Młodzi socjaliści: Jeśli nie osiedle socjalne, to co?

Rozmawiały Joanna Blewąska i Agnieszka Urazińska
2010-07-12 , aktualizacja: 12.07.2010 16:04
A A A Drukuj
Do redakcji przyszedł list: "Młodzi Socjaliści stanowczo sprzeciwiają się pomysłom stworzenia w Łodzi osiedla kontenerów mającego stanowić rozwiązanie problemu niedoboru mieszkań socjalnych. (...) Apelujemy do władz miasta o porzucenie pomysłów związanych z utworzeniem w naszym mieście kolejnego skupiska skrajnej biedy".

Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
"Koncentrowanie w jednym miejscu osób niezaradnych życiowo jest świadomym tworzenie getta, społecznej bomby zegarowej z opóźnionym zapłonem" - piszą Młodzi Socjaliści. I jeszcze: "Zdajemy sobie sprawę, jak poważnym problemem dla rozwoju miasta jest zadłużenie jego mieszkańców i brak możliwości regularnego opłacania czynszu. Sprzeciwiamy się jednak sprowadzaniu wszystkich biednych rodzin do wspólnego mianownika "nierobów" i "patologii"." Postanowiłyśmy dopytać przedstawiciela organizacji o powody prostestu.

Joanna Blewąska, Agnieszka Urazińska: - Co macie przeciwko osiedlom socjalnym?

Jakub Klimczak, sekretarz okręgowy Młodych Socjalistów w Łodzi: - Bo takich rzeczy się nie robi. To getta biedy. Zamykanie ludzi w blaszanych puszkach to dla nich tragedia. W barakach zimą jest przeraźliwie zimno, a latem zamieniają się one w saunę. Tam nie sposób mieszkać. Takie rozwiązanie to nie polityka społeczna, tylko pozbycie się problemu.

A rozwiązanie z Aleksandrowa Łódzkiego? Tam z osiedla socjalnego urzędnicy są dumni, a mieszkańcy zadowoleni, że mogą tam mieszkać. Zna Pan to miejsce?

Tak się składa, że sam jestem z Aleksandrowa Łódzkiego i muszę przyznać, że rzeczywiście nienajgorzej się to sprawdza. Ale to nie są najzwyklejsze kontenery, tylko inne budowle o wyższym standardzie. Poza tym, jak mówią urbaniści i socjologowie, zupełnie inną historią jest zbudowanie takiego osiedla w małym miasteczku, gdzie ludzie się znają, istnieją jakieś więzi społeczne, więc mieszkańcy nie czują się wykluczeni. Za to podobne rozwiązanie zastosowane w dużych miastach - gdzie jest anonimowość i brak więzi - wygląda zupełnie inaczej. Gdyby miały tam być przesiedlone osoby z marginesu, osiedle stałoby się skupiskiem patologii, a ci ludzie nie mieliby motywacji do poprawienia swojej życiowej sytuacji.

Władze Łodzi nie wykluczają stworzenia osiedla socjalnego, ale nie mają konkretnych planów. Nikt nie mówi, że to mają być brzydkie baraki. Może łódzkie osiedle przypominałoby to z Aleksandrowa. Czy nie za wcześnie na protesty?

Mamy jak najgorsze przeczucia i wiemy, że Platforma Obywatelska jest zdolna do nieludzkich pomysłów. Na tej podstawie domyślam się, że miałoby to być osiedle zbudowane jak najtańszym kosztem, gdzie panowałyby złe warunki.

W Aleksandrowie warunki są dobre. Tak dobre, że mimo prowadzonej aktywizacji zawodowej i pomocy psychologa, przez dwa lata nikt nie próbował się stamtąd wyrwać, przejść na swoje. To chyba też niedobrze.

Może program aktywizacji nie jest tam prowadzony wystarczająco dobrze. Nie wiem, bo nie znam szczegółów. Ale jestem przekonany, że jeśli stworzyć ludziom warunki dramatyczne, to zupełnie stracą motywację i wolę walki.

To co radzicie robić, żeby nie dyskryminować i motywować, a jednocześnie - ratować łódzkie kamienice?

Można by stworzyć specjalny program, w którym mieszkańcy zalegający z czynszami sami budowaliby dla siebie domy. Albo jeszcze lepiej - remontowali zaniedbane mieszkania, na przykład pustostany w łódzkich kamienicach. Trzeba by oczywiście przeszkolić ich, dać materiały i nadzorować, jak sobie radzę. To pewnie byłoby dość kosztowne rozwiązanie, ale przyniosłoby efekt.

Tyle, że wyremontowanie pustostanu w kamienicy nie wystarczy. Te budynki wymagają generalnego remontu.

No właśnie. Stąd zjawisko opróżniania centrów miast, przenoszenia biednych ludzi na przedmieścia, tak żeby śródmieścia stały się miejscami dla bogatych. To tworzy potężne podziały społeczne. Jestem przeciwny takiemu podejściu do sprawy.

Ale mieszkaniowi dłużnicy nie mogą sobie pozwolić na generalne remonty budynków. Nie stać ich na wysoki czynsz, który pokryłby takie prace. A bogaci mogą kamienice uratować. Więc lepiej nie wyprowadzać biednych i czekać, aż kamienice się rozpadną?

Ja też jestem fanem łódzkiej zabudowy i smuci mnie, gdy kolejne obiekty są rozbierane. Ale przesiedlanie biedoty na peryferie problemu nie rozwiąże. Lepiej zainwestować w rozwój młodego pokolenia, żeby wyrwało się z biedy.

Podziel się

  • 46 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład