.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład