Dusił maleńkie dziecko, bo płakało. Stanie przed sądem

amk
2010-07-14 , aktualizacja: 14.07.2010 18:41
A A A Drukuj
Daniel K. nie mógł znieść płaczu swojego pięciomiesięcznego synka. Najpierw tak mocno kołysał wózkiem, aż maluch wypadł na ziemię. Potem na kilka minut wystawił niemowlę na mróz
Sala sądowa
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Sala sądowa
Dziewiętnastolatek stanie przed łódzkim sądem okręgowym, bo łowicka prokuratura oskarżyła go o znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem oraz o narażenie na szwank jego życia i zdrowia. Śledczy ustalili też, że pastwił się nad matką chłopca, gdy była ona w ciąży i nakłaniał ją do aborcji.

Anna K. i Daniel K. zaczęli się spotykać latem 2008 r. Zamieszkali u niego. Wkrótce okazało się, że Anna K. jest w ciąży. Od tego momentu przestało się między nimi układać. Daniel K. nie przyjmował do wiadomości, że dziecko jest jego. Coraz częściej wracał do domu pijany. Do 3-4 miesiąca ciąży nakłaniał partnerkę do jej usunięcia. Gdy odmawiała, bił ją i wyzywał. Do takich awantur dochodziło co najmniej raz w tygodniu.

Jesienią ubiegłego roku Anna K. urodziła synka. Po wyjściu ze szpitala zamieszkała w domu samotnej matki. Pod koniec lutego przeprowadziła się do partnera. Początkowo wszystko było dobrze: Daniel K. nie podnosił na nią ręki, zajmował się synkiem.

Sielanka trwała tylko dwa tygodnie. 13 marca Daniel K. wrócił do domu pijany. Był wściekły, że synek płacze. Zaczął się awanturować. Gdy matka na chwilę wyszła do kuchni, zaczął tak mocno bujać głębokim wózkiem, aż dziecko wypadło na podłogę. Potem wystawił wózek z chłopcem na podwórze. Był wtedy mróz i padał śnieg, a malec był ubrany tylko w body, sweterek, rajtuzki i spodenki.

Anna K. po kilku minutach zauważyła, co się stało i zabrała chłopca do domu. Ale maluch nie przestawał płakać. Daniel K. podszedł wtedy do niego i przez minutę zakrywał mu usta. Dziecko wciąż płakało, a wtedy ojciec z całej siły uderzył go w głowę. Chłopczyk zwymiotował.

Wtedy Anna K. zebrała synka i uciekła z nim do mieszkającego w pobliżu brata oskarżonego. Do ich domu przyjechała policja, a ona trafiła z dzieckiem do szpitala.

Chłopiec przez kilka dni był na oddziale chirurgii. Na potrzeby śledztwa zbadał go biegły medyk. Orzekł, że uderzenie w głowę tak małego dziecka mogło spowodować wstrząśnienie mózgu, a zakrywanie ręką ust - niedotlenienie mózgu, a nawet śmierć.

K. przyznał się do winy. Wyjaśnił, że szczegółów zdarzenia nie pamięta, bo był mocno pijany. Jego także zbadał lekarz - psychiatra. Orzekł, że jest zdrowy psychicznie, ale uzależniony od alkoholu. Jeśli trafi do więzienia, winien być leczony odwykowo.

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład