Dźgnęła męża nożem. Prokurator chce... niższej kary
2010-08-15
, aktualizacja: 16.08.2010 10:46
Ewa K. ugodziła nożem męża, który przez dziesiątki lat znęcał się nad nią. Mąż zmarł, a ona dostała dwa lata więzienia w zawieszeniu. Od wyroku odwołał się prokurator. Chce jego zmiany na korzyść oskarżonej
ZOBACZ TAKŻE
- Tłumili bunt w więziennej kotłowni - manewry za murem (23-09-10, 20:44)
- Poderżnął babci gardło. Dostał tylko pięć lat więzienia (18-08-10, 10:25)
- Chciał rozmawiać z żoną, najechała na niego ciągnikiem (17-08-10, 14:03)
- Proces oskarżonego o porwanie i zgwałcenie żony (16-08-10, 14:25)
- Z sądu: chciała zabić teściową, aby móc spłacić kredyt? (12-08-10, 21:02)
- Walka o dziecko: wyzwiska, szarpanina i odkręcony gaz (12-08-10, 18:18)
- Pacjent zmarł w karetce. Sprawą zajęła się prokuratura (09-08-10, 20:58)
- Próbował zabić nożem nowego partnera byłej żony (28-07-10, 15:43)
- Z sądu: korupcyjny "układ" celników i przedsiębiorców (26-07-10, 10:00)
K. byli małżeństwem przez niemal 30 lat. W maju 2008 r. w ich domu doszło do kolejnej awantury. Mąż był pijany, zachowywał się agresywnie, zaczepiał żonę, wyzywał. Syn próbował go uspokoić, ale bez skutku. Mężczyzna dalej atakował żonę: uderzył w twarz, złapał za szyję i próbował dusić. W końcu kobieta poszła do szafy, w której trzymała noże. Chowała je tam przed mężem, aby nie zrobił jej krzywdy tak, jak to wiele razy zapowiadał. Wzięła jeden z nich i ugodziła męża w brzuch. Przerażona tym, co się stało, wezwała pogotowie ratunkowe. Ranny trafił do szpitala, miał 3,8 promila alkoholu. Przeszedł pięć operacji, ale mimo to zmarł.
Ewę K. oskarżono o zranienie ze skutkiem śmiertelnym. W prokuraturze i sądzie niczego się nie wyparła. - Chciałam go nastraszyć - tłumaczyła. - Raz go drasnęłam, nie przypuszczałam, że rana może być tak głęboka.
Wyjaśniła, że od początku małżeństwa nie układało się dobrze. Był alkohol, bicie, wyzwiska i groźby. Udręczona Anna K. próbowała sobie odebrać życie. Potem wyprowadziła się z synem do innego mieszkania.
W 1999 r. mąż został skazany za znęcanie się nad nią, dostał karę w zawieszeniu. Po wyroku dalej pił, sprzedał wspólne mieszkanie, nachodził żonę. W 2003 r. wynajął mieszkanie blisko niej. Gdy wymówiono mu lokal, wprowadził się do żony. Ustalili, że na miesiąc, ale mąż już nie chciał się wynieść. Gehenna powróciła: mąż pił, awanturował się, rzucał w żonę nożami, niszczył meble, wybijał szyby w oknach, gdy nie chciała go wpuścić. Ewa K. wiele razy uciekła z domu, spała na strychu lub u rodziny. Sąd podliczył, że między 2004 a 2008 r. policja interweniowała u nich 14 razy.
Biegli psychiatrzy i psycholog, którzy badali oskarżoną, orzekli, że gdy raniła męża, miała w znacznym stopniu ograniczoną "zdolność pokierowania swoim postępowaniem". Przez lata była ofiarą przemocy, uciekała od prześladowcy, tłumiła emocje. Ale tego dnia, gdy po raz kolejny została zaatakowana i musiała się bronić, negatywne emocje zostały rozładowane.
Sąd wziął to wszystko pod uwagę, gdy w maju skazywał Ewę K. Wymierzył jej najniższą z możliwych kar i zawiesił jej wykonanie na dwa lata.
Od wyroku odwołał się prokurator. I nie dlatego, że chciał, aby wykonanie kary zawiesić na pięć lat. Zaskarżył wyrok na korzyść oskarżonej, co zdarza się bardzo rzadko. Chce, by sąd drugiej instancji wprowadził korzystne dla Ewy K. zmiany w opisie czynu i kwalifikacji prawnej. Miałyby one wpływ m.in. na warunki wykonywania kary. Na przykład w sytuacji jej odwieszenia Ewa K. miałaby trafić do zakładu z opieka lekarską.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
Imię bohaterki zostało zmienione
Ewę K. oskarżono o zranienie ze skutkiem śmiertelnym. W prokuraturze i sądzie niczego się nie wyparła. - Chciałam go nastraszyć - tłumaczyła. - Raz go drasnęłam, nie przypuszczałam, że rana może być tak głęboka.
Wyjaśniła, że od początku małżeństwa nie układało się dobrze. Był alkohol, bicie, wyzwiska i groźby. Udręczona Anna K. próbowała sobie odebrać życie. Potem wyprowadziła się z synem do innego mieszkania.
W 1999 r. mąż został skazany za znęcanie się nad nią, dostał karę w zawieszeniu. Po wyroku dalej pił, sprzedał wspólne mieszkanie, nachodził żonę. W 2003 r. wynajął mieszkanie blisko niej. Gdy wymówiono mu lokal, wprowadził się do żony. Ustalili, że na miesiąc, ale mąż już nie chciał się wynieść. Gehenna powróciła: mąż pił, awanturował się, rzucał w żonę nożami, niszczył meble, wybijał szyby w oknach, gdy nie chciała go wpuścić. Ewa K. wiele razy uciekła z domu, spała na strychu lub u rodziny. Sąd podliczył, że między 2004 a 2008 r. policja interweniowała u nich 14 razy.
Biegli psychiatrzy i psycholog, którzy badali oskarżoną, orzekli, że gdy raniła męża, miała w znacznym stopniu ograniczoną "zdolność pokierowania swoim postępowaniem". Przez lata była ofiarą przemocy, uciekała od prześladowcy, tłumiła emocje. Ale tego dnia, gdy po raz kolejny została zaatakowana i musiała się bronić, negatywne emocje zostały rozładowane.
Sąd wziął to wszystko pod uwagę, gdy w maju skazywał Ewę K. Wymierzył jej najniższą z możliwych kar i zawiesił jej wykonanie na dwa lata.
Od wyroku odwołał się prokurator. I nie dlatego, że chciał, aby wykonanie kary zawiesić na pięć lat. Zaskarżył wyrok na korzyść oskarżonej, co zdarza się bardzo rzadko. Chce, by sąd drugiej instancji wprowadził korzystne dla Ewy K. zmiany w opisie czynu i kwalifikacji prawnej. Miałyby one wpływ m.in. na warunki wykonywania kary. Na przykład w sytuacji jej odwieszenia Ewa K. miałaby trafić do zakładu z opieka lekarską.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
Imię bohaterki zostało zmienione
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Prokurator ujął się za oskarżoną o śmierć męża
jakub.hubert
15.08.10, 23:36
Pewnie wielu czytajac to powie: i dobrze, nalezalo mu sie. Moze tak, moze nie. Ale to przede wszystkim porazka systemu. 14 policyjnych interwencji, wyrok dla czlowieka i nikt nie byl w »




