Pacjent zmarł w karetce. Sprawą zajęła się prokuratura
2010-08-09
, aktualizacja: 09.08.2010 20:58
Po artykule w "Gazecie" prokuratura sprawdza okoliczności śmierci mężczyzny, który zmarł, kiedy był przewożony na badania ze Szpitala im. Madurowicza do "Pirogowa".
ZOBACZ TAKŻE
- Rozbój na Kilińskiego. Napastniczki miały 16 i 17 lat (11-08-10, 14:46)
- Prosto z włamania do salonu gier przy tej samej ulicy (09-08-10, 15:54)
- 18-letnie złodziejki: ukradły telefon, groziły pobiciem (09-08-10, 13:05)
- Komentarz: Polowanie na kierowców pod "Matką Polką" (19-10-10, 07:00)
- Ratuje życie. W Łodzi rozrusznik serca bez kolejki (28-09-10, 20:11)
- Dźgnęła męża nożem. Prokurator chce... niższej kary (15-08-10, 22:00)
- Pijany Estończyk dawał łapówkę policjantom. 100 euro (11-08-10, 11:20)
- Wypadek na al. Śmigłego - Rydza. Samochody na torach (09-08-10, 19:24)
- Wypadek na drodze nr 12. Objazdy i utrudnienia w ruchu (09-08-10, 10:48)
- Półtoraroczne dziecko wyszło na drogę pod ciężarówkę (06-08-10, 13:51)
Tragedia miała miejsce trzy tygodnie temu. W upalny dzień do karetki wsadzono trzech pacjentów ze Szpitala im. Madurowicza. Jechali na prześwietlenie do "Pirogowa".
Jeden z pasażerów - 71-letni mężczyzna - przed "Pirogowem" zasłabł. Okazało się, że zatrzymało się jego serce. W karetce nie miał kto udzielić mu pomocy, bo nie było lekarza. Reanimacja nie powiodła się, mężczyzna zmarł.
Według lekarzy z "Madurowicza" zmarły był w wystarczająco dobrym stanie, by jechać bez lekarza. Dlaczego w ogóle znalazł się w karetce? Bo w "Madurowiczu" zepsuł się rentgen. Nie można go naprawić z dnia na dzień, bo na usunięcie usterki potrzeba 111 tys. zł. Szpital nie może wydać takich pieniędzy bez załatwienia uciążliwych formalności.
Katarzyna Klimczak, zastępczyni prokuratora rejonowego z Polesia: - Sprawdzamy, czy w nieumyślny sposób nie doprowadzono do śmierci człowieka.
Śledczy poprosili szpital o przesłanie dokumentacji medycznej. Będą przesłuchiwać świadków zdarzenia. - Kiedy przeanalizujemy materiał, zapadną dalsze decyzje - mówi Klimczak. Prawdopodobnie prokuratura poprosi o opinię biegłych z Instytutu Medycyny Sądowej. Od ich oceny zależy, czy dalsze postępowanie będzie prowadzone "w sprawie", czy ktoś usłyszy zarzuty.
Jeden z pasażerów - 71-letni mężczyzna - przed "Pirogowem" zasłabł. Okazało się, że zatrzymało się jego serce. W karetce nie miał kto udzielić mu pomocy, bo nie było lekarza. Reanimacja nie powiodła się, mężczyzna zmarł.
Według lekarzy z "Madurowicza" zmarły był w wystarczająco dobrym stanie, by jechać bez lekarza. Dlaczego w ogóle znalazł się w karetce? Bo w "Madurowiczu" zepsuł się rentgen. Nie można go naprawić z dnia na dzień, bo na usunięcie usterki potrzeba 111 tys. zł. Szpital nie może wydać takich pieniędzy bez załatwienia uciążliwych formalności.
Katarzyna Klimczak, zastępczyni prokuratora rejonowego z Polesia: - Sprawdzamy, czy w nieumyślny sposób nie doprowadzono do śmierci człowieka.
Śledczy poprosili szpital o przesłanie dokumentacji medycznej. Będą przesłuchiwać świadków zdarzenia. - Kiedy przeanalizujemy materiał, zapadną dalsze decyzje - mówi Klimczak. Prawdopodobnie prokuratura poprosi o opinię biegłych z Instytutu Medycyny Sądowej. Od ich oceny zależy, czy dalsze postępowanie będzie prowadzone "w sprawie", czy ktoś usłyszy zarzuty.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




