Spalą Hello Kitty? Jest nadzieja, że może jednak nie
2010-09-08
, aktualizacja: 08.09.2010 21:51
Tysiące piżamek, kurtek i bluz z postaciami z kreskówek zarekwirowali łódzcy celnicy. Czy jak inne odebrane handlarzom podróbki będą zniszczone?
ZOBACZ TAKŻE
- Przywiozłaś z wakacji torebkę z aligatora? Masz kłopot (20-05-10, 19:55)
- Gucci, Prada, Dior: podróbki za 400 tys. na targowisku (19-05-10, 12:28)
- Gdzie kupić zlewki alkoholu automat do gry? U celników (25-04-10, 09:00)
- Celnicy mają psa na papierosy. Zobacz szczeniaka Benka (06-04-10, 19:41)
SONDAŻ
W magazynie łódzkiej izby celnej leży kilka wielkich worków z dziecięcymi ubrankami. W jednym jest kilkaset piżamek z idolką małych dziewczynek Hello Kitty, w drugim stos worków na buty ze Spidermanem, w kolejnym - ciepłe kurtki z emblematami Ben 10. Łącznie niemal 5 tysięcy sztuk. Wszystkie są podróbkami i zarekwirowano je podczas wtorkowego nalotu funkcjonariuszy izby celnej i Straży Granicznej na tzw. halę chińską w rzgowskim centrum halowym. - Podróbki znaleźliśmy w pięciu boksach - opowiada jeden z celników biorących udział w akcji. - W tym roku nie zdarzyło nam się jeszcze zabezpieczyć tak dużej ilości podrobionego towaru.
Jego wartość oszacowano na około 285 tys. zł. Zatrzymano też czterech Wietnamczyków i jednego Chińczyka, którzy - według celników - mieli świadomość, że handlują podróbkami. - Pojedyncze sztuki podrabianych towarów były ukryte między legalną odzieżą - mówi Anna Ludkowska, rzeczniczka łódzkiej izby celnej. - Dopiero gdy klient zainteresował się podróbkami, z zaplecza przynoszono ich więcej.
Odebrane handlarzom ubrania uszczęśliwiłyby wiele instytucji, które pomagają potrzebującym. - Mamy dużo listów z prośbą o taką pomoc, ale rzadko możemy coś przekazać - przyznaje Ludkowska.
Jednym z obdarowanych było stowarzyszenie, które prowadzi schronisko dla ofiar przemocy domowej przy ul. Franciszkańskiej. - Otrzymaliśmy odzież, obuwie i galanterię dla dzieci i dla dorosłych. Wszystko nowe i dobrej jakości. Trafiły do blisko stu naszych podopiecznych - wspomina Maria Gajek, prezes Stowarzyszenia Promocji Zdrowia i Psychoterapii. - Dla nas to była znacząca pomoc. W naszym schronisku rocznie przebywa około dwustu osób. Najczęściej to kobiety, które razem z dziećmi musiały opuścić dom z jedną walizką, a na zakup nowej odzież nie mają pieniędzy.
Odzież jest nieustannie potrzebna w Domu Dziecka dla Małych Dzieci w Łodzi: w trzech jego placówkach przebywa 90 maluchów do szóstego roku życia. - Najczęściej korzystamy z używanej odzieży podarowanej przez łodzian - mówi wicedyrektorka Ewa Seweryńska. - Ale życie takich znoszonych spodni czy bluz nie jest długie. Nowe ubranka bardzo rzadko do nas trafiają. Dlatego jesteśmy wdzięczni za każdą taką pomoc, bo z naszych pieniędzy nie wystarcza na ich zakup.
Ubrania, które celnicy odebrali handlarzom we wtorek, na razie są w depozycie. Tam będą czekać na decyzję sądu. Ale sądy przeważnie nakazują zniszczenie podróbek. - Na nieodpłatne przekazanie podrabianych towarów musi być zgoda właściciela zastrzeżonego znaku towarowego, a ten najczęściej się nie zgadza - mówi Ludkowska. - Jego przedstawiciele tłumaczą, że podróbki są poza wszelką kontrolą jakościową, a wyrażając zgodę na ich przekazanie, biorą za to odpowiedzialność.
Obecnie celnicy mogą sami prowadzić dochodzenia w sprawie podróbek, bo wcześniej zajmowała się tym policja. - W każdej z takich spraw będziemy wnioskować do sądu o przekazanie odzieży osobom potrzebującym - zapowiada Ludkowska. - A kancelarie reprezentujące właścicieli praw do zastrzeżonych znaków towarowych będziemy prosić, aby się na to zgodziły.
Maria Gajek z Stowarzyszenia Promocji Zdrowia i Psychoterapii z wdzięcznością przyjęłaby taką odzież dla podopiecznych: - Ubolewamy, że to rzeczy pochodzące z przestępstwa. Ale jeżeli mają być spalone, to chyba lepiej, żeby trafiły do potrzebujących.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
Jego wartość oszacowano na około 285 tys. zł. Zatrzymano też czterech Wietnamczyków i jednego Chińczyka, którzy - według celników - mieli świadomość, że handlują podróbkami. - Pojedyncze sztuki podrabianych towarów były ukryte między legalną odzieżą - mówi Anna Ludkowska, rzeczniczka łódzkiej izby celnej. - Dopiero gdy klient zainteresował się podróbkami, z zaplecza przynoszono ich więcej.
Odebrane handlarzom ubrania uszczęśliwiłyby wiele instytucji, które pomagają potrzebującym. - Mamy dużo listów z prośbą o taką pomoc, ale rzadko możemy coś przekazać - przyznaje Ludkowska.
Jednym z obdarowanych było stowarzyszenie, które prowadzi schronisko dla ofiar przemocy domowej przy ul. Franciszkańskiej. - Otrzymaliśmy odzież, obuwie i galanterię dla dzieci i dla dorosłych. Wszystko nowe i dobrej jakości. Trafiły do blisko stu naszych podopiecznych - wspomina Maria Gajek, prezes Stowarzyszenia Promocji Zdrowia i Psychoterapii. - Dla nas to była znacząca pomoc. W naszym schronisku rocznie przebywa około dwustu osób. Najczęściej to kobiety, które razem z dziećmi musiały opuścić dom z jedną walizką, a na zakup nowej odzież nie mają pieniędzy.
Odzież jest nieustannie potrzebna w Domu Dziecka dla Małych Dzieci w Łodzi: w trzech jego placówkach przebywa 90 maluchów do szóstego roku życia. - Najczęściej korzystamy z używanej odzieży podarowanej przez łodzian - mówi wicedyrektorka Ewa Seweryńska. - Ale życie takich znoszonych spodni czy bluz nie jest długie. Nowe ubranka bardzo rzadko do nas trafiają. Dlatego jesteśmy wdzięczni za każdą taką pomoc, bo z naszych pieniędzy nie wystarcza na ich zakup.
Ubrania, które celnicy odebrali handlarzom we wtorek, na razie są w depozycie. Tam będą czekać na decyzję sądu. Ale sądy przeważnie nakazują zniszczenie podróbek. - Na nieodpłatne przekazanie podrabianych towarów musi być zgoda właściciela zastrzeżonego znaku towarowego, a ten najczęściej się nie zgadza - mówi Ludkowska. - Jego przedstawiciele tłumaczą, że podróbki są poza wszelką kontrolą jakościową, a wyrażając zgodę na ich przekazanie, biorą za to odpowiedzialność.
Obecnie celnicy mogą sami prowadzić dochodzenia w sprawie podróbek, bo wcześniej zajmowała się tym policja. - W każdej z takich spraw będziemy wnioskować do sądu o przekazanie odzieży osobom potrzebującym - zapowiada Ludkowska. - A kancelarie reprezentujące właścicieli praw do zastrzeżonych znaków towarowych będziemy prosić, aby się na to zgodziły.
Maria Gajek z Stowarzyszenia Promocji Zdrowia i Psychoterapii z wdzięcznością przyjęłaby taką odzież dla podopiecznych: - Ubolewamy, że to rzeczy pochodzące z przestępstwa. Ale jeżeli mają być spalone, to chyba lepiej, żeby trafiły do potrzebujących.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Re: Spalą Hello Kitty? Jest nadzieja, że może jed
sufler2006
08.09.10, 23:12
Pierdo...isz.Wystarczy usunąc znaki firmowe i tyle.Nie zawsze jest to możliwe ale można spróbować.ALe oczywiście ludzie sa z natury leniwi bądź pragmatyczni i oziębli jak Ty.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Na dworcu chaos, a nie marudzą. Dlaczego? ...
- Zero to liczba? Kto ma rację: Piątkowski ...
- Czytelnik alarmuje: posprzątajcie przy ...
- Nowe bilety MPK od 1 marca. Zobacz, jak ...
- Lekarze walczą o oddział. Rodzice: "To ...
- SLD zaprosił Zdanowską na poniedziałek, a ...
- 40 tys. zł na pracownika, a oni nie chcą ...





