"Koper" świętuje: 100-lecie matur i 105-lecie szkoły
16.09.2011
, aktualizacja: 16.09.2011 23:10
Sto lat temu pierwsi uczniowie I LO zdali maturę. W sobotę najstarsi maturzyści znów przyjdą do szkoły. Tym razem świętować.
Wojciech Ważyński zdał maturę w "jedynce" w 1950 r. - Przychodząc do szkoły, miałem tylko trzy klasy podstawówki. Ciężko było nadrobić zaległości, a co dopiero dorównać znakomitym kolegom - wspomina.
I LO było wtedy Gimnazjum i Liceum im. Mikołaja Kopernika wyłącznie dla chłopaków. Sława szkoły nie wychodziła jeszcze poza Łódź. Wojna wymiotła z klas ławki, a wstawiła łóżka, zamieniając budynek przy ul. Więckowskiego w szpital dla żołnierzy. - Brakowało też tablic, a sala gimnastyczna była w dzisiejszej harcówce - pamięta pan Wojciech.
W tej sali trenował m.in. Jan Chrzanowski, matura rocznik 1951. - Mieliśmy silną reprezentację. Byliśmy mistrzami Łodzi i wicemistrzami kraju - opowiada. Siatkówka jest jednym z jego najpiękniejszych szkolnych wspomnień. Są wśród nich także nauczyciele. - Pani Maria Jodłowska od polskiego, Ildefons Hechman od łaciny, który wbijał nam słówka do głowy dziennikiem, czy niezapomniany Antoni Wippel od plastyki. Przynosił na lekcje jabłka. Mieliśmy je rysować, ale wyglądały tak apetycznie, że po paru minutach talerz był pusty - śmieje się pan Jan.
Wippel był też prawdziwym malarzem, który jeździł po świecie z wystawami. - Od niego dowiedzieliśmy się, jak wyglądają Włochy czy Hiszpania. Dziś można tam pojechać albo zobaczyć w telewizji. Wtedy oknem na świat był nauczyciel - podkreśla pan Wojciech.
A sama matura? Bardzo się jej bał. - Zdawało się wtedy z polskiego, matematyki i historii, a ja z matematyki byłem noga. To, że zdałem, zawdzięczam profesorowi Władysławowi Terlikowskiemu. A zdałem cudem!
Pan Jan wspomina maturę spokojniej - jakby zdawał ją w przerwie między siatkarskimi setami. Lepiej pamięta studniówkę (w szkole, o studniówkach w restauracjach nikt wtedy nawet nie myślał), a po maturze - OSP, czyli Obóz Służby Polsce. - Dostawało się wezwanie, że tego i tego dnia trzeba się stawić na Dworcu Kaliskim. Stamtąd wraz z innymi absolwentami zawieziono nas do Pasłęka na prace społeczne. Obóz trwał sześć tygodni. Kto nie pojechał, mógł zapomnieć o studiach - wspomina maturzysta z 1951 roku.
Polityka dopadała ich zresztą już w trakcie matur. - Na egzaminach ustnych był tzw. czynnik społeczny, czyli mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy i który pytał o Polskę Ludową albo o zwycięstwa Armii Czerwonej. Przy okazji sprawdzał, czy mamy odpowiednie poglądy. Kolega przyznał się do nieodpowiednich i tylko dlatego nie zdał, choć uczniem był świetnym - żałuje pan Ważyński.
Obaj maturzyści seniorzy dostali się na studia (pan Jan na politechnikę, pan Wojciech na prawo), a dziś znów przyjdą do swojej dawnej szkoły. Mają nadzieję, że nie będą najstarsi. - Spokojnie, niedawno rozmawiałam z panem Mirosławem Soleckim, który zdał maturę w I LO w 1939 roku - opowiada Joanna Słupecka ze Stowarzyszenia Wychowanków szkoły jubilata. Jubilata podwójnego, bo w weekend najlepsze łódzkie liceum świętuje też 105-lecie istnienia.
Zjazd rozpocznie się w sobotę w auli Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Lindleya, a potem absolwenci przemaszerują do szkoły przy ul. Więckowskiego.
I LO było wtedy Gimnazjum i Liceum im. Mikołaja Kopernika wyłącznie dla chłopaków. Sława szkoły nie wychodziła jeszcze poza Łódź. Wojna wymiotła z klas ławki, a wstawiła łóżka, zamieniając budynek przy ul. Więckowskiego w szpital dla żołnierzy. - Brakowało też tablic, a sala gimnastyczna była w dzisiejszej harcówce - pamięta pan Wojciech.
W tej sali trenował m.in. Jan Chrzanowski, matura rocznik 1951. - Mieliśmy silną reprezentację. Byliśmy mistrzami Łodzi i wicemistrzami kraju - opowiada. Siatkówka jest jednym z jego najpiękniejszych szkolnych wspomnień. Są wśród nich także nauczyciele. - Pani Maria Jodłowska od polskiego, Ildefons Hechman od łaciny, który wbijał nam słówka do głowy dziennikiem, czy niezapomniany Antoni Wippel od plastyki. Przynosił na lekcje jabłka. Mieliśmy je rysować, ale wyglądały tak apetycznie, że po paru minutach talerz był pusty - śmieje się pan Jan.
Wippel był też prawdziwym malarzem, który jeździł po świecie z wystawami. - Od niego dowiedzieliśmy się, jak wyglądają Włochy czy Hiszpania. Dziś można tam pojechać albo zobaczyć w telewizji. Wtedy oknem na świat był nauczyciel - podkreśla pan Wojciech.
A sama matura? Bardzo się jej bał. - Zdawało się wtedy z polskiego, matematyki i historii, a ja z matematyki byłem noga. To, że zdałem, zawdzięczam profesorowi Władysławowi Terlikowskiemu. A zdałem cudem!
Pan Jan wspomina maturę spokojniej - jakby zdawał ją w przerwie między siatkarskimi setami. Lepiej pamięta studniówkę (w szkole, o studniówkach w restauracjach nikt wtedy nawet nie myślał), a po maturze - OSP, czyli Obóz Służby Polsce. - Dostawało się wezwanie, że tego i tego dnia trzeba się stawić na Dworcu Kaliskim. Stamtąd wraz z innymi absolwentami zawieziono nas do Pasłęka na prace społeczne. Obóz trwał sześć tygodni. Kto nie pojechał, mógł zapomnieć o studiach - wspomina maturzysta z 1951 roku.
Polityka dopadała ich zresztą już w trakcie matur. - Na egzaminach ustnych był tzw. czynnik społeczny, czyli mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widzieliśmy i który pytał o Polskę Ludową albo o zwycięstwa Armii Czerwonej. Przy okazji sprawdzał, czy mamy odpowiednie poglądy. Kolega przyznał się do nieodpowiednich i tylko dlatego nie zdał, choć uczniem był świetnym - żałuje pan Ważyński.
Obaj maturzyści seniorzy dostali się na studia (pan Jan na politechnikę, pan Wojciech na prawo), a dziś znów przyjdą do swojej dawnej szkoły. Mają nadzieję, że nie będą najstarsi. - Spokojnie, niedawno rozmawiałam z panem Mirosławem Soleckim, który zdał maturę w I LO w 1939 roku - opowiada Joanna Słupecka ze Stowarzyszenia Wychowanków szkoły jubilata. Jubilata podwójnego, bo w weekend najlepsze łódzkie liceum świętuje też 105-lecie istnienia.
Zjazd rozpocznie się w sobotę w auli Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Lindleya, a potem absolwenci przemaszerują do szkoły przy ul. Więckowskiego.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




