Pacjent zmarł w karetce. Sprawą zajęła się prokuratura

acz
2010-08-09 , aktualizacja: 09.08.2010 20:58
A A A Drukuj
Po artykule w "Gazecie" prokuratura sprawdza okoliczności śmierci mężczyzny, który zmarł, kiedy był przewożony na badania ze Szpitala im. Madurowicza do "Pirogowa".

Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Tragedia miała miejsce trzy tygodnie temu. W upalny dzień do karetki wsadzono trzech pacjentów ze Szpitala im. Madurowicza. Jechali na prześwietlenie do "Pirogowa".

Jeden z pasażerów - 71-letni mężczyzna - przed "Pirogowem" zasłabł. Okazało się, że zatrzymało się jego serce. W karetce nie miał kto udzielić mu pomocy, bo nie było lekarza. Reanimacja nie powiodła się, mężczyzna zmarł.

Według lekarzy z "Madurowicza" zmarły był w wystarczająco dobrym stanie, by jechać bez lekarza. Dlaczego w ogóle znalazł się w karetce? Bo w "Madurowiczu" zepsuł się rentgen. Nie można go naprawić z dnia na dzień, bo na usunięcie usterki potrzeba 111 tys. zł. Szpital nie może wydać takich pieniędzy bez załatwienia uciążliwych formalności.

Katarzyna Klimczak, zastępczyni prokuratora rejonowego z Polesia: - Sprawdzamy, czy w nieumyślny sposób nie doprowadzono do śmierci człowieka.

Śledczy poprosili szpital o przesłanie dokumentacji medycznej. Będą przesłuchiwać świadków zdarzenia. - Kiedy przeanalizujemy materiał, zapadną dalsze decyzje - mówi Klimczak. Prawdopodobnie prokuratura poprosi o opinię biegłych z Instytutu Medycyny Sądowej. Od ich oceny zależy, czy dalsze postępowanie będzie prowadzone "w sprawie", czy ktoś usłyszy zarzuty.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład