Było zielono, są hałdy śmieci. Mieszkańcy: "Pomóżcie"
2010-08-10
, aktualizacja: 10.08.2010 20:18
- To towar handlowy, a nie śmieci - twierdzi właściciel góry. Mimo to mieszkańcy jej nie chcą i proszą o pomoc "Gazetę"
ZOBACZ TAKŻE
- Kamienica przy Roosevelta: sprzedać czy nie sprzedawać? (20-10-10, 15:12)
- Bez karty jednego z banków do szkoły nie wejdziesz (01-09-10, 11:00)
- Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęczyny (29-07-10, 10:00)
- Mieszkają w ruinie. Trzeba było nie płacić czynszu? (07-02-10, 19:21)
- MPK ściga gapowicza, tyle że pod złym adresem (07-02-10, 19:18)
Góra pojawiła się między ulicami Żwirki i Radwańską, na niezabudowanym skwerze otoczonym przez remontowany pawilon i stare śródmiejskie kamienice. To właściwie dwie góry, usypane - na oko - z obudów po monitorach, komputerach i telewizorach. Jedna jest czarna, druga biała. U ich podnóża stoją wypełnione po brzegi worki. Czym - nie wiadomo.
Mieszkańcy sąsiednich kamienic twierdzą, że góry wciąż rosną. - Jeszcze niedawno podwórko było zielone, a dziś coraz większa kupa śmieci - denerwuje się mężczyzna w koszulce polo.
- Kto to słyszał w środku miasta takie wysypisko!? - kręci głową lokatorka, której okna wychodzą na góry.
Jeden z mieszkańców napisał skargę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. "W dzień dokucza nam ciągły hałas, kurz i smród wydobywający się z nagrzanych na słońcu plastikowych odpadów (...). Obecny stan, pomijając względy zdrowotne, ekologiczne i estetyczne, stanowi również zagrożenie pożarowe" - czytamy w skardze.
W pawilonie sąsiadującym z wysypiskiem jest firma przyjmująca zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny. Mieszkańcy twierdzą, że to ona wysypuje śmieci. I proszą "Gazetę" o pomoc.
- To nie śmieci tylko towar handlowy. Gdy uzbiera się go więcej, kontrahent przyjedzie ciężarówką i zabierze - mówi nam prezes firmy Józef Jakubik. Zapewnia, że "towar" nie szkodzi zdrowiu mieszkańców: - Plastik się nie rozpuszcza. Jest materiałem bezpiecznym, a na jego składowanie mam pozwolenie.
"Gazeta": - Na składowanie przy Wólczańskiej 162?
Jakubik: - Pozwolenie wydaje się na siedzibę firmy. A plastik trzymam na terenie, który dzierżawię. Gdy tylko go utwardzę, postawię kontenery i wtedy lepiej to będzie wyglądać.
Sprawę - dzięki skardze jednego z mieszkańców - zna już Krzysztof Wójcik, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Wejdziemy na teren i sprawdzimy, co to za odpady i czy firma ma pozwolenie na ich magazynowanie w tym miejscu - zapowiada Wójcik. O tym, co ustali, powiadomi Urząd Miasta Łodzi. - Bo tylko gmina, w razie stwierdzonych przez nas nieprawidłowości, może nakazać usunięcie śmieci - wyjaśnia dyrektor WIOŚ.
marcin.markowski@lodz.agora.pl
Mieszkańcy sąsiednich kamienic twierdzą, że góry wciąż rosną. - Jeszcze niedawno podwórko było zielone, a dziś coraz większa kupa śmieci - denerwuje się mężczyzna w koszulce polo.
- Kto to słyszał w środku miasta takie wysypisko!? - kręci głową lokatorka, której okna wychodzą na góry.
Jeden z mieszkańców napisał skargę do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. "W dzień dokucza nam ciągły hałas, kurz i smród wydobywający się z nagrzanych na słońcu plastikowych odpadów (...). Obecny stan, pomijając względy zdrowotne, ekologiczne i estetyczne, stanowi również zagrożenie pożarowe" - czytamy w skardze.
W pawilonie sąsiadującym z wysypiskiem jest firma przyjmująca zużyty sprzęt elektryczny i elektroniczny. Mieszkańcy twierdzą, że to ona wysypuje śmieci. I proszą "Gazetę" o pomoc.
- To nie śmieci tylko towar handlowy. Gdy uzbiera się go więcej, kontrahent przyjedzie ciężarówką i zabierze - mówi nam prezes firmy Józef Jakubik. Zapewnia, że "towar" nie szkodzi zdrowiu mieszkańców: - Plastik się nie rozpuszcza. Jest materiałem bezpiecznym, a na jego składowanie mam pozwolenie.
"Gazeta": - Na składowanie przy Wólczańskiej 162?
Jakubik: - Pozwolenie wydaje się na siedzibę firmy. A plastik trzymam na terenie, który dzierżawię. Gdy tylko go utwardzę, postawię kontenery i wtedy lepiej to będzie wyglądać.
Sprawę - dzięki skardze jednego z mieszkańców - zna już Krzysztof Wójcik, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. - Wejdziemy na teren i sprawdzimy, co to za odpady i czy firma ma pozwolenie na ich magazynowanie w tym miejscu - zapowiada Wójcik. O tym, co ustali, powiadomi Urząd Miasta Łodzi. - Bo tylko gmina, w razie stwierdzonych przez nas nieprawidłowości, może nakazać usunięcie śmieci - wyjaśnia dyrektor WIOŚ.
marcin.markowski@lodz.agora.pl
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów





więcej zdjęć