Wyłudzali kredyty na potęgę. Staną przed sądem
2010-07-23
, aktualizacja: 23.07.2010 16:35
Pół setki osób stanie przed łódzkim sądem w sprawie wyłudzania kredytów na podstawione osoby i przy pomocy sfałszowanych dokumentów. Prokuratura wyliczyła, że wzięli ponad 60 kredytów, których nie zamierzali spłacać
ZOBACZ TAKŻE
- Będzie apelacja w sprawie dziecka uderzonego bejsbolem (07-09-10, 08:00)
- Łodzianin założył firmę po to, aby wyłudzać kredyty (07-08-10, 17:00)
- Znalazłeś dokumenty? Nie przesadzaj z kwotą znaleźnego (27-07-10, 10:00)
- Z sądu: korupcyjny "układ" celników i przedsiębiorców (26-07-10, 10:00)
- Włamywali się do pustych mieszkań i wynosili łupy oknem (23-07-10, 17:25)
- Złodzieje emerytur złapani. Ukradli 140 tysięcy złotych (23-07-10, 14:40)
- Stłuczki były fikcyjne, ale odszkodowania prawdziwe (16-07-10, 16:21)
- Dusił maleńkie dziecko, bo płakało. Stanie przed sądem (14-07-10, 18:40)
- Antyterroryści pomylili mieszkania. Sąd umorzył sprawę (13-07-10, 19:21)
- Proces o gigantyczne wynagrodzenie prawnika do powtórki (13-07-10, 12:44)
Akt oskarżenia, który skierował wydział śledczy łódzkiej Prokuratury Okręgowej, liczy niemal 150 zarzutów. Proces w tej sprawie byłby zapewne długi i żmudny, gdyby nie to, że wszyscy oskarżeni chcą się dobrowolnie poddać karze.
Sprawa jest częścią dużego śledztwa dotyczącego grupy przestępczej, która w kilku miastach województwa łódzkiego zajmowała się wyłudzaniem kredytów samochodowych, hipotecznych, konsumpcyjnych. Zaczęło się od właściciela komisu samochodowego Kazimierza F. Prokuratura ustaliła, że popadł w kłopoty finansowe, dlatego na początku 2004 r. nawiązał kontakt z Agnieszką W. Okazała się osobą energiczną i kontaktową, która z łatwością dogadywała się z pracownikami banków i agencji pośrednictwa kredytowego.
Na początku oboje zabrali się za wyłudzanie kredytów na samochody. Brali je na podstawione osoby, a w fakturach zawyżali wartość aut. Ich apetyty rosły, wiec rozszerzyli działalność o kredyty hipoteczne o znacznie wyższych wartościach. Ale - zdaniem prokuratury - grupa na dobre rozkręciła się, gdy do kierownictwa przyłączyła się Grażyna G.-P.: wtedy wzrosła zarówno liczba kredytów, jak i ich wysokość. Według śledczych to ona zwerbowała osoby, które fałszowały dokumenty oraz nawiązała współpracę z pracownikami agencji kredytowych, dzięki czemu trefne kwity grupy bez trudu przechodziły przez bankowe formalności. Ona także zorganizowała zaciąg figurantów, na których brane były kredyty i dbała o fałszywe zaświadczenia o zatrudnieniu dla nich. Gdy w styczniu 2009 r. policja zatrzymała trzon grupy, to Grażyna G.-P. odgrywała w niej pierwsze skrzypce. Potem w ręce policji wpadły płotki. Wielu z podejrzanych zdecydowało się współpracować z prokuraturą, także osoby ze ścisłego kierownictwa. Pięćdziesiąt osób oznajmiło, że chcą się dogadać z prokuratorem, aby uniknąć procesu. To ich objęto aktem oskarżenia, który właśnie trafił do łódzkiego Sądu Okręgowego.
Większość z 50 oskarżonych ma zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, ale tylko 29-letni Paweł R. odgrywał w niej znaczniejszą rolę, bo odpowiadał za werbunek "słupów" i czerpał z tego korzyści. Z nim prokurator ustalił też najwyższą karę: 4 lata więzienia z zawieszeniem na 8 lat, 230 tys. zł jako grzywna i dwie nawiązki, przepadek ponad 320 tys. zł, bo tyle zarobił na przestępstwie.
Pozostali oskarżeni to figuranci - osoby w trudnej sytuacji finansowej, które za niewielką zapłatę użyczały swoich danych do wyłudzenia kredytów. Jednym z nich był bezrobotny Paweł S., na którego w listopadzie 2008 r. wyłudzono m.in. 265 tys. zł na rzekomy zakup działki budowlanej. Organizatorzy oszustw zabrali go na zakupy do sklepów odzieżowych w Galerii Łódzkiej, aby dobrze prezentował się w banku i u notariusza. Potem wyposażyli go w sfałszowane zaświadczenie, z którego wynikało, że zarabia ponad 4,5 tys. zł. Pieniędzmi z kredytu podzielili się organizatorzy oszustwa. Paweł S. za fatygę dostał około 300 zł.
Sprawa jest częścią dużego śledztwa dotyczącego grupy przestępczej, która w kilku miastach województwa łódzkiego zajmowała się wyłudzaniem kredytów samochodowych, hipotecznych, konsumpcyjnych. Zaczęło się od właściciela komisu samochodowego Kazimierza F. Prokuratura ustaliła, że popadł w kłopoty finansowe, dlatego na początku 2004 r. nawiązał kontakt z Agnieszką W. Okazała się osobą energiczną i kontaktową, która z łatwością dogadywała się z pracownikami banków i agencji pośrednictwa kredytowego.
Na początku oboje zabrali się za wyłudzanie kredytów na samochody. Brali je na podstawione osoby, a w fakturach zawyżali wartość aut. Ich apetyty rosły, wiec rozszerzyli działalność o kredyty hipoteczne o znacznie wyższych wartościach. Ale - zdaniem prokuratury - grupa na dobre rozkręciła się, gdy do kierownictwa przyłączyła się Grażyna G.-P.: wtedy wzrosła zarówno liczba kredytów, jak i ich wysokość. Według śledczych to ona zwerbowała osoby, które fałszowały dokumenty oraz nawiązała współpracę z pracownikami agencji kredytowych, dzięki czemu trefne kwity grupy bez trudu przechodziły przez bankowe formalności. Ona także zorganizowała zaciąg figurantów, na których brane były kredyty i dbała o fałszywe zaświadczenia o zatrudnieniu dla nich. Gdy w styczniu 2009 r. policja zatrzymała trzon grupy, to Grażyna G.-P. odgrywała w niej pierwsze skrzypce. Potem w ręce policji wpadły płotki. Wielu z podejrzanych zdecydowało się współpracować z prokuraturą, także osoby ze ścisłego kierownictwa. Pięćdziesiąt osób oznajmiło, że chcą się dogadać z prokuratorem, aby uniknąć procesu. To ich objęto aktem oskarżenia, który właśnie trafił do łódzkiego Sądu Okręgowego.
Większość z 50 oskarżonych ma zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, ale tylko 29-letni Paweł R. odgrywał w niej znaczniejszą rolę, bo odpowiadał za werbunek "słupów" i czerpał z tego korzyści. Z nim prokurator ustalił też najwyższą karę: 4 lata więzienia z zawieszeniem na 8 lat, 230 tys. zł jako grzywna i dwie nawiązki, przepadek ponad 320 tys. zł, bo tyle zarobił na przestępstwie.
Pozostali oskarżeni to figuranci - osoby w trudnej sytuacji finansowej, które za niewielką zapłatę użyczały swoich danych do wyłudzenia kredytów. Jednym z nich był bezrobotny Paweł S., na którego w listopadzie 2008 r. wyłudzono m.in. 265 tys. zł na rzekomy zakup działki budowlanej. Organizatorzy oszustw zabrali go na zakupy do sklepów odzieżowych w Galerii Łódzkiej, aby dobrze prezentował się w banku i u notariusza. Potem wyposażyli go w sfałszowane zaświadczenie, z którego wynikało, że zarabia ponad 4,5 tys. zł. Pieniędzmi z kredytu podzielili się organizatorzy oszustwa. Paweł S. za fatygę dostał około 300 zł.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień





