Sąd zajmie się wypadkiem, w którym zginął Moroń
2010-09-13
, aktualizacja: 13.09.2010 14:16
Prokuratura skierowała akt oskarżenia w sprawie wypadku samochodowego, w którym zginął łódzki artysta Marciusz Moroń
ZOBACZ TAKŻE
- Duch Roweru upamiętnił śmierć cyklisty Marciusza Moronia (02-11-09, 20:02)
- Zaczął się proces w sprawie śmierci łódzkiego artysty (30-10-10, 09:00)
- Okradł bank i wydał na dopalacze. Sąd wydał wyrok (06-10-10, 23:00)
- Z sądu: zeznawał oskarżony o zabójstwo i podpalenie (16-09-10, 20:07)
- Miasto nie musi płacić odszkodowania za kamienicę (16-09-10, 20:06)
- Sprawa śmierci Marciusza Moronia (21-01-09, 00:00)
- Jest ofiara, nie ma winnego (16-01-09, 00:00)
Moroń był poetą, muzykiem i aktorem. Dwa lata temu zginął pod kołami samochodu, w którym siedziało dwóch pijanych mężczyzn. Prokuratura umorzyła sprawę, bo nie zdołała ustalić, który z nich kierował autem.
- Jak to możliwe - mają samochód, ślady linii papilarnych, próbki krwi - i nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, kto siedział za kierownicą? - nie mogła pojąć Barbara Moroń, matka ofiary.
Po interwencji matki i jej adwokata śledztwo podjęto na nowo. A dziś do sądu prokuratura skierowała akt oskarżenia, w którym o spowodowanie tragicznego wypadku oskarżono 29-letniego Dominika K. Według prokuratury miał wtedy 0,6 promila alkoholu.
Po wznowieniu śledztwa prokuratura jeszcze raz przesłuchała świadków i ustaliła nowych. Na miejscu wypadku przeprowadzono wizję lokalną, w której uczestniczyli świadkowie i biegły z dziedziny ruchu drogowego.
- Opinię w tej sprawie opracowali medyk sądowy i ekspert od rekonstrukcji wypadków - mówi prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej. - Wskazywały one na Dominika K. jako prawdopodobnego kierowcę. Podjęliśmy kolejną próbę doprecyzowania tej kwestii i poprosiliśmy o kompleksową opinię Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie. Krakowscy eksperci orzekli, że zeznania świadków, rekonstrukcja wypadku, a zwłaszcza ocena mechanizmu powstania obrażeń u obu siedzących w aucie mężczyzn dają mocną przesłankę, by uznać, że to Dominik K. kierował samochodem.
Dominik K. nie przyznaje się do winy.
Przypomnijmy. Do wypadku doszło 19 sierpnia 2008 roku. Marciusz jechał rowerem ul. Srebrzyńską w stronę centrum miasta. Poruszał się po chodniku. Gdy zbliżał się do Starego Cmentarza, z naprzeciwka nadjechał rozpędzony polonez truck. Samochód próbował wyprzedzać inne auto i wtedy wpadł w poślizg. Uderzył w drzewo, potem w rowerzystę. Moroń w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Następnego dnia zmarł. Miał 39 lat.
Policja zaczęła śledztwo. Obaj mężczyźni, którzy jechali polonezem, byli pijani: miał 0,6, drugi 1,8 promila alkoholu we krwi. Żaden ze świadków nie potrafił powiedzieć, który z nich siedział za kierownicą, a oni nie przyznawali się do winy.
Sprawy nie wyjaśnił też medyk sądowy. - Po obrażeniach na ciałach obu mężczyzn nie można stwierdzić, który był kierowcą, a który pasażerem - orzekł. Przełomu nie przyniosły też inne ekspertyzy: ani badania genetyczne śladów krwi z samochodu, ani odcisków palców z kierownicy. Prokuratura umorzyła sprawę z powodu niewykrycia sprawcy.
Od tej decyzji odwołała się matka Moronia. Jej pełnomocnik wyliczył kilka błędów, jakie popełnili śledczy. Prokuratura przyznała, że w sprawie nie zrobiono wszystkiego, co można było, i podjęła śledztwo.
- Jak to możliwe - mają samochód, ślady linii papilarnych, próbki krwi - i nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, kto siedział za kierownicą? - nie mogła pojąć Barbara Moroń, matka ofiary.
Po interwencji matki i jej adwokata śledztwo podjęto na nowo. A dziś do sądu prokuratura skierowała akt oskarżenia, w którym o spowodowanie tragicznego wypadku oskarżono 29-letniego Dominika K. Według prokuratury miał wtedy 0,6 promila alkoholu.
Po wznowieniu śledztwa prokuratura jeszcze raz przesłuchała świadków i ustaliła nowych. Na miejscu wypadku przeprowadzono wizję lokalną, w której uczestniczyli świadkowie i biegły z dziedziny ruchu drogowego.
- Opinię w tej sprawie opracowali medyk sądowy i ekspert od rekonstrukcji wypadków - mówi prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej Prokuratury Okręgowej. - Wskazywały one na Dominika K. jako prawdopodobnego kierowcę. Podjęliśmy kolejną próbę doprecyzowania tej kwestii i poprosiliśmy o kompleksową opinię Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie. Krakowscy eksperci orzekli, że zeznania świadków, rekonstrukcja wypadku, a zwłaszcza ocena mechanizmu powstania obrażeń u obu siedzących w aucie mężczyzn dają mocną przesłankę, by uznać, że to Dominik K. kierował samochodem.
Dominik K. nie przyznaje się do winy.
Przypomnijmy. Do wypadku doszło 19 sierpnia 2008 roku. Marciusz jechał rowerem ul. Srebrzyńską w stronę centrum miasta. Poruszał się po chodniku. Gdy zbliżał się do Starego Cmentarza, z naprzeciwka nadjechał rozpędzony polonez truck. Samochód próbował wyprzedzać inne auto i wtedy wpadł w poślizg. Uderzył w drzewo, potem w rowerzystę. Moroń w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Następnego dnia zmarł. Miał 39 lat.
Policja zaczęła śledztwo. Obaj mężczyźni, którzy jechali polonezem, byli pijani: miał 0,6, drugi 1,8 promila alkoholu we krwi. Żaden ze świadków nie potrafił powiedzieć, który z nich siedział za kierownicą, a oni nie przyznawali się do winy.
Sprawy nie wyjaśnił też medyk sądowy. - Po obrażeniach na ciałach obu mężczyzn nie można stwierdzić, który był kierowcą, a który pasażerem - orzekł. Przełomu nie przyniosły też inne ekspertyzy: ani badania genetyczne śladów krwi z samochodu, ani odcisków palców z kierownicy. Prokuratura umorzyła sprawę z powodu niewykrycia sprawcy.
Od tej decyzji odwołała się matka Moronia. Jej pełnomocnik wyliczył kilka błędów, jakie popełnili śledczy. Prokuratura przyznała, że w sprawie nie zrobiono wszystkiego, co można było, i podjęła śledztwo.
- 10 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
skazać obu
grego-riuss
13.09.10, 17:19
Jeden zabił, drugi ukrywa sprawcę. Proste. Wlepić obu choćby po "symboliczne" 5 lat i już.»
-
Sąd zajmie się wypadkiem, w którym zginął Moroń
neex
14.09.10, 09:46
Są śledczy, którzy niedługo będą podkładać podejrzanym oświadczenie do podpisania, że nie dokonali przestępstwa i na tym będą zamykać śledztwo. W każdym zawodzie znajdą się leserzy, ale są »




więcej zdjęć