PGE Skra - Jastrzębski, czyli bełchatowska demolka
2010-01-29
, aktualizacja: 29.01.2010 20:42
Gdy siatkarze PGE Skry Bełchatów wychodzą na boisko w dobrej formie i odpowiednio skoncentrowani, nawet najgroźniejsi przeciwnicy mają kłopoty ze zdobyciem 20 punktów w jednym secie
ZOBACZ TAKŻE
Tak było w spotkaniu z trzecim w tabeli Jastrzębskim Węglem, którzy przyjechał do Bełchatowa w chwale zdobywcy Pucharu Polski. Udało mu się nawiązać walkę tylko w jednym secie, głównie za sprawą dekoncentracji gospodarzy.
Hit 13. kolejki PlusLigi zaczął się tak samo jak poprzedni mecz na szczycie. Dwa tygodnie temu PGE Skra zdemolowała w pierwszej partii Resovię. Pojawiły się wtedy głosy o fatalnym poziomie, bowiem rzeszowianie zagrali bardzo słabo. A przecież gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a mistrzowie Polski nie pozwolili rywalom na nic. Podobnie jak jastrzębianom w pierwszym, trzecim i czwartym secie.
W pierwszym PGE Skra popełniła tylko cztery błędy (popsute zagrywki). Opłaciło się jednak ryzykować, bowiem bardzo szybko uzyskała siedmiopunktową przewagę. To zasługa przede wszystkim Mariusza Wlazłego, który rozbił Ślązaków. Ale wśród gospodarzy trudno było szukać nawet słabszego punktu. Wszyscy grali na taki poziomie, o jakim przeciwnicy mogli tylko marzyć. Na nic zdało się serwowanie w Bartosza Kurka, który przyjmował piłki z zegarmistrzowską precyzją.
Zespół z Jastrzębia pokazał klasę, ponieważ potrafił otrząsnąć się po wielkim laniu. Pomogli im w tym chyba zbytnio rozluźnieni bełchatowianie, oddając aż dziesięć punktów po swoich pomyłkach. - Może za łatwo wygraliśmy pierwszego seta? - zastanawiał się Daniel Pliński.
Tyle błędów jego drużynie zdarza się bardzo rzadko. Inna sprawa, że trafili na zespół potrafiący to wykorzystać, bo Skra mozolnie odrabiała straty dzięki szalejącemu w ataku Wlazłemu. Ale i on jest człowiekiem robiącym czasami błędy, tak jak przy drugim setbolu, kiedy próbując obić, blok nie trafił w wyciągnięte ręce rywali. Wcześniej zdobył osiem punktów, tyle samo co wszyscy jego koledzy.
Wśród jastrzębian obudził się Benjamin Hardy, którego w ataku wsparł Igor Yudin. Ten pierwszy słabo zaczął i został nawet zmieniony. Wrócił i stał się liderem swojego zespołu - grał znacznie lepiej niż Paweł Abramow, MVP finału Pucharu Polski (skończył tylko 8 z 21 ataków).
Obaj obcokrajowcy z Jastrzębia muszą się jednak dużo uczyć, by dorównać największemu artyście PlusLigi. Jest nim Stephane Antiga, który w piątek pokazał, że jest siatkarskim wirtuozem. Nagranie z meczu powinno się pokazywać wszystkim uczącym się grać w siatkówkę, a także tym zawodnikom, którzy uważają, że już wszystko potrafią. Francuz atakował i zdobywał punkty z piłek, które inni staraliby się tylko bezpiecznie przebić. Poza tym znakomicie serwował i bronił.
W ataku i zagrywce (poza jednym serwem, kiedy posłał piłkę na... balkon) wspierał go Kurek, dlatego w trzeciej partii Miguel Falasca mógł oszczędzać Wlazłego. Mimo to Skra wręcz zmiażdżyła rywala, zwłaszcza w końcówce. Wtedy niesamowitymi zbiciami popisywał się Antiga - jastrzębianie przygotowywali się na przebicie piłki, a on uderzał z wielką siłą w trzeci czy czwarty metr boiska.
Czwarty set zaczął się tak, że zanosiło się na tie-break, ale tym razem Skra nie pozwoliła rywalom odskoczyć, a chęć do walki odebrał jastrzębianom znakomicie serwujący Kurek. Dzięki temu jego drużyna ma już sześć punktów przewagi nad Jastrzębskim Węglem.
PGE Skra - Jastrzębski Węgiel 3:1
Sety: 25:16; 24:26; 25:15; 25:18
PGE Skra: Falasca 3, Antiga 16, Możdżonek 8, Wlazły 20, Kurek 15, Pliński 10, Gacek (libero) oraz Bąkiewicz 1
JW: Łomacz, Hardy 10, Czarnowski 10, Yudin 10, Abramow 8, Nowik 8, Rusek (libero) oraz Pęcherz 3, Master, Azenha 1, Novotny 1
Hit 13. kolejki PlusLigi zaczął się tak samo jak poprzedni mecz na szczycie. Dwa tygodnie temu PGE Skra zdemolowała w pierwszej partii Resovię. Pojawiły się wtedy głosy o fatalnym poziomie, bowiem rzeszowianie zagrali bardzo słabo. A przecież gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a mistrzowie Polski nie pozwolili rywalom na nic. Podobnie jak jastrzębianom w pierwszym, trzecim i czwartym secie.
W pierwszym PGE Skra popełniła tylko cztery błędy (popsute zagrywki). Opłaciło się jednak ryzykować, bowiem bardzo szybko uzyskała siedmiopunktową przewagę. To zasługa przede wszystkim Mariusza Wlazłego, który rozbił Ślązaków. Ale wśród gospodarzy trudno było szukać nawet słabszego punktu. Wszyscy grali na taki poziomie, o jakim przeciwnicy mogli tylko marzyć. Na nic zdało się serwowanie w Bartosza Kurka, który przyjmował piłki z zegarmistrzowską precyzją.
Zespół z Jastrzębia pokazał klasę, ponieważ potrafił otrząsnąć się po wielkim laniu. Pomogli im w tym chyba zbytnio rozluźnieni bełchatowianie, oddając aż dziesięć punktów po swoich pomyłkach. - Może za łatwo wygraliśmy pierwszego seta? - zastanawiał się Daniel Pliński.
Tyle błędów jego drużynie zdarza się bardzo rzadko. Inna sprawa, że trafili na zespół potrafiący to wykorzystać, bo Skra mozolnie odrabiała straty dzięki szalejącemu w ataku Wlazłemu. Ale i on jest człowiekiem robiącym czasami błędy, tak jak przy drugim setbolu, kiedy próbując obić, blok nie trafił w wyciągnięte ręce rywali. Wcześniej zdobył osiem punktów, tyle samo co wszyscy jego koledzy.
Wśród jastrzębian obudził się Benjamin Hardy, którego w ataku wsparł Igor Yudin. Ten pierwszy słabo zaczął i został nawet zmieniony. Wrócił i stał się liderem swojego zespołu - grał znacznie lepiej niż Paweł Abramow, MVP finału Pucharu Polski (skończył tylko 8 z 21 ataków).
Obaj obcokrajowcy z Jastrzębia muszą się jednak dużo uczyć, by dorównać największemu artyście PlusLigi. Jest nim Stephane Antiga, który w piątek pokazał, że jest siatkarskim wirtuozem. Nagranie z meczu powinno się pokazywać wszystkim uczącym się grać w siatkówkę, a także tym zawodnikom, którzy uważają, że już wszystko potrafią. Francuz atakował i zdobywał punkty z piłek, które inni staraliby się tylko bezpiecznie przebić. Poza tym znakomicie serwował i bronił.
W ataku i zagrywce (poza jednym serwem, kiedy posłał piłkę na... balkon) wspierał go Kurek, dlatego w trzeciej partii Miguel Falasca mógł oszczędzać Wlazłego. Mimo to Skra wręcz zmiażdżyła rywala, zwłaszcza w końcówce. Wtedy niesamowitymi zbiciami popisywał się Antiga - jastrzębianie przygotowywali się na przebicie piłki, a on uderzał z wielką siłą w trzeci czy czwarty metr boiska.
Czwarty set zaczął się tak, że zanosiło się na tie-break, ale tym razem Skra nie pozwoliła rywalom odskoczyć, a chęć do walki odebrał jastrzębianom znakomicie serwujący Kurek. Dzięki temu jego drużyna ma już sześć punktów przewagi nad Jastrzębskim Węglem.
PGE Skra - Jastrzębski Węgiel 3:1
Sety: 25:16; 24:26; 25:15; 25:18
PGE Skra: Falasca 3, Antiga 16, Możdżonek 8, Wlazły 20, Kurek 15, Pliński 10, Gacek (libero) oraz Bąkiewicz 1
JW: Łomacz, Hardy 10, Czarnowski 10, Yudin 10, Abramow 8, Nowik 8, Rusek (libero) oraz Pęcherz 3, Master, Azenha 1, Novotny 1
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Re: PGE Skra - Jastrzębski, czyli bełchatowska de
fifakk
30.01.10, 00:28
Tak już chyba będzie wyglądać gra Jastrzębskiego do końca sezonu. Celosiągnięty, więc wakacje zaczną się wcześniej.»




więcej zdjęć