Rozmowa z Michałem Winiarskim
Po raz pierwszy wystąpił Pan na skrzydle w meczu o dużą stawkę. Jakie wrażenia?
Michał Winiarski: Grało mi się dobrze, bo nic mnie nie bolało. W wielu sytuacjach mogłem jednak zachować się inaczej, lepiej. Ale najważniejsze, że wygraliśmy, więc jestem zadowolony.
Od poprzedniego spotkania z Teruel minęły ponad dwa tygodnie. Czy przez ten czas Pana dyspozycja bardzo się zmieniła?
- Na pewno z Kędzierzynie zagrałem lepiej niż z Hiszpanami, ale wciąż brakuje mi zgrania z kolegami, a także ogrania, co jest naturalne po długiej przerwie. Od dwóch tygodni ćwiczę jednak na maksymalnych obrotach, więc z dnia na dzień powinno być lepiej. Uważam, że nie powinno się już oceniać mnie przez pryzmat kontuzji i operacji. To już nie może być żadnym alibi dla mnie.
Dopiero od dwóch tygodni trenuje Pan z maksymalnym obciążeniem?
- Wcześniej robiłem tyle, ile mogłem. Teraz już nic mnie nie boli, więc mogę ćwiczyć bez żadnej taryfy ulgowej. Mało tego, podczas treningów fizycznie czuję się lepiej niż przed kontuzją. Mój bark został bardzo wzmocniony, dlatego w ataku uderzam piłkę mocniej niż w poprzednim sezonie.
Nie żal Panu punktu straconego w Kędzierzynie?
- Niepotrzebnie przegraliśmy trzeciego seta. Zadecydowało o tym za dużo nieskończonych ataków. Ale z drugiej strony nie mam nic przeciwko temu, żeby wszystkie mecze do końca wygrać po 3:2. Zaksa ma naprawdę silny zespół. Na każdej pozycji grają w nim wszechstronni i waleczni zawodnicy. Zresztą chłopaki opowiadali, że w poprzednim sezonie dwa razy z nią przegrali.
Teraz czekają Was dwa tygodnie przerwy w rozgrywkach. To dobrze?
- Wcześniej nie mieliśmy wcale czasu na treningi, więc teraz możemy nadrobić wszystkie zaległości.
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź