Nowy rynek przy Wielkopolskiej - będą porządne sklepiki

Joanna Blewąska
2010-09-12 , aktualizacja: 12.09.2010 21:25
A A A Drukuj
Tak ma wyglądać nowy ryneczek Tak ma wyglądać nowy ryneczek
Na ryneczku przy Włókniarzy i Wielkopolskiej stoją jeszcze stare namioty i odrapane przyczepy. Kupcy nie mają prądu ani wody. Ale już w przyszłym roku będą sprzedawać w nowoczesnej, ciepłej hali. Za inwestycją stoi jedna kobieta - pani Tereska
Pani Teresa Kuśmierek
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Pani Teresa Kuśmierek
Nie wygląda jak bizneswoman. Chodzi w ciemnych swetrach i kurtkach, bo te nie ubrudzą się, gdy nosi towar. I nie zmarznie, gdy cały dzień sprzedaje owoce, warzywa, soki czy olej.

Teresa Kuśmierek na targowisku przy Włókniarzy i Wielkopolskiej handluje od 12 lat. - Kiedyś było tu ponad pół setki handlujących i wielu klientów - opowiada.

Kłopoty zaczęły się kilka lat temu. Osiedlowymi ryneczkami zainteresował się sanepid. Zakazał sprzedaży z przyczep i brudnawych namiotów z mięsem, twarogami i jajami. Dziś na placu zostały więc warzywa i owoce, trochę ubrań, gazety. Na ryneczek przychodzą głównie emeryci z pobliskich bloków. - Mnie się marzyło, by chcieli się tu zatrzymać także ci, którzy samochodami wracają z pracy. A w pawilonach czynnych do wieczora będą mogli kupić wszystko - mówi pani Teresa.

Trzy lata temu zorganizowała więc spotkanie kupców i zaproponowała: "Postawmy nowoczesne hale". Myślała, że zrobią tak jak na Bałuckim czy Górniaku - założą stowarzyszenie, wszyscy będą partycypować w kosztach. Do stowarzyszenia potrzeba minimum piętnastu członków, a na upadającym ryneczku było już tylko dwudziestu kupców. - Na dodatek wielu niechętnych. Ludzie boją się zmian. Nie byli szczęśliwi, choć jakie są dziś warunki na ryneczku, każdy widzi - mówi Kuśmierek.

Już jesienią robi się bardzo zimno. Nawet herbatę można przygotować tylko na jednym stoisku, gdzie właścicielka ma butlę gazową. Mimo to wielu kupców zmian nie chciało.

Kuśmierek się zawzięła. - Myślałam też o sobie - nie ukrywa. - Gdy tylko odchowałam dwójkę dzieci, zaczęłam pracować tu, przy Wielkopolskiej. Lubię tę pracę - dodaje.

Dowiedziała się, że może wziąć sprawy w swoje ręce. I sama jako przedsiębiorca rozpocząć budowę hali. Wcieliła się w nową rolę - zaczęła spotkania z bankami, architektami, załatwiała sprawy w urzędzie miasta, gdzie jak sama przyznaje, najdłużej musiała czekać na decyzje. Udało się. Jeden z banków zgodził się udzielić kredytu. - Nie zastawiałam mieszkania, bo na to bym się nie zdecydowała - nie ukrywa. - To rodzina jest dla mnie najważniejsza.

Na szczęście udało się jej uzyskać pomoc pod zastaw budynków, które będą powstawać na targowisku. - Potrzebny był niewielki wkład własny i na to poszły wszystkie oszczędności - opowiada. Ale w rodzinie nie było sprzeciwu. - Jeśli ma mi się udać, przez kilka lat czeka nas zaciskanie pasa, o wakacjach za granicą zapominamy.

Pani Teresa zapytała o zdanie męża, kończącą studia córkę i niemal pełnoletniego syna. Wszyscy zaakceptowali zmiany.

Kupcy nie mają przerwy w handlowaniu, stoją ich przyczepy i namioty. A obok plac budowy. Są już fundamenty, zaczyna się budowa ścian. - Ten etap skończymy w tym roku. Całość w przyszłym - mówi pani Teresa.

Siedemnaście sklepików, ogrzewanych, z prądem i wodą, ma już najemców. - Chętnych było więcej niż pawilonów - cieszy się inwestorka.

Swoimi doświadczeniami będzie się dzielić z innymi targowiskami. Już zgłosiła się administratorka ryneczku przy ul. Długosza, dalsze remonty planują na Przybyszewskiego/Tatrzańskiej. - Powiem im wszystko, co wiem - zapowiada pani Tereska.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • Nowy rynek przy Wielkopolskiej mati191 12.09.10, 23:19

    Gratulacje dla kupców za wzięcie sprawy w swoje ręce :-) Czekam na nowy pawilon... A ja tylko przyczepie się do lokalizacji podanej w tekście. Ryneczek nie jest przy Włókniarzy i »

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład