Bez karty jednego z banków do szkoły nie wejdziesz

Marcin Markowski
2010-09-01 , aktualizacja: 31.08.2010 20:45
A A A Drukuj
Pierwsza taka szkoła w Polsce. Żeby do niej wejść, musisz mieć kartę płatniczą Banku Zachodniego. - To następny etap unowocześniania szkoły i szansa dla uczniów - przekonuje dyrektorka szkoły
Jolanta Swiryd, dyrektorka XXIII LO, demonstruje działanie karty
Fot. Dariusz Kulesza / Agencja Gazeta
Jolanta Swiryd, dyrektorka XXIII LO, demonstruje działanie karty
ZOBACZ TAKŻE
Do XXIII Liceum Ogólnokształcącego przy al. Piłsudskiego w Łodzi chodzi 360 uczniów. We wrześniu każdy dostanie od Banku Zachodniego WBK kartę, dzięki której będzie mógł zapłacić np. za sok w szkolnym sklepiku albo wypożyczyć lekturę z biblioteki.

Karta będzie też przepustką do szkoły. Kto je nie ma, nie wejdzie do budynku. Dlatego bank wyposaży w karty również 50 nauczycieli i pracowników liceum.

Na każdej karcie jest numer szkoły, a na odwrocie logo banku. Można będzie mieć na niej maksymalnie 500 zł. W szkole są już bramki przy głównym wejściu, czytnik do pobierania opłat za zakupy i sterujące całością oprogramowanie. Za wszystko zapłacił bank, który również system wymyślił i zapytał łódzką szkołę, czy go chce. Szkoła odpowiedziała "tak".

- Pomysł z kartami zaakceptowała najpierw rada rodziców, a potem, już na piśmie, rodzice każdego ucznia z osobna. Sprzeciw był tylko jeden - podkreśla Jolanta Swiryd, dyrektorka XXIII LO. I jak ten jeden uczeń wejdzie do szkoły? - Wpuści go woźny, podobnie jak tych, którym zdarzy się zapomnieć karty, czy gości.

Bank chwali swój pomysł. - W szkole będzie bezpieczniej, bo nie wejdą osoby nieuprawnione, a rodzice i szkoła będą wiedzieć, czy i w jakich godzinach uczeń był na zajęciach - mówi "Gazecie" Grzegorz Adamski z BZ WBK.

"Gazeta": - Skorzysta także bank, który zareklamuje się wśród licealistów. Czy szkoła to właściwe miejsce na marketing?

- Marketing jest wszędzie, także w szkołach. To choćby automaty z napojami - odpowiada Adamski. - A my nie wywieszamy na szkole baneru z logo banku. Dajemy karty, ale nikogo nie zmuszamy, by wpłacał na nie pieniądze ani otwierał u nas konta. Nie będziemy mieć nawet dostępu do danych uczniów. Każdy sam zdecyduje, jak używać kartę - czy będzie ona środkiem płatniczym, czy tylko identyfikatorem i przepustką do szkoły.

Swiryd dostrzega oczywisty interes banku, ale - jak mówi - dla niej ważniejszy jest zysk uczniów i szkoły. - Mamy już elektroniczny dziennik. Szkolne karty do dla mnie kolejny etap unowocześnienia szkoły i szansa dla uczniów na oswojenie się z kawałkiem plastiku, który może się przydać w różnych sytuacjach.

- Dla mnie to przede wszystkim ukryta forma reklamy - twierdzi Tomasz Michałowicz z agencji marketingowej /3PR/ Consulting. - Każdy, kto skończył 13 lat, może iść do banku, otworzyć konto i nauczyć się korzystać z karty. Większe bezpieczeństwo w szkole? Równie dobrze można rozdać uczniom klucze - zauważa Michałowicz. - Bank rozdaje karty, by pozyskać nowych klientów, i wie, co robi. Pierwszy bank jest zazwyczaj bankiem na wiele lat, dlatego młodzi klienci są tak cenni.

Swiryd nie zna przepisu, który precyzyjnie określałby, czy w szkole można coś reklamować, a jeśli tak, to co. - Rzeczywiście, w tych sprawach decyduje rozsądek dyrektora i nauczycieli - potwierdza Jan Kamiński, łodzki kurator oświaty. Dyrektorka liceum zapewnia, że nie pozwoliłaby na reklamę tego, co zagraża zdrowiu i bezpieczeństwu młodzieży. A karta, na której uczeń będzie miał tylko tyle pieniędzy, ile przeleją mu rodzice, albo - jeśli zechce - w ogóle, niczym nie grozi. - Mimo to mam wątpliwości - mówi kurator Kamiński, który o kartach dowiedział się od "Gazety". - Zysk banku jest większy niż szkoły, dlatego poprosiłem dyrekcję o szczegółowe wyjaśnienia.

Łódzkie liceum jest pierwszą w kraju szkołą z kartami płatniczymi, ale nie ostatnią. Podobny system dostanie Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 19 w Łodzi, a także szkoły we Wrocławiu, Nowym Targu, Rzeszowie i Zielonej Górze.

marcin.markowski@lodz.agora.pl



Komentarz

Można się cieszyć, bo szkoła jest nowocześniejsza albo martwić, że przestaje chronić uczniów przed agresywną reklamą.

Ja się martwię.

Tylko patrzeć, jak przykład z banku wezmą producenci innych branż, wyposażając uczniów w darmowe komórki (pod warunkiem umów przynajmniej do matury) albo w jednakowe (też identyfikujące) plecaki z adresami sklepów, w których do kompletu można dokupić buty i czapki. Za chwilę inny bank podpisze podobną umowę nie ze szkołą, ale z całą gminą (obroty hurtowe są przecież wyższe), a handlowcom pozazdroszczą politycy, którzy - jak wiadomo - młodym ludziom mają do zaoferowania najwięcej i też by chcieli na lekcje.

Tylko, czy wtedy będziemy jeszcze pamiętać, dla kogo i po co jest szkoła?

Podziel się

  • 38 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów