Korek zamiast operacji - sukces łódzkich kardiologów

Adam Czerwiński
2010-09-23 , aktualizacja: 22.09.2010 20:40
A A A Drukuj
Korek wygląda jak grzybek. Trzeba było założyć go w naczyniu łączącym aortę z tętnicę płucną. Kardiolodzy zrobili to nie używając skalpela i uratowali łodzianinowi. Po pionierskim zabiegu pacjent czuje się świetnie.

Shutterstock
Ryszard Karcz, choć ma 59 lat. Do lekarza chodził tylko na badania profilaktyczne. Taki jest wymóg, żeby być operatorem wózków widłowych. Widocznie żaden specjalista medycyny pracy nie wsłuchiwał się w pracę jego serca. Gdyby ktoś to zrobił, usłyszałby niepokojący szum. Bo mężczyzna miał wrodzoną wadę serca - tzw. przetrwały przewód tętniczy Botalla. To naczynie między tętnicą płucną a aortą. W życie płodowym ma je każdy. Służy do ominięcia krążenia płucnego. Po porodzie przewód Botalla u większości ludzi się zatyka i z czasem zarasta. Ale u pana Ryszarda przewód działał, dlatego krew przedostawała się z aorty do tętnicy płucnej, a serce musiało pompować jej dużo więcej, niż u zdrowego człowieka. W końcu nie wytrzymało.

- Któregoś dnia po pracy, zrobiło mi się słabo, nie mogłem złapać tchu - wspomina pan Ryszard.

Rodzina wezwała do niego karetkę i na sygnale wylądował w szpitalu im. Kopernika.

Tam kardiolodzy ustalili przyczynę dolegliwości. Byli zdziwieni, że nikt przez kilkadziesiąt lat nie odkrył poważnej wady serca, którą dziś leczy się u dzieci.. Wyglądało na to, że pacjenta czeka operacja kardiochirurgiczna. Ciężka i bardzo ryzykowna, bo chirurgom trudno się dostać w miejsce, które trzeba zoperować. Przewód Botalla, który trzeba by zaszyć u pana Ryszarda był bardzo nietypowy - krótki i szeroki, tymczasem zwykle jest długi i wąski. Ale najgorsze, że stan pacjenta był już tak ciężki, że nawet znieczulenie do zabiegu było bardzo ryzykowne. - Rzeczywiście chyba nie było ze mną najlepiej - wspomina pan Ryszard. - Czułem się jakbym latał i miał bardzo mało powietrza.

Nowatorską metodę leczenia zaproponował prof. Jarosław Drożdż, szef Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego przy ul. Sterlinga. - Przewód Botalla można zatykać specjalnym urządzeniem przypominającym korek. Największą zaletą tej metody jest, że unika się operacji kardiochirurgicznej. Postanowiliśmy spróbować.

Kardiolodzy z ul. Sterlinga załatwili tzw. okluder, czyli korek do naczynia między aorta i tętnica płucną. Z Instytutu Kardiologii w Warszawie ściągnęli najbardziej doświadczonego w Polsce specjalistę od tego typu zabiegów - prof. Marcina Demkow. W sobotę przeprowadzili unikatowy zabieg.

Sami. Prof. Demkow tylko czuwał, by wszystko przebiegało prawidłowo. - Nie było łatwo - przyznaje dr Maciej Kośmider. - Do żyły udowej wprowadziliśmy rodzaj specjalnej rurki - tzw. cewnik. Dotarliśmy nim do tętnicy płucnej i z niej do aorty. W cewniku był złożony okluder - miał około trzech milimetrów średnicy. Musieliśmy go precyzyjnie umieścić w przewodzie Botalla i rozłożyć. To wszystko wymagało wielkiej zręczności. Chirurdzy mają łatwiej, bo mogą zajrzeć w każdy zakamarek i dotknąć każdego naczynia. My mamy metrową rurkę i monitory, na których dużo widać, ale nie jednak nie wszystko.

Lekarze liczyli się, że w każdej chwili trzeba będzie przerwać zabiegi i oddać pana Ryszarda w ręce kardiochirurgów. Dlatego zabieg przeprowadzili w nowej - jednej z niewielu w Polsce kardiologicznej pracowni hybrydowej. To pomieszczenie będące połączeniem kardiochirurgicznej sali operacyjnej, w której są aparaty do znieczulenia i krążenia pozaustrojowego z pracownią kardiologii inwazyjnej z angografem, ultrasonografem. Wszystko poszło zgodnie z planem i choć przy pacjencie byli kardiochirurdzy, okazało się, że nie mają nic do roboty.

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład