Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęczyny

Adam Czerwiński
2010-07-29 , aktualizacja: 28.07.2010 19:58
A A A Drukuj
Rodzice zrobili dokumentację tego, co zastali w szpitalu Rodzice zrobili dokumentację tego, co zastali w szpitalu
W łazience grzyb, w lampie hodowla roztoczy, meble jak ze śmietnika. W takich warunkach leczą się dzieci na jednym z oddziałów Szpitala im. Biegańskiego.
Rodzice zrobili dokumentację tego, co zastali w szpitalu
Rodzice zrobili dokumentację tego, co zastali w szpitalu
Rodzice zrobili dokumentację tego, co zastali w szpitalu
Rodzice zrobili dokumentację tego, co zastali w szpitalu
Szpital im. Biegańskiego to jedyny w regionie ośrodek specjalizujący się w leczeniu chorób zakaźnych. Dlatego właśnie tu wylądowała kilkunastomiesięczna Julka*, która na wakacjach złapała gronkowca.

Dziewczynka po czterech dniach w szpitalu zdrowa poszła do domu. Wtedy rodzice odetchnęli z ulgą.

- Na lekarzy i pielęgniarki złego słowa nie powiem - mówi tata Julki. - Troszczyli się o nas jak o najbliższą rodzinę. Tylko że cały czas w szpitalu baliśmy się, córeczka złapie jakieś kolejne choróbsko.

Rodzice nie panikowali, że Julka zarazi się od innych chorych dzieci. Spokoju nie dawał im brud panujący w sali ich dziecka.

- Przy suficie pajęczyny, żyrandol z kilkucentymetrową warstwą kurzu wyglądał jak hodowla roztoczy. A już do łazienki strach było wejść. Na szczelinach między kafelkami kwitł grzyb - wylicza ojciec Julki.

Julka została przyjęta do szpitala w nocy, więc jej rodzice myśleli, że z braku wolnych miejsc znaleźli się w od dawna zamkniętej sali i że rano wylądują w normalnym, czystym pomieszczeniu. Mylili się, okazało, że znaleźli się w normalnej izolatce i mają tu zostać przez kilka dni. Kiedy się o tym dowiedzieli, pomyśleli, że pewnie zaraz ktoś wysprząta pomieszczenie. I rzeczywiście, doczekali się sprzątaczki, ale po jej wizycie niewiele się zmieniło.

- Pani ze ścierką wpadła na chwilę. Kilkoma ruchami przetarła kawałek podłogi i już było po sprzątaniu. Każdego dnia "myła" w ten sposób inny kawałek podłogi, ani razu jej szmata nie dotarła w kąty pomieszczenia. Kurzem, pajęczynami i grzybem nie zajęła się ani razu. Nie chciałem być niegrzeczny i nie zwracałem nikomu uwagi. Po cichu przyniosłem z domu miskę i w niej myliśmy dziecko, żeby chociaż nie złapało grzybicy - opowiada wzburzony ojciec.

Nasz Czytelnik zrobił kilka zdjęć oddziału dziecięcego i przysłał je do "Gazety".

- Byłem zdumiony, bo niedawno córeczka była w innym oddziale tego szpitala i było w nim czysto jak w sterylizatorni - mówi. Pytałem więc pielęgniarek, czym się różni jeden oddział od drugiego. Usłyszałem, że tamten, na którym byliśmy wcześniej, jest świeżo po remoncie, a teraz wylądowaliśmy w klinice, która na remont czeka.

Małgorzata Majer, dyrektorka "Biegańskiego": - Rzeczywiście, oddział czeka na remont. Zaplanowaliśmy go na przełom 2012-2013 roku. Bo oddział był już remontowany 10 lat temu. Pierwszeństwo w kolejce do odnowienia mają kliniki, w których nie było remontów od kilkunastu lat. Wiem, że warunki nie są najlepsze, ale przecież w domach też nie zawsze mamy jak muzeach. Mogłabym uchronić pacjentów przed złymi warunkami, zamykając oddział, ale wtedy dzieci musiałyby szukać pomocy w szpitalach poza Łodzią.

Gazeta: Nie trzeba zamykać oddziału, wystarczy w nim posprzątać. Dlaczego tak w nim brudno?

- Sprzątanie na oddziale zlecamy firmie zewnętrznej. Osoba, która kontroluje jej pracę, jest na urlopie. Ale na czystość powinny zwracać uwagę również pielęgniarki. Dlatego natychmiast wyjaśniam sprawę z naczelną pielęgniarką. Na oddział wysyłam szpitalną komisję epidemiologiczną i dział techniczny. Brud i kurz muszą zniknąć. Postaramy się też w miarę możliwości porobić drobne naprawy, tak żeby pomieszczenia nie robiły złego wrażenia. Ale proszę nie oczekiwać cudów. Remontu przyspieszyć nie możemy, ale na pewno posprzątamy.

adam.czerwinski@lodz.agora.pl

* imię dziewczynki zmieniliśmy na prośbę rodziców.



Biedny tak, brudny nie

Oddział dziecięcy w Szpitalu im. Biegańskiego na remont jeszcze trochę poczeka. Trudno. Niech nawet i przez trzy lata szafki, armatura i tynki będą jeszcze bardziej zniszczone niż dziś. Rozumiem. Oddział może być biedny, pod warunkiem że nie będzie brudny.

Podziel się

  • 38 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

  • kościoły budować wszechpastor 29.07.10, 13:48

    szpitale nie potrzebne bo wystarczy wiara jak ziarnko gorczycy by choroby leczyć»

  • Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęc... kasiek-kd 29.07.10, 15:15

    luty 2005 szpital MSWiA oddział dziecięcy,trafiamy tu z kilkudniowym noworodkiem...psuje sie CO przez dobe nie ma żadnego ogrzewania a sa mrozy i nieszczelneokna "ogacone" szmatami, rodzice »

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład