Krew przed Esplanadą, sprawców nigdy nie znaleziono
2010-11-05
, aktualizacja: 04.11.2010 20:51
To była wojna na symbole. - Po wojnie w Polsce toczy się walka na symbole i święta narodowe. 3 Maja nie mógł przyćmić obchodów 1 Maja - mówi dr Janusz Wróbel, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej

Stefan Sztromajer
Tę unikalną fotografię wykonał Stefan Sztromajer, wykładowca Politechniki Łódzkiej. Jest 3 maja 1946 roku, skrzyżowanie ulic Tuwima (wówczas jeszcze Przejazd) i Piotrkowskiej. Zdjęcie pokazuje milicyjny samochód z karabinem maszynowym osadzonym na kabinie. W tle widać okna Dresdener Banku, późniejszego Domu Buta
ZOBACZ TAKŻE
- Legenda Ślepego Maksa - herszta i łódzkiego Janosika (03-05-10, 13:00)
- Dziewczyna z kwiatem (26-02-10, 11:23)
- Zdarzyło się w Łodzi: historia rodziny Biedermannów (05-02-10, 10:57)
- Wybuch gazu na Retkini: nie mogło się dwa razy zdarzyć (22-01-10, 13:04)
RAPORTY
W cyklu "To zdarzyło się w Łodzi" opisaliśmy krwawe stłumienie pokojowej manifestacji 3 maja 1946 roku. Po mszy w katedrze kilkudziesięciu studentów łódzkich uczelni postanowiło przemaszerować ulicą Piotrkowską na plac Wolności. Chcieli złożyć kwiaty na cokole po zniszczonym przez Niemców pomniku Tadeusza Kościuszki.
Szli środkiem Piotrkowskiej. Na czele - studenci prawa i medycyny. Ludzie ich pozdrawiali, wręczali kwiaty, krzyczeli: "niech żyją studenci!", wielu przyłączało się. Z każdą przecznicą maszerujących przybywało. Gdy zbliżali się do ul. Przejazd (dziś Tuwima), było ich już kilkuset.
Nagle drogę zastąpiła im grupa ubranych po cywilnemu mężczyzn, którzy zaczęli strzelać. W tłumie wybuchła panika. Ludzie z krzykiem rozbiegali się na wszystkie strony, próbowali ukryć się w bramach i sklepach. Pomagali im pracownicy Esplanady. Wyprowadzali studentów bocznymi wyjściami.
Z dokumentów wynika, że podczas zamieszek postrzelono trzy osoby. Jedna z nich - Roman Atomaniuk, lat 22, ekspedytor Głównego Handlu Wojskowego - zmarł.
Po zamieszkach 17 osób trafiło do aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Anstadta. Wielu opuszcza go tego samego dnia lub następnego. Dziewięciu studentów jesienią staje przed sądem grodzkim: są oskarżeni o "znieważenie władzy i publiczne nawoływanie do nieposłuszeństwa prawnym rozporządzeniom władzy". Grozi za to do dwóch lat więzienia, ale 12 października 1946 roku sąd wszystkich uniewinnia.
W 2001 roku śledztwo w sprawie stłumienia trzeciomajowej manifestacji wszczyna Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi. Po trzech i pół roku sprawa została umorzona z powodu niewykrycia sprawców. W uzasadnieniu napisano: "Ustalenia dokonane w toku śledztwa pozwalają na stwierdzenie, iż sprawcami opisanych czynów byli funkcjonariusze państwa komunistycznego. (...) Stwierdzenie to nie wystarczy do przypisania sprawstwa (...) konkretnym osobom".
Anna Kołakowska: Maj 1946 roku to specyficzny czas. W jakiej sytuacji politycznej dochodzi do manifestacji łódzkiej młodzieży?
Janusz Wróbel*: To był okres przejściowy. Decydujący głos w sprawach polskich mieli już wówczas komuniści, którzy objęli rządy po zajęciu kraju przez Armię Czerwoną. Utworzyli Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego w Lublinie, potem przekształcony w Rząd Tymczasowy z siedzibą w Warszawie. Powstał problem legitymizacji tej władzy, bo istniał przecież rząd na uchodźstwie w Londynie uznawany przez mocarstwa zachodnie, a więc Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, oraz większość państw świata. Natomiast komunistyczny Rząd Tymczasowy uznawał tylko Związek Sowiecki.
Sprawa wyłonienia polskiego rządu była omawiana w gronie Wielkiej Trójki (Churchill, Roosevelt, Stalin). W lutym 1945 roku w Jałcie podjęto decyzję, że powstanie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z udziałem komunistów i przedstawicieli emigracji londyńskiej. Na jego czele stał Edward Osóbka-Morawski. Rząd został zdominowany przez komunistów, którzy otrzymali najważniejsze resorty, m.in. bezpieczeństwa publicznego i obrony narodowej. Ale do tego rządu wszedł także Stanisław Mikołajczyk, który wrócił z Londynu. To były premier rządu emigracyjnego i przedstawiciel ruchu ludowego, odgrywającego od dziesięcioleci ważną rolę w życiu politycznym kraju. W Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej został wicepremierem i ministrem rolnictwa.
Podczas łódzkiej manifestacji wznoszono okrzyki na jego cześć.
- Mikołajczyk po powrocie do kraju został entuzjastycznie powitany. Większość ludności, która nie chciała nowego ustroju, pokładała w nim nadzieję na to, że kraj nie zostanie całkowicie opanowany przez komunistów, że gdy dojdzie do zapowiadanych w Jałcie wolnych wyborów parlamentarnych, Mikołajczyk i jego ugrupowanie zwyciężą i przejmą władzę. Mikołajczyk stanął na czele Polskiego Stronnictwa Ludowego - partii z założenia ludowej i chłopskiej, która szybko przekształciła się w ogólnonarodową.
Ponieważ nie można było tworzyć innych, niezależnych od władz komunistycznych stronnictw politycznych, nawet mieszkańcy miast masowo zapisywali się do PSL-u, bo uważali, że to jedyna droga do odebrania komunistom władzy. Bardzo szybko PSL stało się największą partią polityczną, znacznie większą niż PPR, która była zakamuflowaną partią komunistyczną, i PPS, która była z nią w sojuszu. Obie te "robotnicze" partie były wówczas słabsze od stronnictwa Mikołajczyka.
Zaczęła się rozgrywka polityczna?
- Z jednej strony był bardzo popularny Mikołajczyk, do którego garnęli się ludzie z miast i ze wsi, a z drugiej - mniej popularne partie robotnicze. Ale mają one inne atuty - ich człowiek stoi na czele rządu, mają główne ministerstwa, poparcie wojska i Armii Czerwonej, która stacjonuje w Polsce.
Komuniści zdają sobie sprawę z nastrojów ludności i starają się to swoje komunistyczne oblicze ukryć. Nie mówią, że Polska stanie się krajem komunistycznym, przekonują, że trzeba przeprowadzić reformy społeczne, na których skorzystają i chłopi, i robotnicy. A komunizm to odległa perspektywa, do której Polska będzie szła własną drogą. Z kolei cała nadzieja Mikołajczyka w tym, że zgodnie z postanowieniami konferencji jałtańskiej zostaną przeprowadzone wolne wybory. Wierzy, że PSL zdobędzie większość w Sejmie i odsunie komunistów od władzy. Komuniści celowo opóźniali wybory, Polacy idą do urn dopiero na początku 1947 roku. A przez lata 1945-46 toczy się walka na symbole i święta narodowe, trwa również brutalna rozprawa z przeciwnikami politycznymi.
W 1946 roku rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja jest nadal świętem państwowym?
- Tak, podobnie jak 11 listopada. Komuniści formalnie tych świąt nie zlikwidowali w pierwszych latach po wojnie, bo byłby to zbyt duży szok dla społeczeństwa i oczywista wskazówka, że zmierzają do innego ustroju. Formalnie święta nie zostały zniesione, ale komuniści chcą wprowadzać własne. Już 22 lipca 1945 roku odbywają się uroczyste obchody rocznicy Manifestu Lipcowego PKWN. Ledwie rok po jego uchwaleniu. To wyraźnie wskazuje, że ten dzień chcą uczynić głównym świętem państwowym.
W maju jest zderzenie dwóch dat. 1 Maja był obchodzony przed wojną, ale nie jako święto oficjalne, lecz święto robotników, socjalistów i komunistów. To była okazja do manifestacji, do stawiania żądań poprawy warunków pracy, często padały także postulaty polityczne. Po wojnie 1 Maja jest oficjalnym świętem robotników, ale w kalendarzu sąsiaduje z 3 Maja, co dla rządzących w Polsce komunistów staje się poważnym problemem.
Szli środkiem Piotrkowskiej. Na czele - studenci prawa i medycyny. Ludzie ich pozdrawiali, wręczali kwiaty, krzyczeli: "niech żyją studenci!", wielu przyłączało się. Z każdą przecznicą maszerujących przybywało. Gdy zbliżali się do ul. Przejazd (dziś Tuwima), było ich już kilkuset.
Nagle drogę zastąpiła im grupa ubranych po cywilnemu mężczyzn, którzy zaczęli strzelać. W tłumie wybuchła panika. Ludzie z krzykiem rozbiegali się na wszystkie strony, próbowali ukryć się w bramach i sklepach. Pomagali im pracownicy Esplanady. Wyprowadzali studentów bocznymi wyjściami.
Z dokumentów wynika, że podczas zamieszek postrzelono trzy osoby. Jedna z nich - Roman Atomaniuk, lat 22, ekspedytor Głównego Handlu Wojskowego - zmarł.
Po zamieszkach 17 osób trafiło do aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Anstadta. Wielu opuszcza go tego samego dnia lub następnego. Dziewięciu studentów jesienią staje przed sądem grodzkim: są oskarżeni o "znieważenie władzy i publiczne nawoływanie do nieposłuszeństwa prawnym rozporządzeniom władzy". Grozi za to do dwóch lat więzienia, ale 12 października 1946 roku sąd wszystkich uniewinnia.
W 2001 roku śledztwo w sprawie stłumienia trzeciomajowej manifestacji wszczyna Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi. Po trzech i pół roku sprawa została umorzona z powodu niewykrycia sprawców. W uzasadnieniu napisano: "Ustalenia dokonane w toku śledztwa pozwalają na stwierdzenie, iż sprawcami opisanych czynów byli funkcjonariusze państwa komunistycznego. (...) Stwierdzenie to nie wystarczy do przypisania sprawstwa (...) konkretnym osobom".
Anna Kołakowska: Maj 1946 roku to specyficzny czas. W jakiej sytuacji politycznej dochodzi do manifestacji łódzkiej młodzieży?
Janusz Wróbel*: To był okres przejściowy. Decydujący głos w sprawach polskich mieli już wówczas komuniści, którzy objęli rządy po zajęciu kraju przez Armię Czerwoną. Utworzyli Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego w Lublinie, potem przekształcony w Rząd Tymczasowy z siedzibą w Warszawie. Powstał problem legitymizacji tej władzy, bo istniał przecież rząd na uchodźstwie w Londynie uznawany przez mocarstwa zachodnie, a więc Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, oraz większość państw świata. Natomiast komunistyczny Rząd Tymczasowy uznawał tylko Związek Sowiecki.
Sprawa wyłonienia polskiego rządu była omawiana w gronie Wielkiej Trójki (Churchill, Roosevelt, Stalin). W lutym 1945 roku w Jałcie podjęto decyzję, że powstanie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej z udziałem komunistów i przedstawicieli emigracji londyńskiej. Na jego czele stał Edward Osóbka-Morawski. Rząd został zdominowany przez komunistów, którzy otrzymali najważniejsze resorty, m.in. bezpieczeństwa publicznego i obrony narodowej. Ale do tego rządu wszedł także Stanisław Mikołajczyk, który wrócił z Londynu. To były premier rządu emigracyjnego i przedstawiciel ruchu ludowego, odgrywającego od dziesięcioleci ważną rolę w życiu politycznym kraju. W Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej został wicepremierem i ministrem rolnictwa.
Podczas łódzkiej manifestacji wznoszono okrzyki na jego cześć.
- Mikołajczyk po powrocie do kraju został entuzjastycznie powitany. Większość ludności, która nie chciała nowego ustroju, pokładała w nim nadzieję na to, że kraj nie zostanie całkowicie opanowany przez komunistów, że gdy dojdzie do zapowiadanych w Jałcie wolnych wyborów parlamentarnych, Mikołajczyk i jego ugrupowanie zwyciężą i przejmą władzę. Mikołajczyk stanął na czele Polskiego Stronnictwa Ludowego - partii z założenia ludowej i chłopskiej, która szybko przekształciła się w ogólnonarodową.
Ponieważ nie można było tworzyć innych, niezależnych od władz komunistycznych stronnictw politycznych, nawet mieszkańcy miast masowo zapisywali się do PSL-u, bo uważali, że to jedyna droga do odebrania komunistom władzy. Bardzo szybko PSL stało się największą partią polityczną, znacznie większą niż PPR, która była zakamuflowaną partią komunistyczną, i PPS, która była z nią w sojuszu. Obie te "robotnicze" partie były wówczas słabsze od stronnictwa Mikołajczyka.
Zaczęła się rozgrywka polityczna?
- Z jednej strony był bardzo popularny Mikołajczyk, do którego garnęli się ludzie z miast i ze wsi, a z drugiej - mniej popularne partie robotnicze. Ale mają one inne atuty - ich człowiek stoi na czele rządu, mają główne ministerstwa, poparcie wojska i Armii Czerwonej, która stacjonuje w Polsce.
Komuniści zdają sobie sprawę z nastrojów ludności i starają się to swoje komunistyczne oblicze ukryć. Nie mówią, że Polska stanie się krajem komunistycznym, przekonują, że trzeba przeprowadzić reformy społeczne, na których skorzystają i chłopi, i robotnicy. A komunizm to odległa perspektywa, do której Polska będzie szła własną drogą. Z kolei cała nadzieja Mikołajczyka w tym, że zgodnie z postanowieniami konferencji jałtańskiej zostaną przeprowadzone wolne wybory. Wierzy, że PSL zdobędzie większość w Sejmie i odsunie komunistów od władzy. Komuniści celowo opóźniali wybory, Polacy idą do urn dopiero na początku 1947 roku. A przez lata 1945-46 toczy się walka na symbole i święta narodowe, trwa również brutalna rozprawa z przeciwnikami politycznymi.
W 1946 roku rocznica uchwalenia Konstytucji 3 maja jest nadal świętem państwowym?
- Tak, podobnie jak 11 listopada. Komuniści formalnie tych świąt nie zlikwidowali w pierwszych latach po wojnie, bo byłby to zbyt duży szok dla społeczeństwa i oczywista wskazówka, że zmierzają do innego ustroju. Formalnie święta nie zostały zniesione, ale komuniści chcą wprowadzać własne. Już 22 lipca 1945 roku odbywają się uroczyste obchody rocznicy Manifestu Lipcowego PKWN. Ledwie rok po jego uchwaleniu. To wyraźnie wskazuje, że ten dzień chcą uczynić głównym świętem państwowym.
W maju jest zderzenie dwóch dat. 1 Maja był obchodzony przed wojną, ale nie jako święto oficjalne, lecz święto robotników, socjalistów i komunistów. To była okazja do manifestacji, do stawiania żądań poprawy warunków pracy, często padały także postulaty polityczne. Po wojnie 1 Maja jest oficjalnym świętem robotników, ale w kalendarzu sąsiaduje z 3 Maja, co dla rządzących w Polsce komunistów staje się poważnym problemem.
I to jest ten powód, dla którego 29 kwietnia 1946 r. władze zakazują organizowania pochodów i manifestacji z okazji rocznicy uchwalenia konstytucji?
- Komuniści szybko zorientowali się, że nastąpi to "zderzenie" świąt, że społeczeństwo uzna udział w pochodach pierwszomajowych za akceptację ustroju komunistycznego, natomiast przeciwnicy tego ustroju będą się gromadzić 3 maja. Obawiano się, że obchody rocznicy konstytucji wypadną bardziej okazale i będą jeszcze jednym dowodem, że komunizm nie cieszy się poparciem polskiego społeczeństwa. Postanowiono temu zapobiec, dlatego wprowadzono zakaz. Bezpieka uznała, że należy zabronić pochodów ulicznych oraz ograniczyć obchody tylko do nabożeństw i akademii. Władze podjęły jednak tę decyzję dopiero w końcu kwietnia i było już za późno, aby odwołać planowane pochody uliczne.
To znaczy, że uczestnicy łódzkiej manifestacji najprawdopodobniej nie wiedzieli, że kilka dni wcześniej zakazano ulicznych pochodów?
- Historycy badający tę kwestię podają, że bardzo często w miastach rozwieszono już plakaty wzywające na te uroczystości. Ludzie byli przekonani, że pochody będą legalne i dozwolone, zamierzali brać w nich udział całymi rodzinami.
Z relacji świadków, jakie zebrał pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, wynika, że łódzka manifestacja studentów była do pewnego stopnia spontaniczna. Czy tak było?
- Raczej tak. Był to spontaniczny odruch - po okresie okupacji niemieckiej, kiedy wszystko było zakazane i w żaden sposób nie można było manifestować swojego patriotyzmu czy poglądów politycznych. Był to gest przede wszystkim patriotyczny, a w drugim rzędzie polityczny, bo nie dla wszystkich było oczywiste, że udział w tym pochodzie będzie w kontrze do 1 maja i że będzie swoistym aktem poparcia dla Mikołajczyka oraz przywiązania do tradycji demokratycznych.
Czy pochód na pewno zainicjowali studenci?
- Na uczelniach łódzkich w latach 1945-46 panowało wrzenie. Młodzież była bardzo rozpolitykowana. Często studenci byli członkami podziemnych struktur i organizacji, a władze uczelniane nierzadko musiały interweniować w Urzędzie Bezpieczeństwa w sprawie swoich aresztowanych słuchaczy.
Czy krwawe spacyfikowanie łódzkiej manifestacji też było akcją spontaniczną, czy zaplanowaną i przygotowaną?
- Pochodów zakazano, rozkazy w tej sprawie wysłano z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego do placówek w całej Polsce. Dla ich szefów było to polecenie służbowe, podjęli więc działania, aby manifestacjom zapobiec, a jeśli do nich już dojdzie, to je rozbić, nawet przy użyciu siły. Dowódcy bezpieki musieli podejmować jakieś akcje, ale od nich zależało, jakie środki zastosują. W Krakowie taka akcja zakończyła się masakrą, była strzelanina, padli zabici i ranni. Z ustaleń Łukasza Kamińskiego, który badał również wydarzenia łódzkie, wynika, że na ul. Piotrkowskiej zgromadziła się grupa Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, aktywistów PPR i Związek Walki Młodych. To wynika ze sprawozdania Wojewódzkiego Urzędu Propagandy i Informacji w Łodzi. Być może była to celowo przygotowana bojówka. Władzom partyjnym i bezpiece chodziło prawdopodobnie o to, aby wykazać, że nie nastąpiło tu starcie umundurowanych żołnierzy czy milicjantów, tylko że robotnicy spontanicznie dali "odpór" demonstrantom, którzy nie usłuchali poleceń władz.
Tak też relacjonowała zdarzenia z 3 maja ówczesna prasa, szczególnie "Głos Robotniczy". Pisano nawet, że to byli robotnicy, którzy właśnie wyszli z kina i rozpędzili demonstrację, bo oburzyły ich hasła.
- W Łodzi komunistom szczególnie zależało na takiej wymowie propagandowej, bo była przecież "czerwonym miastem". Miała uchodzić za centrum rewolucyjnej klasy robotniczej popierającej komunistów. Gdyby okazało się, że w Łodzi trzeba używać wojska, milicji i bezpieki do rozpraszania przeciwników władzy ludowej, to źle świadczyłoby o poparciu społecznym dla rządu Osóbki-Morawskiego. Taka forma stłumienia trzeciomajowej manifestacji od początku była ukartowana, ale dokumentów na to nie ma.
Pierwsze prace historyków na ten temat pojawiły się dopiero w latach 90.
- Nawet na emigracji nie zajmowano się tym, bo nie było dostępu do dokumentów. Prasa przedstawiała oficjalne stanowisko władz, nie podając jednak żadnych szczegółów, aby nie podgrzewać nastrojów. Dopiero po powstaniu Instytutu Pamięci Narodowej można było dotrzeć do akt, dotyczących tych wydarzeń. Niestety, nie są one kompletne, wielu rzeczy nadal nie wiemy, z trudem udaje się rekonstruować przebieg wydarzeń.
* Janusz Wróbel jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Łodzi. Specjalizuje się w powojennej historii Polski.
- Komuniści szybko zorientowali się, że nastąpi to "zderzenie" świąt, że społeczeństwo uzna udział w pochodach pierwszomajowych za akceptację ustroju komunistycznego, natomiast przeciwnicy tego ustroju będą się gromadzić 3 maja. Obawiano się, że obchody rocznicy konstytucji wypadną bardziej okazale i będą jeszcze jednym dowodem, że komunizm nie cieszy się poparciem polskiego społeczeństwa. Postanowiono temu zapobiec, dlatego wprowadzono zakaz. Bezpieka uznała, że należy zabronić pochodów ulicznych oraz ograniczyć obchody tylko do nabożeństw i akademii. Władze podjęły jednak tę decyzję dopiero w końcu kwietnia i było już za późno, aby odwołać planowane pochody uliczne.
To znaczy, że uczestnicy łódzkiej manifestacji najprawdopodobniej nie wiedzieli, że kilka dni wcześniej zakazano ulicznych pochodów?
- Historycy badający tę kwestię podają, że bardzo często w miastach rozwieszono już plakaty wzywające na te uroczystości. Ludzie byli przekonani, że pochody będą legalne i dozwolone, zamierzali brać w nich udział całymi rodzinami.
Z relacji świadków, jakie zebrał pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, wynika, że łódzka manifestacja studentów była do pewnego stopnia spontaniczna. Czy tak było?
- Raczej tak. Był to spontaniczny odruch - po okresie okupacji niemieckiej, kiedy wszystko było zakazane i w żaden sposób nie można było manifestować swojego patriotyzmu czy poglądów politycznych. Był to gest przede wszystkim patriotyczny, a w drugim rzędzie polityczny, bo nie dla wszystkich było oczywiste, że udział w tym pochodzie będzie w kontrze do 1 maja i że będzie swoistym aktem poparcia dla Mikołajczyka oraz przywiązania do tradycji demokratycznych.
Czy pochód na pewno zainicjowali studenci?
- Na uczelniach łódzkich w latach 1945-46 panowało wrzenie. Młodzież była bardzo rozpolitykowana. Często studenci byli członkami podziemnych struktur i organizacji, a władze uczelniane nierzadko musiały interweniować w Urzędzie Bezpieczeństwa w sprawie swoich aresztowanych słuchaczy.
Czy krwawe spacyfikowanie łódzkiej manifestacji też było akcją spontaniczną, czy zaplanowaną i przygotowaną?
- Pochodów zakazano, rozkazy w tej sprawie wysłano z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego do placówek w całej Polsce. Dla ich szefów było to polecenie służbowe, podjęli więc działania, aby manifestacjom zapobiec, a jeśli do nich już dojdzie, to je rozbić, nawet przy użyciu siły. Dowódcy bezpieki musieli podejmować jakieś akcje, ale od nich zależało, jakie środki zastosują. W Krakowie taka akcja zakończyła się masakrą, była strzelanina, padli zabici i ranni. Z ustaleń Łukasza Kamińskiego, który badał również wydarzenia łódzkie, wynika, że na ul. Piotrkowskiej zgromadziła się grupa Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, aktywistów PPR i Związek Walki Młodych. To wynika ze sprawozdania Wojewódzkiego Urzędu Propagandy i Informacji w Łodzi. Być może była to celowo przygotowana bojówka. Władzom partyjnym i bezpiece chodziło prawdopodobnie o to, aby wykazać, że nie nastąpiło tu starcie umundurowanych żołnierzy czy milicjantów, tylko że robotnicy spontanicznie dali "odpór" demonstrantom, którzy nie usłuchali poleceń władz.
Tak też relacjonowała zdarzenia z 3 maja ówczesna prasa, szczególnie "Głos Robotniczy". Pisano nawet, że to byli robotnicy, którzy właśnie wyszli z kina i rozpędzili demonstrację, bo oburzyły ich hasła.
- W Łodzi komunistom szczególnie zależało na takiej wymowie propagandowej, bo była przecież "czerwonym miastem". Miała uchodzić za centrum rewolucyjnej klasy robotniczej popierającej komunistów. Gdyby okazało się, że w Łodzi trzeba używać wojska, milicji i bezpieki do rozpraszania przeciwników władzy ludowej, to źle świadczyłoby o poparciu społecznym dla rządu Osóbki-Morawskiego. Taka forma stłumienia trzeciomajowej manifestacji od początku była ukartowana, ale dokumentów na to nie ma.
Pierwsze prace historyków na ten temat pojawiły się dopiero w latach 90.
- Nawet na emigracji nie zajmowano się tym, bo nie było dostępu do dokumentów. Prasa przedstawiała oficjalne stanowisko władz, nie podając jednak żadnych szczegółów, aby nie podgrzewać nastrojów. Dopiero po powstaniu Instytutu Pamięci Narodowej można było dotrzeć do akt, dotyczących tych wydarzeń. Niestety, nie są one kompletne, wielu rzeczy nadal nie wiemy, z trudem udaje się rekonstruować przebieg wydarzeń.
* Janusz Wróbel jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej w Łodzi. Specjalizuje się w powojennej historii Polski.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy



