Minister broni łódzkiego lekarza oskarżonego przez NFZ

Adam Czerwiński
2010-08-01 , aktualizacja: 01.08.2010 20:54
A A A Drukuj
NFZ niemal zniszczył malutką łódzką przychodnię. W jej obronę angażuje sam wiceminister zdrowia. Żąda ukarania urzędników i zbadania sytuacji w łódzkim oddziale Funduszu.

Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Przychodnia NZOZ Andrzejów. Jeszcze kilkanaście lat temu mały wiejski ośrodek zdrowia pod Łodzią. Miejscowość przyłączono do miasta, a w 2000 roku przychodnię sprywatyzowano. Właścicielem został dr Józef Sulmowski, lekarz związany z ośrodkiem od 30 lat. Przychodnię przejął z personelem i pacjentami - miał kilka tysięcy podpisów mieszkańców Andrzejowa, którzy deklarowali, że chcą się leczyć w ośrodku.

Deklaracje to ważne dokumenty. Na ich podstawie za każdego pacjenta NFZ płaci miesięczną stawkę - dziś to około 8 zł.

Sulmowski: - Dopytywałem w NFZ, czy potrzebne są nowe dokumenty z podpisami pacjentów. Ale nikt w Funduszu nie wiedział. Dlatego na starych kwitach wpisałem nową nazwę przychodni i zaniosłem je do NFZ. Powiedzieli, że może być. I za wszystkich zapisanych płacili jak trzeba.

Po kilku latach NFZ zaczął płacić mniej. Urzędnicy przekonywali go, że z przychodni uciekają pacjenci. Sulmowski zauważył, że ci, którzy rzekomo wypisali się od niego, wciąż przychodzą na wizyty. - Podejrzewałem jakiś przekręt i zawiadomiłem prokuraturę - wspomina.

Śledztwo ciągnęło się kilka miesięcy. W końcu zostało umorzone. Za to do Sulmowskiego przyszła kontrola z NFZ. - Kontrolerzy powiedzieli, że jest odwrotnie, niż myślałem. To znaczy, że nie mnie ktoś robi w konia, tylko ja jestem oszustem - opowiada Sulmowski.

Urzędnicy uznali, że właściciel wyłudza pieniądze z Funduszu, bo każe sobie płacić za pacjentów, którzy rzekomo nie są do niego zapisani. Skąd wzięli taki zarzut? Po prostu przejrzeli deklaracje, które parę lat wcześniej zaakceptowali. Uznali, że są nieważne, bo spisane według nieaktualnego wzorca. To wystarczyło, by zarzucić przestępstwo.

Sulmowski: - Wiedziałem, że zmieniły się zasady wypełniania tych papierów, ale nigdzie nie było napisane, że stare dokumenty trzeba wypełniać od nowa. Zrobiłbym to dla świętego spokoju, choć to wcale nie jest proste. Trzeba by posyłać pracowników do domów pacjentów.

NFZ sprawę potraktował bardzo poważnie. Uznał, że NZOZ-owi Andrzejów nie należą się pieniądze za pacjentów, których deklaracje zakwestionowali urzędnicy, czyli za 80 proc. podopiecznych ośrodka. Kazali Sulmowskiemu oddać większość pieniędzy, które dostawał przez kilka miesięcy przed kontrolą i ogłosili, że teraz będą płacić tylko za tych, których papiery są w porządku.

- Z dnia na dzień urzędnicy puścili mnie z torbami - wspomina Sulmowski. - Dostałem wezwanie do zapłaty 45 tys. zł. Nie miałem tylu pieniędzy, bo dochody spadły mi o 80 proc.

Lekarz pożyczył od znajomych 30 tys. i zapłacił karę. Ale od razu poszedł do sądu. - Wygraliśmy, NFZ musi oddać pieniądze, które zabrał. I to z odsetkami - mówi Katarzyna Fortak-Karasińska, radca prawny, reprezentująca Sulmowskiego. - Przychodnia, która straciła 45 tys., dostanie 60 tys.

Wyszło na to, że Fundusz sam zapłaci za karę, którą nałożył na NZOZ Andrzejów. Ale NFZ ogłosił, że będzie się od wyroku odwoływać.. Nieoczekiwanie w obronie łódzkiego lekarz stanął sam wiceminister zdrowia Marek Twardowski. Wysłał do podległego mu prezesa NFZ bardzo ostre pismo. "Podejmowane przez pracowników Łódzkiego Oddziału NFZ działania (...) naraziły na szwank finanse Oddziału i zmusiły jednego ze świadczeniodawców do trwającego blisko dwa lata dochodzenia jego słusznych praw przed sądem" - pisze Twardowski. "Zwracam się do Pana Prezesa o bezzwłoczne zbadanie sytuacji i ukaranie osób, które przyczyniły się do jej powstania. Mam nadzieję, że kroki podjęte przez Pana Prezesa pozwolą w sposób ostateczny zabezpieczyć przed powtórzeniem w przyszłości (takich) sytuacji."

Sulmowski cieszy się z poparcia ministra i zapowowiada kolejne procesy przeciw NFZ. Kibicują mu lekarze z prywatnych przychodni i cieszą się, że bo przy okazji Twardowski ogłosił, że nie można kwestionować deklaracji spisanych kilkanaście lat temu.

A NFZ? - Nie komentujemy pisma pana ministra - mówi Beata Aszkielaniec, rzeczniczka łódzkiego Funduszu. - Na razie nie wycofujemy z sądu naszej apelacji w sprawie NZOZ Andrzejów.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • Minister broni łódzkiego lekarza oskarżonego pr... jakub.hubert 02.08.10, 13:12

    Szkoda ze Pani Beata Aszkielaniec, rzecnik NFZ nie potrafi skomentowac pisma od wiceministra. Natomiast NFZ potrafil szukac dziury w calym zeby w rezultacie jakas przychodnia popadlw ruine. »

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład