Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęczyny
2010-07-29
, aktualizacja: 28.07.2010 19:58
W łazience grzyb, w lampie hodowla roztoczy, meble jak ze śmietnika. W takich warunkach leczą się dzieci na jednym z oddziałów Szpitala im. Biegańskiego.
ZOBACZ TAKŻE
- Korek zamiast operacji - sukces łódzkich kardiologów (23-09-10, 08:00)
- Było zielono, są hałdy śmieci. Mieszkańcy: "Pomóżcie" (10-08-10, 20:18)
- Ma 24 lata i przeżyła udar. Pomogli jej kardiolodzy (05-08-10, 19:43)
- Pacjent zmarł w karetce w drodze na badanie (02-08-10, 17:57)
- Minister broni łódzkiego lekarza oskarżonego przez NFZ (01-08-10, 20:54)
- Będzie przełom w walce z nielegalnym handlem na uliach? (29-07-10, 16:02)
- Pacjenci wkrótce wrócą do szpitala im. "Korczaka" (27-07-10, 20:05)
- Nowy śmigłowiec Eurocopter startuje do chorych. Zdjęcia (26-07-10, 21:59)
- Łódzki NFZ bez szefa, nerwowo w szpitalach (25-07-10, 20:37)
- Szpital Sterlinga: jak kardiolodzy zlikwidowali kolejkę (23-07-10, 19:58)
- Oddział kardiochirurgii na minusie, bo ratuje dzieci (11-07-10, 09:00)
- Nowy przedmiot dla lekarzy. Jak leczyć umierające dzieci? (23-06-10, 21:43)
Szpital im. Biegańskiego to jedyny w regionie ośrodek specjalizujący się w leczeniu chorób zakaźnych. Dlatego właśnie tu wylądowała kilkunastomiesięczna Julka*, która na wakacjach złapała gronkowca.
Dziewczynka po czterech dniach w szpitalu zdrowa poszła do domu. Wtedy rodzice odetchnęli z ulgą.
- Na lekarzy i pielęgniarki złego słowa nie powiem - mówi tata Julki. - Troszczyli się o nas jak o najbliższą rodzinę. Tylko że cały czas w szpitalu baliśmy się, córeczka złapie jakieś kolejne choróbsko.
Rodzice nie panikowali, że Julka zarazi się od innych chorych dzieci. Spokoju nie dawał im brud panujący w sali ich dziecka.
- Przy suficie pajęczyny, żyrandol z kilkucentymetrową warstwą kurzu wyglądał jak hodowla roztoczy. A już do łazienki strach było wejść. Na szczelinach między kafelkami kwitł grzyb - wylicza ojciec Julki.
Julka została przyjęta do szpitala w nocy, więc jej rodzice myśleli, że z braku wolnych miejsc znaleźli się w od dawna zamkniętej sali i że rano wylądują w normalnym, czystym pomieszczeniu. Mylili się, okazało, że znaleźli się w normalnej izolatce i mają tu zostać przez kilka dni. Kiedy się o tym dowiedzieli, pomyśleli, że pewnie zaraz ktoś wysprząta pomieszczenie. I rzeczywiście, doczekali się sprzątaczki, ale po jej wizycie niewiele się zmieniło.
- Pani ze ścierką wpadła na chwilę. Kilkoma ruchami przetarła kawałek podłogi i już było po sprzątaniu. Każdego dnia "myła" w ten sposób inny kawałek podłogi, ani razu jej szmata nie dotarła w kąty pomieszczenia. Kurzem, pajęczynami i grzybem nie zajęła się ani razu. Nie chciałem być niegrzeczny i nie zwracałem nikomu uwagi. Po cichu przyniosłem z domu miskę i w niej myliśmy dziecko, żeby chociaż nie złapało grzybicy - opowiada wzburzony ojciec.
Nasz Czytelnik zrobił kilka zdjęć oddziału dziecięcego i przysłał je do "Gazety".
- Byłem zdumiony, bo niedawno córeczka była w innym oddziale tego szpitala i było w nim czysto jak w sterylizatorni - mówi. Pytałem więc pielęgniarek, czym się różni jeden oddział od drugiego. Usłyszałem, że tamten, na którym byliśmy wcześniej, jest świeżo po remoncie, a teraz wylądowaliśmy w klinice, która na remont czeka.
Małgorzata Majer, dyrektorka "Biegańskiego": - Rzeczywiście, oddział czeka na remont. Zaplanowaliśmy go na przełom 2012-2013 roku. Bo oddział był już remontowany 10 lat temu. Pierwszeństwo w kolejce do odnowienia mają kliniki, w których nie było remontów od kilkunastu lat. Wiem, że warunki nie są najlepsze, ale przecież w domach też nie zawsze mamy jak muzeach. Mogłabym uchronić pacjentów przed złymi warunkami, zamykając oddział, ale wtedy dzieci musiałyby szukać pomocy w szpitalach poza Łodzią.
Gazeta: Nie trzeba zamykać oddziału, wystarczy w nim posprzątać. Dlaczego tak w nim brudno?
- Sprzątanie na oddziale zlecamy firmie zewnętrznej. Osoba, która kontroluje jej pracę, jest na urlopie. Ale na czystość powinny zwracać uwagę również pielęgniarki. Dlatego natychmiast wyjaśniam sprawę z naczelną pielęgniarką. Na oddział wysyłam szpitalną komisję epidemiologiczną i dział techniczny. Brud i kurz muszą zniknąć. Postaramy się też w miarę możliwości porobić drobne naprawy, tak żeby pomieszczenia nie robiły złego wrażenia. Ale proszę nie oczekiwać cudów. Remontu przyspieszyć nie możemy, ale na pewno posprzątamy.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl
* imię dziewczynki zmieniliśmy na prośbę rodziców.
Biedny tak, brudny nie
Oddział dziecięcy w Szpitalu im. Biegańskiego na remont jeszcze trochę poczeka. Trudno. Niech nawet i przez trzy lata szafki, armatura i tynki będą jeszcze bardziej zniszczone niż dziś. Rozumiem. Oddział może być biedny, pod warunkiem że nie będzie brudny.
Dziewczynka po czterech dniach w szpitalu zdrowa poszła do domu. Wtedy rodzice odetchnęli z ulgą.
- Na lekarzy i pielęgniarki złego słowa nie powiem - mówi tata Julki. - Troszczyli się o nas jak o najbliższą rodzinę. Tylko że cały czas w szpitalu baliśmy się, córeczka złapie jakieś kolejne choróbsko.
Rodzice nie panikowali, że Julka zarazi się od innych chorych dzieci. Spokoju nie dawał im brud panujący w sali ich dziecka.
- Przy suficie pajęczyny, żyrandol z kilkucentymetrową warstwą kurzu wyglądał jak hodowla roztoczy. A już do łazienki strach było wejść. Na szczelinach między kafelkami kwitł grzyb - wylicza ojciec Julki.
Julka została przyjęta do szpitala w nocy, więc jej rodzice myśleli, że z braku wolnych miejsc znaleźli się w od dawna zamkniętej sali i że rano wylądują w normalnym, czystym pomieszczeniu. Mylili się, okazało, że znaleźli się w normalnej izolatce i mają tu zostać przez kilka dni. Kiedy się o tym dowiedzieli, pomyśleli, że pewnie zaraz ktoś wysprząta pomieszczenie. I rzeczywiście, doczekali się sprzątaczki, ale po jej wizycie niewiele się zmieniło.
- Pani ze ścierką wpadła na chwilę. Kilkoma ruchami przetarła kawałek podłogi i już było po sprzątaniu. Każdego dnia "myła" w ten sposób inny kawałek podłogi, ani razu jej szmata nie dotarła w kąty pomieszczenia. Kurzem, pajęczynami i grzybem nie zajęła się ani razu. Nie chciałem być niegrzeczny i nie zwracałem nikomu uwagi. Po cichu przyniosłem z domu miskę i w niej myliśmy dziecko, żeby chociaż nie złapało grzybicy - opowiada wzburzony ojciec.
Nasz Czytelnik zrobił kilka zdjęć oddziału dziecięcego i przysłał je do "Gazety".
- Byłem zdumiony, bo niedawno córeczka była w innym oddziale tego szpitala i było w nim czysto jak w sterylizatorni - mówi. Pytałem więc pielęgniarek, czym się różni jeden oddział od drugiego. Usłyszałem, że tamten, na którym byliśmy wcześniej, jest świeżo po remoncie, a teraz wylądowaliśmy w klinice, która na remont czeka.
Małgorzata Majer, dyrektorka "Biegańskiego": - Rzeczywiście, oddział czeka na remont. Zaplanowaliśmy go na przełom 2012-2013 roku. Bo oddział był już remontowany 10 lat temu. Pierwszeństwo w kolejce do odnowienia mają kliniki, w których nie było remontów od kilkunastu lat. Wiem, że warunki nie są najlepsze, ale przecież w domach też nie zawsze mamy jak muzeach. Mogłabym uchronić pacjentów przed złymi warunkami, zamykając oddział, ale wtedy dzieci musiałyby szukać pomocy w szpitalach poza Łodzią.
Gazeta: Nie trzeba zamykać oddziału, wystarczy w nim posprzątać. Dlaczego tak w nim brudno?
- Sprzątanie na oddziale zlecamy firmie zewnętrznej. Osoba, która kontroluje jej pracę, jest na urlopie. Ale na czystość powinny zwracać uwagę również pielęgniarki. Dlatego natychmiast wyjaśniam sprawę z naczelną pielęgniarką. Na oddział wysyłam szpitalną komisję epidemiologiczną i dział techniczny. Brud i kurz muszą zniknąć. Postaramy się też w miarę możliwości porobić drobne naprawy, tak żeby pomieszczenia nie robiły złego wrażenia. Ale proszę nie oczekiwać cudów. Remontu przyspieszyć nie możemy, ale na pewno posprzątamy.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl
* imię dziewczynki zmieniliśmy na prośbę rodziców.
Biedny tak, brudny nie
Oddział dziecięcy w Szpitalu im. Biegańskiego na remont jeszcze trochę poczeka. Trudno. Niech nawet i przez trzy lata szafki, armatura i tynki będą jeszcze bardziej zniszczone niż dziś. Rozumiem. Oddział może być biedny, pod warunkiem że nie będzie brudny.
- 38 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
kościoły budować
wszechpastor
29.07.10, 13:48
szpitale nie potrzebne bo wystarczy wiara jak ziarnko gorczycy by choroby leczyć»
-
Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęc...
kasiek-kd
29.07.10, 15:15
luty 2005 szpital MSWiA oddział dziecięcy,trafiamy tu z kilkudniowym noworodkiem...psuje sie CO przez dobe nie ma żadnego ogrzewania a sa mrozy i nieszczelneokna "ogacone" szmatami, rodzice »






więcej zdjęć