Do szpitala za granicę? To jest możliwe i płaci NFZ

Adam Czerwiński
2010-08-21 , aktualizacja: 20.08.2010 21:07
A A A Drukuj
Nie chcesz czekać dwa lata w kolejce na operację? Masz prawo starać się o leczenie za granicą. Małe szanse, że NFZ pozwoli ci wyjechać, ale możesz ominąć kolejkę. O tym, że to działa przekonali się już łodzianie
Szpital
Marcin Wojciechowski
Szpital




Kilkunastu łodzian rocznie wyjeżdża leczyć się za granice na koszt NFZ. Najczęściej to tzw. nietypowe przypadki - pacjenci z rzadko spotykanymi chorobami, lub urazami. W polskich szpitalach brakuje sprzętu potrzebnego do ich leczenia, albo nie ma odpowiednio wyszkolonych specjalistów, którzy potrafią przeprowadzić unikatowe zabiegi.

Pacjenci, którzy chcą wyjechać do szpitala za granicą powinni wypełnić w NFZ odpowiedni wniosek, załatwić opinię lekarza specjalisty z profesorskim tytułem, wybrać ośrodek, w którym chcą się leczyć i ściągnąć z niego kosztorys. Czasem potrzebna jest jeszcze opinia konsultanta wojewódzkiego, albo krajowego w danej dziedzinie medycyny. W załatwianiu formalności pomagają urzędnicy Funduszu.

Kto skorzystał? Na przykład z łódzkiego Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki do Belgii wysłano aż siedem kobiet w ciąży. U ich dzieci stwierdzono tzw. przepuklinę przeponową - ubytek w przeponie, przez który zawartość jamy brzusznej przedostaje się do klatki piersiowej. Płuca uciskane przez żołądek nie mogą się prawidłowo rozwijać i dziecko nie ma czym oddychać po urodzeniu. Wadę można skorygować robiąc zabieg przed urodzeniem dziecka. Potrzebna jest do tego specjalistyczna aparatura. Ponieważ nie ma jej żaden polski szpital NFZ wydał od ręki zgodę na leczenie w Belgii i za każdy zabieg zapłacił ok. 4,5 tys. euro.

Jolanta Bilińska, szefowa Wydziału Współpracy Międzynarodowej łódzkiego Funduszu: - Takie zabiegi muszą być przeprowadzone w określonym momencie ciąży. Dlatego raz zdarzyło się, że formalności załatwialiśmy, kiedy pacjentki były w drodze na zabieg.

Kilku łodzian wyjechało leczyć raka. Żaden szpital w regionie nie ma tzw. gamma noża, czyli nowoczesnego urządzenia do usuwania guzów mózgu, więc pacjenci są wysyłani do Czech. Za każdego NFZ płaci po 10 tys. zł.

Inny przykład to tzw. protonoterapia. Ludzie z nowotworami w oczach jeżdzą do Niemiec na zabiegi, które pozwalają uniknąć usunięcia oka. Koszt: nawet kilkanaście tys. euro.

Pojedyncze osoby wysyła się na badania genetyczne np. do Francji. - Chodzi o badania, które robi tylko jeden ośrodek w całej Europie - mówi Bilińska.

NFZ zapłacił też za przeszczep płuc i serca łódzkiego dziecka. Terapia kosztowała ponad 150 tys. euro. W Polsce takie zabiegi są tańsze, ale dziecko ma mukowiscydozę, więc wysłano je od ośrodka, który ma już doświadczenie w tak nietypowych zabiegach.

Na zgodę na przeszczep serca za granica czeka jeszcze kilkunastoletni Mariusz z mukowiscydozą. - na razie nie możemy podjąć żadnej decyzji w jego sprawie, bo brakuje nam dokumentów - mówi Bilińska. Rodzice Mariusza nie mogą sobie poradzić ze zgromadzeniem odpowiednich dokumentów.

Pacjent, który chce się leczyć za granicą, musi wypełnić specjalny wniosek i załatwić opinię lekarza specjalisty z profesorskim tytułem.

Bilińska: - Z tymi opiniami pacjenci mają najwięcej problemów. Często są wypełniane na kolanie, nie jak dokumenty od których zależy czyjeś życie. Zamiast wymaganego obszernego uzasadnienia, niektórzy lekarze potrafią wpisać: konieczne leczenie w Austrii, w ośrodku takim, a takim. Staram się pomagać ludziom i często jeżdżę do szpitala z prośbą o porządne wypisanie dokumentów.

Ale najciekawsze są przypadki pacjentów, którym NFZ nie pozwolił wyjechać na jego koszt za granicę. Zgody nie dostali ludzie, którzy chcieli ominąć gigantyczne kolejki w łódzkich szpitalach.

Pacjenci mają prawo ubiegać się o leczenie za granicą, jeśli w wyniku zbyt długiego oczekiwania na terapię ich stan zdrowia może się znacznie pogorszyć. Z tego prawa w Łodzi próbowały skorzystać dwie osoby. Pierwszy nie chciał czekać na wszczepienie endoportezy. Nic dziwnego, bo w niektórych łódzkich szpitalach na ten zabieg trzeba czekać nawet dwa lata.

Drugi chory miał czekać prawie rok na operację siatkówki oka.

Bilińska: - Nie dostali zgody na sfinansowanie leczenia za granicą, bo zabiegi są dostępne w Polsce. W pierwszym przypadku wystarczyło kilka telefonów do szpitali poza Łodzią i okazało się, że szpitala w Brzezinach zrobi zabieg od ręki. W drugim przypadku okazało się, że zabieg można zrobić niemal od ręki w 17 ośrodkach w Polsce. Pacjent wybrał szpital w Gdańsku, bo tam miał rodzinę. Nie musiał długo czekać na operację.

adam.czerwinski@lodz.agora.pl

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Do szpitala za granicę? To jest możliwe i płaci... ordynat.uchleja 21.08.10, 11:38

    Do apteki też! Na przykład do Czech.To jest możliwe i nawet przyjemne. Nie płacę rodzimym gangom farmaceutycznym. »

  • Jest lepsza wiadomość... ubiquitousghost88 21.08.10, 12:46

    Unia umyła ręce od wszystkich Polaków zamieszkałych za granicą, którym przydarza się skorzystać z usług medycznych w krajach trzecich Unii i wchrzaniła ich s powrotem NFZ.Kartę EKUZ musi im »

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład