Pacjent zmarł w karetce w drodze na badanie
2010-08-02
, aktualizacja: 02.08.2010 17:57
Szpital im. Madurowicza nie ma rentgena. Na badania pacjenci jeżdżą do innego szpitala. Jedna z eskapad zorganizowana w upalny dzień skończyła się tragedią.
ZOBACZ TAKŻE
- Ma 24 lata i przeżyła udar. Pomogli jej kardiolodzy (05-08-10, 19:43)
- Minister broni łódzkiego lekarza oskarżonego przez NFZ (01-08-10, 20:54)
- Skarbonka jak dzwon. Na dzwon dla łódzkiej katedry (31-07-10, 12:00)
- NIK: podróże lekarzy są zbyt hojnie sponsorowane (30-07-10, 08:00)
- Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęczyny (29-07-10, 10:00)
W "Madurowiczu" od kilku tygodni nie działa rentgen. - Zepsuła się lampa w aparacie - mówi dr Wiesław Tyliński, dyrektor ds. medycznych. - Trzeba kupić nową. Taka lampa kosztuje 111 tys. zł. Nie możemy po prostu iść i ją kupić. Najpierw trzeba napisać do urzędu marszałkowskiego, czy da na naprawę. Później trzeba rozpisać przetarg i go rozstrzygnąć. I tak formalności ciągną się tygodniami.
Szpital bez rentgena nie mógłby pracować. Dla działających w placówce przy ul. Wileńskiej oddziałów internistycznych to jedno z podstawowych badań. Dlatego dyrekcja "Madurowicza" umówiła się z "Pirogowem", że będzie do niego wysyłać swoich pacjentów na prześwietlenia.
Zorganizowano to tak: codziennie w "Madurowiczu" lekarze decydują, którzy pacjenci potrzebują badań. Około południa pod szpital podjeżdża karetka. Wsiada do niej po kilka osób i jak autobusem - bo bez obstawy lekarskiej - jadą na ul. Wólczańską.
Jedna z takich eskapad zakończyła się tragicznie. W upalny dzień do karetki wsiadło trzech pacjentów. - Wszyscy o własnych siłach - podkreśla Zbigniew Binikowski z firmy Medax - Pomoc Doraźna, z którą szpital przy ul. Wileńskiej ma umowę na transport medyczny.
Jeden z pasażerów - 71-letni mężczyzna - przed "Pirogowem" zasłabł. Okazało się, że zatrzymało się jego serce. W karetce nie miał kto udzielić mu pomocy. Kierowca podjechał pod izbę przyjęć i zawołał lekarzy. Reanimacja się nie udała, człowiek zmarł.
- Nie słyszałam, żeby kiedykolwiek taki wypadek zdarzył się w Łodzi - mówi dr Janusz Morawski, dyrektor medyczny łódzkiego pogotowia, które od lat oprócz ratowaniem zajmuje się również transportem medycznym. - Przypominam sobie, że kiedy nasze karetki woziły na badania pacjentów z "Madurowicza" często zdarzało się, że lekarze odmawiali zabrania pacjentów stamtąd, bo byli w zbyt ciężkim stanie, żeby narażać ich na transport. Proszę pamiętać, że takie podróże to dla chorego człowieka poważny stres. Przez kilka dni spokojnie leży w łóżku, nagle każą mu wstać, gdzieś iść, po drodze jedzie windą, a na koniec wsiada do karetki rozgrzanej jak piec.
Dyrektor Tyliński zapewnia, że zmarły pacjent do transportu bez obstawy medycznej był zakwalifikowany przez lekarzy. - Przecież gdyby był w ciężkim stanie, nikt by go nie puścił na badania. Nikt nie przewidział, że coś takiego może się wydarzyć - mówi.
A czy nie powinien? - pytamy.
- Jakby człowiek wiedział, że upadnie, usiadłby - odpowiada Tyliński. - Wydarzyła się tragedia i można ją różnie interpretować. Nie wiemy, czy gdyby badanie było w szpitalu, to pacjent dalej by żył. Prosiłem ordynatorów, żeby w czasie upałów ograniczyć wyjazdy na badania. Ale nie mogę ich zabronić.
Przez najbliższe tygodnie - póki kupowanie nowej lampy do rentgena nie skończy się pomyślnie - pacjenci z "Madurowicza" dalej będą jeździć na badania do innego szpitala.
Sprawy zgonu transportowanego pacjenta nikt nie zamierza wyjaśniać. - Rodzina poprosiła o zwolnienie z sekcji zwłok - mówi Tyliński.
Szpital bez rentgena nie mógłby pracować. Dla działających w placówce przy ul. Wileńskiej oddziałów internistycznych to jedno z podstawowych badań. Dlatego dyrekcja "Madurowicza" umówiła się z "Pirogowem", że będzie do niego wysyłać swoich pacjentów na prześwietlenia.
Zorganizowano to tak: codziennie w "Madurowiczu" lekarze decydują, którzy pacjenci potrzebują badań. Około południa pod szpital podjeżdża karetka. Wsiada do niej po kilka osób i jak autobusem - bo bez obstawy lekarskiej - jadą na ul. Wólczańską.
Jedna z takich eskapad zakończyła się tragicznie. W upalny dzień do karetki wsiadło trzech pacjentów. - Wszyscy o własnych siłach - podkreśla Zbigniew Binikowski z firmy Medax - Pomoc Doraźna, z którą szpital przy ul. Wileńskiej ma umowę na transport medyczny.
Jeden z pasażerów - 71-letni mężczyzna - przed "Pirogowem" zasłabł. Okazało się, że zatrzymało się jego serce. W karetce nie miał kto udzielić mu pomocy. Kierowca podjechał pod izbę przyjęć i zawołał lekarzy. Reanimacja się nie udała, człowiek zmarł.
- Nie słyszałam, żeby kiedykolwiek taki wypadek zdarzył się w Łodzi - mówi dr Janusz Morawski, dyrektor medyczny łódzkiego pogotowia, które od lat oprócz ratowaniem zajmuje się również transportem medycznym. - Przypominam sobie, że kiedy nasze karetki woziły na badania pacjentów z "Madurowicza" często zdarzało się, że lekarze odmawiali zabrania pacjentów stamtąd, bo byli w zbyt ciężkim stanie, żeby narażać ich na transport. Proszę pamiętać, że takie podróże to dla chorego człowieka poważny stres. Przez kilka dni spokojnie leży w łóżku, nagle każą mu wstać, gdzieś iść, po drodze jedzie windą, a na koniec wsiada do karetki rozgrzanej jak piec.
Dyrektor Tyliński zapewnia, że zmarły pacjent do transportu bez obstawy medycznej był zakwalifikowany przez lekarzy. - Przecież gdyby był w ciężkim stanie, nikt by go nie puścił na badania. Nikt nie przewidział, że coś takiego może się wydarzyć - mówi.
A czy nie powinien? - pytamy.
- Jakby człowiek wiedział, że upadnie, usiadłby - odpowiada Tyliński. - Wydarzyła się tragedia i można ją różnie interpretować. Nie wiemy, czy gdyby badanie było w szpitalu, to pacjent dalej by żył. Prosiłem ordynatorów, żeby w czasie upałów ograniczyć wyjazdy na badania. Ale nie mogę ich zabronić.
Przez najbliższe tygodnie - póki kupowanie nowej lampy do rentgena nie skończy się pomyślnie - pacjenci z "Madurowicza" dalej będą jeździć na badania do innego szpitala.
Sprawy zgonu transportowanego pacjenta nikt nie zamierza wyjaśniać. - Rodzina poprosiła o zwolnienie z sekcji zwłok - mówi Tyliński.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów




