Postrzyżyny, czyli przyszedł Groupon do fryzjera
06.05.2011
, aktualizacja: 13.05.2011 18:08
Jarosław Budny, fryzjer damski z Łodzi, przyjął już 150 klientek z Groupona.
Zostało jeszcze 1476. Dzwonią z pretensjami
- Kiedy będzie pan miał czas, żeby spokojnie porozmawiać? - pytam. A on wybucha śmiechem: - Spokojnie, to pewnie za jakiś rok

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Jarosław Budny, fryzjer damski z Łodzi, przyjął już 150 klientek z Groupona.
Zostało jeszcze 1476. Dzwonią z pretensjami

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Jarosław Budny, fryzjer damski z Łodzi, przyjął już 150 klientek z Groupona.
Zostało jeszcze 1476. Dzwonią z pretensjami
ZOBACZ TAKŻE
- Perfumy z Grupera ze zniżką - kiepski interes? (03-02-12, 09:00)
- Zrobieni w... tarota. 324 skołowanych klientów Groupona (08-06-11, 09:00)
- Czy Łódź skończy tak jak amerykańskie Motor City? (21-05-11, 08:00)
- I znów przychodzi Groupon do fryzjera. I mówi ciii (15-05-11, 10:00)
- Papa dance (05-05-11, 16:00)
- Jest gaz, nie ma informacji (29-04-11, 16:00)
- Nie damy się złupić! (28-04-11, 16:19)
SERWISY
"Nikt wcześniej tak nie trafił w mój gust. Dziękuję, Panie Jarku". "Jestem zachwycona (...) to miły, uśmiechnięty facet. Polecam". "Usługa naprawdę na poziomie. Jesteśmy bardzo zadowolone" - jeszcze do niedawna na internetowym forum fryzjer Jarosław Budny miał tylko takie opinie.
Teraz czyta: "Życzę stalowych nerwów przy umawianiu wizyt, aczkolwiek polecam od razu zrezygnować (...) albo źle skalkulował swoją promocję, albo jest wyjątkowo cyniczny". I ostrzej: "Nie polecam tego salonu, pan Budny jest wyjątkowym prostakiem i chamem jakich mało".
- To i tak łagodnie. Od klientek słyszę, że jestem oszustem, złodziejem, że nachapałem się kasy i mam ludzi w nosie - mówi.
Pani z Groupona spadła mi z nieba
Jarosław Budny, choć ma nieco ponad 30 lat, osiągnął w branży niemało: czesał Katarzynę Figurę, Justynę Steczkowską czy Manuelę Michalak (przed laty znali ją wszyscy, którzy oglądali pierwszą edycję "Big Brothera"). Chwali się, że jako pierwszy przekonał Krystynę Giżowską do rozprostowania loków. - Nie było łatwo, mówiła, że są jej znakiem firmowym. Ale później na wszystkich publicznych występach widziałem ją z prostymi włosami - opowiada.
Mały Jarek Budny nie czesał siostry ani lalek. - Marzyłem o zawodzie, który pozwoli szybko zacząć zarabiać - mówi. - Wyszło, że mogę być kucharzem, mechanikiem samochodowym albo fryzjerem. Zaraz po podstawówce udało mi się dostać na praktyki do salonu fryzjerskiego. Szefowa miała uprawnienia na fryzjerstwo damskie. Spróbowałem i mnie wciągnęło.
W latach dziewięćdziesiątych marzeniem każdego fryzjera w Łodzi była praca przy Piotrkowskiej. 19-letni Budny wygrał z 40 konkurentami i dostał pracę w renomowanym Salonie Urody 101, właśnie przy Pietrynie. Kilka lat później miał już własny salon fryzjersko-kosmetyczny. 300-metrowy! Czesał modelki do pokazów organizowanych przez Krajową Izbę Mody i uczestniczki wyborów Miss Polonia. Brał udział w "Metamorfozach" - popularnej akcji "Gazety Wyborczej Łódź", i co sobotę w blasku fleszy czesał jakąś znaną osobę (tak trafił na Giżowską i jej loki). Figura przyszła do niego po premierze filmu "I Love You". O włosy Steczkowskiej zadbał pierwszy raz, gdy nagrywała w Łodzi teledysk, później czesał ją do kampanii billboardowej i reklamy telewizyjnej Gatty. A Manuela Michalak gościła u niego razem z kolegami z "Big Brothera" przy okazji premiery "Gulczas, jak myślisz". - Ale pomysł z treską nie był mój - od razu zastrzega Budny.
Rok temu zamknął swój wielki salon. - Właściwie z dnia na dzień. Problemy finansowe. Miałem syndrom wypalenia, ale w końcu postanowiłem jeszcze raz spróbować. Znalazłem lokal w pobliżu Manufaktury i zastanawiałem się, jak przypomnieć o sobie klientkom. Przedstawicielka Groupona spadła mi jak z nieba. Tak wtedy myślałem.
Zrobią mi potężną reklamę
Groupon to największy na świecie serwis grupowych zakupów. To także pośrednik idealny: sprzedających namawia, żeby na swoje produkty i usługi dawali duże zniżki (minimum to 50 proc.). Klienci zakupy robią przez internet, później drukują sobie zniżkowy kupon i idą z nim po odbiór "towaru". "Towar" to na przykład posiłek w restauracji, sesja zdjęciowa, pobyt w hotelu, zabieg kosmetyczny lub fryzjerski. Choć bywają bardziej wyszukane propozycje, jak seans tarota, kurs rysunku.
Są i emocje, bo oferty pojawiają się w sieci często, ale na krótko: produkt można kupować na przykład przez jedną, dwie doby, później szansa na atrakcyjną zniżkę przepada. W dodatku często liczba kuponów jest ograniczona.
Zainteresowanie promocjami jest ogromne. I każdy zyskuje: sprzedający - klientów, klienci - zniżki, a sam Groupon - prowizje (i to niemałe, bo co najmniej 50 proc. z każdej oferty).
Pani z Groupona była bardzo przekonująca. - Mówiła wprost: kokosów nie zarobię, ale na pewno zrobią mi potężną reklamę. A ta była mi bardzo potrzebna, przecież otwierałem nowy salon. O Grouponie niewiele wiedziałem - opowiada Budny.
Groupon obiecał, że informacja o salonie dotrze do co najmniej dziesięciu tysięcy łodzianek. Budny ułożył ofertę: mycie, strzyżenie, naturalna stylizacja, a dla chętnych - refleksy. Wszystko za jedyne 29 złotych (zamiast 70).
Ofertę uzupełniała wyliczanka gwiazd, które czesał mistrz. Pogrubionym drukiem zaznaczono: "Wszystkie usługi wykonuje Jarek Budny".
Nie sprzedam 300, to będzie wstyd
- Umówiliśmy się, że kupon będzie można wykorzystać w ciągu pół roku, a sprzedaż potrwa dwie doby. Pani z Groupona mówiła, że mogę narzucić limit, ale to się nie opłaca, bo takich usług sprzedaje się zazwyczaj koło setki - wspomina Budny. - Kazała mi się modlić, żeby było 300. No to się modliłem, bo jakbym nie sprzedał 300, byłby wstyd.
23 lutego o północy oferta poszła w świat. Po pięciu minutach usługę u Budnego wykupiły trzy osoby. - Koło godziny 15 zadzwonili i mówią, że sprzedało się 700 kuponów. Na początku nie załapałem i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie zdołam przyjąć wszystkich klientek. Oddzwoniłem i prosiłem, żeby przedłużyli ważność kuponów z pół roku do roku - opowiada. - W końcu wpadłem w panikę i zacząłem prosić, żeby zablokowali ofertę. Usłyszałem, że trochę na to trzeba poczekać.
Wieczorem Budny usiadł przed komputerem. Zdębiał! - Oferta nie była zablokowana. Sprzedano 1400 kuponów! Dzwoniłem do Groupona, ale nikt nie odbierał. Wysłałem SMS-a, błagałem, żeby przerwali sprzedaż. Dostałem odpowiedź: trzeba czekać do północy. Ręce mi opadły. Czekałem.
Kiedy po 24 godzinach Groupon zamknął ofertę, wizytę na fotelu stylisty wykupiło 1626 osób. - Co to oznaczało? Klęskę - mówi Budny.
Teraz czyta: "Życzę stalowych nerwów przy umawianiu wizyt, aczkolwiek polecam od razu zrezygnować (...) albo źle skalkulował swoją promocję, albo jest wyjątkowo cyniczny". I ostrzej: "Nie polecam tego salonu, pan Budny jest wyjątkowym prostakiem i chamem jakich mało".
- To i tak łagodnie. Od klientek słyszę, że jestem oszustem, złodziejem, że nachapałem się kasy i mam ludzi w nosie - mówi.
Pani z Groupona spadła mi z nieba
Jarosław Budny, choć ma nieco ponad 30 lat, osiągnął w branży niemało: czesał Katarzynę Figurę, Justynę Steczkowską czy Manuelę Michalak (przed laty znali ją wszyscy, którzy oglądali pierwszą edycję "Big Brothera"). Chwali się, że jako pierwszy przekonał Krystynę Giżowską do rozprostowania loków. - Nie było łatwo, mówiła, że są jej znakiem firmowym. Ale później na wszystkich publicznych występach widziałem ją z prostymi włosami - opowiada.
Mały Jarek Budny nie czesał siostry ani lalek. - Marzyłem o zawodzie, który pozwoli szybko zacząć zarabiać - mówi. - Wyszło, że mogę być kucharzem, mechanikiem samochodowym albo fryzjerem. Zaraz po podstawówce udało mi się dostać na praktyki do salonu fryzjerskiego. Szefowa miała uprawnienia na fryzjerstwo damskie. Spróbowałem i mnie wciągnęło.
W latach dziewięćdziesiątych marzeniem każdego fryzjera w Łodzi była praca przy Piotrkowskiej. 19-letni Budny wygrał z 40 konkurentami i dostał pracę w renomowanym Salonie Urody 101, właśnie przy Pietrynie. Kilka lat później miał już własny salon fryzjersko-kosmetyczny. 300-metrowy! Czesał modelki do pokazów organizowanych przez Krajową Izbę Mody i uczestniczki wyborów Miss Polonia. Brał udział w "Metamorfozach" - popularnej akcji "Gazety Wyborczej Łódź", i co sobotę w blasku fleszy czesał jakąś znaną osobę (tak trafił na Giżowską i jej loki). Figura przyszła do niego po premierze filmu "I Love You". O włosy Steczkowskiej zadbał pierwszy raz, gdy nagrywała w Łodzi teledysk, później czesał ją do kampanii billboardowej i reklamy telewizyjnej Gatty. A Manuela Michalak gościła u niego razem z kolegami z "Big Brothera" przy okazji premiery "Gulczas, jak myślisz". - Ale pomysł z treską nie był mój - od razu zastrzega Budny.
Rok temu zamknął swój wielki salon. - Właściwie z dnia na dzień. Problemy finansowe. Miałem syndrom wypalenia, ale w końcu postanowiłem jeszcze raz spróbować. Znalazłem lokal w pobliżu Manufaktury i zastanawiałem się, jak przypomnieć o sobie klientkom. Przedstawicielka Groupona spadła mi jak z nieba. Tak wtedy myślałem.
Zrobią mi potężną reklamę
Groupon to największy na świecie serwis grupowych zakupów. To także pośrednik idealny: sprzedających namawia, żeby na swoje produkty i usługi dawali duże zniżki (minimum to 50 proc.). Klienci zakupy robią przez internet, później drukują sobie zniżkowy kupon i idą z nim po odbiór "towaru". "Towar" to na przykład posiłek w restauracji, sesja zdjęciowa, pobyt w hotelu, zabieg kosmetyczny lub fryzjerski. Choć bywają bardziej wyszukane propozycje, jak seans tarota, kurs rysunku.
Są i emocje, bo oferty pojawiają się w sieci często, ale na krótko: produkt można kupować na przykład przez jedną, dwie doby, później szansa na atrakcyjną zniżkę przepada. W dodatku często liczba kuponów jest ograniczona.
Zainteresowanie promocjami jest ogromne. I każdy zyskuje: sprzedający - klientów, klienci - zniżki, a sam Groupon - prowizje (i to niemałe, bo co najmniej 50 proc. z każdej oferty).
Pani z Groupona była bardzo przekonująca. - Mówiła wprost: kokosów nie zarobię, ale na pewno zrobią mi potężną reklamę. A ta była mi bardzo potrzebna, przecież otwierałem nowy salon. O Grouponie niewiele wiedziałem - opowiada Budny.
Groupon obiecał, że informacja o salonie dotrze do co najmniej dziesięciu tysięcy łodzianek. Budny ułożył ofertę: mycie, strzyżenie, naturalna stylizacja, a dla chętnych - refleksy. Wszystko za jedyne 29 złotych (zamiast 70).
Ofertę uzupełniała wyliczanka gwiazd, które czesał mistrz. Pogrubionym drukiem zaznaczono: "Wszystkie usługi wykonuje Jarek Budny".
Nie sprzedam 300, to będzie wstyd
- Umówiliśmy się, że kupon będzie można wykorzystać w ciągu pół roku, a sprzedaż potrwa dwie doby. Pani z Groupona mówiła, że mogę narzucić limit, ale to się nie opłaca, bo takich usług sprzedaje się zazwyczaj koło setki - wspomina Budny. - Kazała mi się modlić, żeby było 300. No to się modliłem, bo jakbym nie sprzedał 300, byłby wstyd.
23 lutego o północy oferta poszła w świat. Po pięciu minutach usługę u Budnego wykupiły trzy osoby. - Koło godziny 15 zadzwonili i mówią, że sprzedało się 700 kuponów. Na początku nie załapałem i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie zdołam przyjąć wszystkich klientek. Oddzwoniłem i prosiłem, żeby przedłużyli ważność kuponów z pół roku do roku - opowiada. - W końcu wpadłem w panikę i zacząłem prosić, żeby zablokowali ofertę. Usłyszałem, że trochę na to trzeba poczekać.
Wieczorem Budny usiadł przed komputerem. Zdębiał! - Oferta nie była zablokowana. Sprzedano 1400 kuponów! Dzwoniłem do Groupona, ale nikt nie odbierał. Wysłałem SMS-a, błagałem, żeby przerwali sprzedaż. Dostałem odpowiedź: trzeba czekać do północy. Ręce mi opadły. Czekałem.
Kiedy po 24 godzinach Groupon zamknął ofertę, wizytę na fotelu stylisty wykupiło 1626 osób. - Co to oznaczało? Klęskę - mówi Budny.
1
2
następne »
- 227 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
153 głosy
-
Postrzyżyny, czyli przyszedł Groupon do fryzjera
sk2001
09.05.11, 04:38
Gruppon pokazał raczej, że ma w d.. klientów a kasa jest najważniejsza i ilość sprzedanych kuponów a czy klient go z realizuje i i w jakim czasie to już nie ich sprawa. Jakby im zależało na »
-
Postrzyżyny, czyli przyszedł Groupon do fryzjera
alinaw1
09.05.11, 07:00
Współczuję sytuacji ale jak napisał kolega zza oceanu- w stresowych sytuacjach jest jakieś wyjście i trzeba umiejętnie do tego podejść. A z innej beczki: skorzystałam kilka razy z kuponów i »
-
Groupon dla frajera
tomesio
09.05.11, 08:46
Goupon jest dla frajerów, co myślą że coś można tanio i dobrze. A to G prawda. Od zaplecza widzę jak "oszczędzają" ci, którzy usługę wykupili - dokładnie jest to pewien sieciowy salon »



