Pomysł na dłużników - baraki. Wcale nie takie straszne
2010-07-06
, aktualizacja: 06.07.2010 22:28
Getto biedy w Aleksandrowie Łódzkim? - My wolimy nazywać to enklawą - mówią urzędnicy. - A nam tu dobrze - dodają mieszkańcy socjalnego osiedla
ZOBACZ TAKŻE
- Niszczejące kamienice. Zróbmy z tym coś wreszcie! (19-07-10, 10:00)
- Młodzi socjaliści: Jeśli nie osiedle socjalne, to co? (12-07-10, 16:04)
- Wysiedlać dłużników z centrum? Tak, ale nie na bruk (14-07-10, 08:00)
Łódź od lat boryka się z problemami mieszkaniowymi. Z jednej strony brakuje lokali socjalnych, a wielu najemców notorycznie zalega z czynszem. Z drugiej - kamienice się rozsypują, remontować nie ma za co, nie ma też gdzie przenieść mieszkańców. Czy rozwiązaniem może być budowa specjalnych osiedli socjalnych? W magistracie nie wykluczają takiej możliwości. A my znalazłyśmy taki model tuż pod Łodzią.
Jest dach nad głową - nie jest źle
Osiedle socjalne w Aleksandrowie Łódzkim. Kremowe, piętrowe budynki są skromne, ale czyste. Wyglądają porządnie. Prowadzi do nich droga z kostki, jest też mini plac zabaw z drabinkami i huśtawką. Z boku stoją w rzędzie blaszane komórki. Gromadka dzieci bawi się na trawie, jakiś mężczyzna wygrzewa się na tarasie. Z okna wygląda pani Krystyna. - Od dwóch lat tu mieszkam, bo po udarze nie byłam w stanie palić w piecu. Trochę tu ciasno i niektórzy sąsiedzi nie dbają o korytarze. Ale mam nad głową dach, niski czynsz i węgla nie trzeba nosić. Nie jest źle - mówi.
Pomysł stworzenia osiedla narodził się 2006. - Mieliśmy sporo lokatorów-dłużników i brak sposobu na rozwiązanie problemu. Wiedzieliśmy, że w Hamburgu radzą sobie tworząc specjalne osiedla. Nasza delegacja tam pojechała i wróciła przekonana do pomysłu - mówi Krystyna Buda-Sowa, rzecznik burmistrza Aleksandrowa.
A jaki to pomysł? - Domy z gotowych elementów. Muszą oczywiście spełniać wymogi polskiego prawa budowlanego - mówi Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa. - Są ocieplone, ogrzewane gazem. Nie ukrywam, że jednym z podstawowych kryteriów była atrakcyjna cena tego rozwiązania.
Za 800 tysięcy złotych udało się przygotować dwa piętrowe domy. Większość lokali to kilkunastometrowe pokoje - na dwa przypada wspólna kuchnia i łazienka w korytarzu. Tam trafili lokatorzy bez rodzin. Są też dwupokojowe mieszkania, dla rodzin z dziećmi.
Na osiedlu wygospodarowano w sumie 29 mieszkań. Do użytku zostały one oddane dwa lata temu. Wprowadzili się tam trudni lokatorzy, którzy nie płacili czynszu, byli w trudnej sytuacji materialnej. Jak zapewniają w aleksandrowskim urzędzie, mieszkańcy nie protestowali przeciwko "trudnym" sąsiadom. - Pewnie dzięki temu, że została wybrana dobra lokalizacja - mówi Buda-Sowa. Z jednej strony socjalnych domów jest myjnia samochodowa, z drugiej garaże, w pobliżu sporo zieleni, osiedle czteropiętrowców po drugiej stronie ulicy.
Budynki to dopiero początek. Dla wprowadzających się tam ludzi przygotowano specjalny program. - Jest klub mieszkańców, klub integracji społecznej. Dorośli uczą się na przykład jak starać się o pracę. Dla dzieci przygotowaliśmy świetlicę, gdzie spotykają się z psychologiem, nadrabiają zaległości szkolne. To swoisty eksperyment, który się sprawdza. Żadne z tych dzieci nie zostało na drugi rok w tej samej klasie, a to sukces - ocenia burmistrz Lipiński.
Za mieszkania trzeba płacić - po 92 grosze za metr i opłaty za media. Buda-Sowa: - Większość płaci, bo ma zasiłki. Widzimy też, że starają się dbać o to miejsce. Nie mówię, że nie piją, ale wandalizmu nie ma.
Marek Osiewalski z Ośrodka Pomocy Społecznej pracuje z mieszkańcami osiedla: - Największym sukcesem byłoby, gdyby ludzie z czasem stawali na własnych nogach i przenosili się do mieszkań komunalnych. Na razie nikomu się to jeszcze nie udało. Ale cztery osoby mają już prace dorywcze, a dwie pracują przy robotach publicznych.
Odpracuj dług lub idź do baraków
Okazuje się, że o barakach dla trudnych lokatorów myśli wiele polskich miast. Białystok już zabierał się do budowy, ale na drodze stanęli mieszkańcy sąsiadujących z "gettem" domków. - Bardzo bali się koncentracji dłużników - opowiada Beata Kołakowska z biura prasowego Białegostoku. Miasto wyprowadza najuboższych z centrum, na obrzeżach postawiło dwa socjalne bloki. Trafiły tam rodziny w najtrudniejszej sytuacji materialnej. - Tu protestów nie było - mówi. Do baraków trafić jednak mieli głównie mężczyźni, często z problemami alkoholowymi. - I tu już sprzeciw był wielki. Podobnie było w Szczecinie, który wytypował cztery lokalizacje. Dwie okazały się nieopłacalne. - Musielibyśmy ciągnąć media. Budowa baraków byłaby zbyt droga - wyjaśnia Tomasz Klek z biura prasowego Urzędu Miasta w Szczecinie. Dwa pozostałe grunty miały już prąd i wodę. - Niestety, bardzo protestowali okoliczni mieszkańcy. Opór był tak wielki, że nie mogliśmy go przełamać - wspomina. Twierdzi jednak, że z pomysłu nie zrezygnowano, tylko odłożono go na później. Miasto szuka innych terenów. Do skutku. - Nie mamy wyjścia, my też mamy dłużników w kamienicach w centrum miasta - mówi. Do baraków trafią lokatorzy z zaległościami, ale ci, którzy nie mają chęci poprawy. - By trafnie wytypować, rozpoczęliśmy program "odpracuj dług" - opowiada Klek. Dłużnicy miasta mają szansę odrobić część zaległości sprzątając ulice, kosząc trawę w miejskich parkach. - Tych, którzy odmówią, z czystym sumieniem będziemy kierować do baraków. Dla innych to będzie jasny sygnał: dajemy szansę. Ale jeśli jej nie przyjmujesz, nie możesz mieszkać "za darmo" tam, gdzie chcesz - mówi Klek. O barakach mówiły też Pabianice, ale pojawiły się trudności. - Dlatego, że nie stać nas na razie na inwestycje - wyjaśnia Małgorzata Biegajło, wiceprezydent miasta. Gdy miasto wyjdzie z dołka (dziś spłaca długi szpitala - red.), musi wrócić do tematu baraków. - Miejscy lokatorzy zalegają nam na 6 milionów złotych. Jak tu mówić o remontach budynków? - mówi pani wiceprezydent.
Joanna Blewąska
Agnieszka Urazińska
Jest dach nad głową - nie jest źle
Osiedle socjalne w Aleksandrowie Łódzkim. Kremowe, piętrowe budynki są skromne, ale czyste. Wyglądają porządnie. Prowadzi do nich droga z kostki, jest też mini plac zabaw z drabinkami i huśtawką. Z boku stoją w rzędzie blaszane komórki. Gromadka dzieci bawi się na trawie, jakiś mężczyzna wygrzewa się na tarasie. Z okna wygląda pani Krystyna. - Od dwóch lat tu mieszkam, bo po udarze nie byłam w stanie palić w piecu. Trochę tu ciasno i niektórzy sąsiedzi nie dbają o korytarze. Ale mam nad głową dach, niski czynsz i węgla nie trzeba nosić. Nie jest źle - mówi.
Pomysł stworzenia osiedla narodził się 2006. - Mieliśmy sporo lokatorów-dłużników i brak sposobu na rozwiązanie problemu. Wiedzieliśmy, że w Hamburgu radzą sobie tworząc specjalne osiedla. Nasza delegacja tam pojechała i wróciła przekonana do pomysłu - mówi Krystyna Buda-Sowa, rzecznik burmistrza Aleksandrowa.
A jaki to pomysł? - Domy z gotowych elementów. Muszą oczywiście spełniać wymogi polskiego prawa budowlanego - mówi Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa. - Są ocieplone, ogrzewane gazem. Nie ukrywam, że jednym z podstawowych kryteriów była atrakcyjna cena tego rozwiązania.
Za 800 tysięcy złotych udało się przygotować dwa piętrowe domy. Większość lokali to kilkunastometrowe pokoje - na dwa przypada wspólna kuchnia i łazienka w korytarzu. Tam trafili lokatorzy bez rodzin. Są też dwupokojowe mieszkania, dla rodzin z dziećmi.
Na osiedlu wygospodarowano w sumie 29 mieszkań. Do użytku zostały one oddane dwa lata temu. Wprowadzili się tam trudni lokatorzy, którzy nie płacili czynszu, byli w trudnej sytuacji materialnej. Jak zapewniają w aleksandrowskim urzędzie, mieszkańcy nie protestowali przeciwko "trudnym" sąsiadom. - Pewnie dzięki temu, że została wybrana dobra lokalizacja - mówi Buda-Sowa. Z jednej strony socjalnych domów jest myjnia samochodowa, z drugiej garaże, w pobliżu sporo zieleni, osiedle czteropiętrowców po drugiej stronie ulicy.
Budynki to dopiero początek. Dla wprowadzających się tam ludzi przygotowano specjalny program. - Jest klub mieszkańców, klub integracji społecznej. Dorośli uczą się na przykład jak starać się o pracę. Dla dzieci przygotowaliśmy świetlicę, gdzie spotykają się z psychologiem, nadrabiają zaległości szkolne. To swoisty eksperyment, który się sprawdza. Żadne z tych dzieci nie zostało na drugi rok w tej samej klasie, a to sukces - ocenia burmistrz Lipiński.
Za mieszkania trzeba płacić - po 92 grosze za metr i opłaty za media. Buda-Sowa: - Większość płaci, bo ma zasiłki. Widzimy też, że starają się dbać o to miejsce. Nie mówię, że nie piją, ale wandalizmu nie ma.
Marek Osiewalski z Ośrodka Pomocy Społecznej pracuje z mieszkańcami osiedla: - Największym sukcesem byłoby, gdyby ludzie z czasem stawali na własnych nogach i przenosili się do mieszkań komunalnych. Na razie nikomu się to jeszcze nie udało. Ale cztery osoby mają już prace dorywcze, a dwie pracują przy robotach publicznych.
Odpracuj dług lub idź do baraków
Okazuje się, że o barakach dla trudnych lokatorów myśli wiele polskich miast. Białystok już zabierał się do budowy, ale na drodze stanęli mieszkańcy sąsiadujących z "gettem" domków. - Bardzo bali się koncentracji dłużników - opowiada Beata Kołakowska z biura prasowego Białegostoku. Miasto wyprowadza najuboższych z centrum, na obrzeżach postawiło dwa socjalne bloki. Trafiły tam rodziny w najtrudniejszej sytuacji materialnej. - Tu protestów nie było - mówi. Do baraków trafić jednak mieli głównie mężczyźni, często z problemami alkoholowymi. - I tu już sprzeciw był wielki. Podobnie było w Szczecinie, który wytypował cztery lokalizacje. Dwie okazały się nieopłacalne. - Musielibyśmy ciągnąć media. Budowa baraków byłaby zbyt droga - wyjaśnia Tomasz Klek z biura prasowego Urzędu Miasta w Szczecinie. Dwa pozostałe grunty miały już prąd i wodę. - Niestety, bardzo protestowali okoliczni mieszkańcy. Opór był tak wielki, że nie mogliśmy go przełamać - wspomina. Twierdzi jednak, że z pomysłu nie zrezygnowano, tylko odłożono go na później. Miasto szuka innych terenów. Do skutku. - Nie mamy wyjścia, my też mamy dłużników w kamienicach w centrum miasta - mówi. Do baraków trafią lokatorzy z zaległościami, ale ci, którzy nie mają chęci poprawy. - By trafnie wytypować, rozpoczęliśmy program "odpracuj dług" - opowiada Klek. Dłużnicy miasta mają szansę odrobić część zaległości sprzątając ulice, kosząc trawę w miejskich parkach. - Tych, którzy odmówią, z czystym sumieniem będziemy kierować do baraków. Dla innych to będzie jasny sygnał: dajemy szansę. Ale jeśli jej nie przyjmujesz, nie możesz mieszkać "za darmo" tam, gdzie chcesz - mówi Klek. O barakach mówiły też Pabianice, ale pojawiły się trudności. - Dlatego, że nie stać nas na razie na inwestycje - wyjaśnia Małgorzata Biegajło, wiceprezydent miasta. Gdy miasto wyjdzie z dołka (dziś spłaca długi szpitala - red.), musi wrócić do tematu baraków. - Miejscy lokatorzy zalegają nam na 6 milionów złotych. Jak tu mówić o remontach budynków? - mówi pani wiceprezydent.
Joanna Blewąska
Agnieszka Urazińska
- 27 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Jesli tak maja wygladac "baraki"...
jakub.hubert
07.07.10, 01:05
... to ok. Ale barak kojarzy sie jednak z czyms innym. Oby w Łodzi nie pojawily sie te "prawdziwe" baraki. Ale kopiowac dobre rozwiazania to nie wstyd!»
-
Re: Pomysł na dłużników - baraki. Wcale nie takie
gangusek
07.07.10, 09:43
Jeszcze niedobrze? Zdajesz sobie sprawę, że wielu ciężko pracujących ludzi niemieszka lepiej płacąc za siebie? I co gorsza fiskus wyrywa im to co ciężkowypracowali żeby dać takim ludziom za »
-
Baraki tak, ale nie za moje pieniądze !!!
pontrikontri
07.07.10, 12:46
Jestem za, aby pijaństwo, menelia i zasiłkowcy wylądowali na przedmieściach dobaraków, ale muszą na to zarobić !!!»
Najczęściej czytane24 htydzień





