Mariusz Wlazły: Już normalnie ćwiczę
2006-09-29
, aktualizacja: 30.09.2006 00:00
W końcówce czwartego seta spotkania BOT Skry Bełchatów z Olympiakosem Pireus w Lidze Mistrzów reprezentanta Polski Mariusza Wlazłego złapał skurcz. Ból był tak duży, że atakujący nie wrócił już na boisko
Jarosław Bińczyk: Jak Pan się czuje po kontuzji w spotkaniu z Olympiakosem?
Mariusz Wlazły: To nie była kontuzja, tylko skurcz mięśnia prawej nogi. Nie ma co robić niepotrzebnej sensacji, bo nic wielkiego się nie stało.
Jako to się nie stało? Przecież z tego powodu nie mógł Pan zagrać w piątym secie. A kibice pamiętają jeszcze dramatyczną sytuację z meczów z USA w Lidze Światowej, kiedy znoszona Pana z boiska.
- Teraz skurcz był nieporównywalnie mniejszy. Wtedy trzymał mnie bardzo długo, a mięśnie były twarde jak kamień i strasznie bolały przy każdym dotknięciu. W środę było znacznie lepiej, bo mogłem normalnie wrócić samochodem do domu. Zresztą w piątym secie lekkie skurcze łapały też Piotrka Gruszkę.
W klubie zapowiadano, że przejdzie Pan dokładne badania. Czy już jest po nich?
- Nie. Będę badany dopiero za dwa tygodnie, po meczu z Lewskim Sofia w Bełchatowie. Teraz wszystkie niedobory w organizmie mam uzupełnione, więc nie ma sensu badać krwi. A treningi to nie to samo co mecz, bo nie ma podczas nich stresu, więc organizm inaczej reaguje. Przed i po spotkaniu z Lewskim będę miał pobraną krew i wtedy okaże się, czego mi brakuje.
Jak często przytrafiają się Panu takie bolesne skurcze?
- Tak poważnie, to chyba trzeci raz w karierze. Najgorszy był chyba trzy lata temu, kiedy miałem skurcz całego ciała. Przez ostatnie półtora roku byłem tak prowadzony, że niczego mi nie brakowało. Jedynie podczas ostatniego play off miałem delikatny skurcz w Olsztynie. Ale zaraz minął. Później była reprezentacja i teraz mecz z Olympiakosem.
A jak Pan się teraz czuje?
- Dobrze. W piątek normalnie ćwiczyłem już na siłowni.
To co Pan powie o meczu z Olympiakosem? Dwa sety przegraliście na przewagi. Dlaczego?
- Pierwsze śliwki robaczywki. Gdybyśmy wygrali 3:0 czy 3:1, a była taka szansa, to nawet by mnie skurcz nie złapał. To jest sport, w którym wszystko się może zdarzyć. Nie jesteśmy jeszcze do końca zgrani, stąd biorą się niedokładności. Wspólne treningi to nie wszystko, bo na nich można zatrzymać akcję, powtórzyć. W czasie gry to niemożliwe. Ale powinno być coraz lepiej.
Nie serwował Pan tak, jak choćby w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.
- Bo siatka była za wysoka. Gdzieś o dwa centymetry (śmiech). Dlatego w końcówce trzeciego seta trafiłem w taśmę. A tak poważnie, to mieliśmy na zagrywce próbować skrótów. Ja jestem przyzwyczajony do mocnych uderzeń, dlatego trudno mi przyzwyczaić się do takiej zmiany. Poza tym muszę sobie wydeptać swoją ścieżkę.
Co to znaczy?
- Każda hala ma swoją specyfikę i trzeba się do niej przyzwyczaić. W Energii trenujemy od niedawna, dlatego jeszcze się do niej nie przyzwyczaiłem. Mam już jedno ulubione miejsce, ale to nie wystarczy. Dobrze, że są linie do koszykówki czy piłki ręcznej, bo dzięki nim nie muszę już odmierzać kroków przy zagrywce.
Jak Pan skomentuje porażkę faworyta, Lube Banca Maceraty z Roeselare, waszym najbliższym rywalem?
- Nie interesuje mnie to. Dla mnie ważne są tylko nasze spotkania. Trzeba patrzeć tylko na siebie.
Wyniki grupy C Ligi Mistrzów:
Lewski Siconco Sofia - aon hotVolley Wiedeń 3:0 (22; 23, 23), Lube Banca Macerata - Knack Randstad Roeselare 2:3 (20; - 26; - 24; 17; -9), BOT Skra - Olympiakos Pireus 3:2 (-24; 15; -26; 17; 14).
Mariusz Wlazły: To nie była kontuzja, tylko skurcz mięśnia prawej nogi. Nie ma co robić niepotrzebnej sensacji, bo nic wielkiego się nie stało.
Jako to się nie stało? Przecież z tego powodu nie mógł Pan zagrać w piątym secie. A kibice pamiętają jeszcze dramatyczną sytuację z meczów z USA w Lidze Światowej, kiedy znoszona Pana z boiska.
- Teraz skurcz był nieporównywalnie mniejszy. Wtedy trzymał mnie bardzo długo, a mięśnie były twarde jak kamień i strasznie bolały przy każdym dotknięciu. W środę było znacznie lepiej, bo mogłem normalnie wrócić samochodem do domu. Zresztą w piątym secie lekkie skurcze łapały też Piotrka Gruszkę.
W klubie zapowiadano, że przejdzie Pan dokładne badania. Czy już jest po nich?
- Nie. Będę badany dopiero za dwa tygodnie, po meczu z Lewskim Sofia w Bełchatowie. Teraz wszystkie niedobory w organizmie mam uzupełnione, więc nie ma sensu badać krwi. A treningi to nie to samo co mecz, bo nie ma podczas nich stresu, więc organizm inaczej reaguje. Przed i po spotkaniu z Lewskim będę miał pobraną krew i wtedy okaże się, czego mi brakuje.
Jak często przytrafiają się Panu takie bolesne skurcze?
- Tak poważnie, to chyba trzeci raz w karierze. Najgorszy był chyba trzy lata temu, kiedy miałem skurcz całego ciała. Przez ostatnie półtora roku byłem tak prowadzony, że niczego mi nie brakowało. Jedynie podczas ostatniego play off miałem delikatny skurcz w Olsztynie. Ale zaraz minął. Później była reprezentacja i teraz mecz z Olympiakosem.
A jak Pan się teraz czuje?
- Dobrze. W piątek normalnie ćwiczyłem już na siłowni.
To co Pan powie o meczu z Olympiakosem? Dwa sety przegraliście na przewagi. Dlaczego?
- Pierwsze śliwki robaczywki. Gdybyśmy wygrali 3:0 czy 3:1, a była taka szansa, to nawet by mnie skurcz nie złapał. To jest sport, w którym wszystko się może zdarzyć. Nie jesteśmy jeszcze do końca zgrani, stąd biorą się niedokładności. Wspólne treningi to nie wszystko, bo na nich można zatrzymać akcję, powtórzyć. W czasie gry to niemożliwe. Ale powinno być coraz lepiej.
Nie serwował Pan tak, jak choćby w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.
- Bo siatka była za wysoka. Gdzieś o dwa centymetry (śmiech). Dlatego w końcówce trzeciego seta trafiłem w taśmę. A tak poważnie, to mieliśmy na zagrywce próbować skrótów. Ja jestem przyzwyczajony do mocnych uderzeń, dlatego trudno mi przyzwyczaić się do takiej zmiany. Poza tym muszę sobie wydeptać swoją ścieżkę.
Co to znaczy?
- Każda hala ma swoją specyfikę i trzeba się do niej przyzwyczaić. W Energii trenujemy od niedawna, dlatego jeszcze się do niej nie przyzwyczaiłem. Mam już jedno ulubione miejsce, ale to nie wystarczy. Dobrze, że są linie do koszykówki czy piłki ręcznej, bo dzięki nim nie muszę już odmierzać kroków przy zagrywce.
Jak Pan skomentuje porażkę faworyta, Lube Banca Maceraty z Roeselare, waszym najbliższym rywalem?
- Nie interesuje mnie to. Dla mnie ważne są tylko nasze spotkania. Trzeba patrzeć tylko na siebie.
Wyniki grupy C Ligi Mistrzów:
Lewski Siconco Sofia - aon hotVolley Wiedeń 3:0 (22; 23, 23), Lube Banca Macerata - Knack Randstad Roeselare 2:3 (20; - 26; - 24; 17; -9), BOT Skra - Olympiakos Pireus 3:2 (-24; 15; -26; 17; 14).
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Mariusz Wlazły: Już normalnie ćwiczę
yanuss
30.09.06, 13:37
Nie rozumiem tych kombinacji z zagrywka. Facet, jeden zniewielu w lidze, ktoryswietnie i skutecznie zagrywal mocno i to w wielu roznych meczach, ma naglegrac baloniki. Jest takie powiedzenie»



