Czego nie wolno homoseksualiście? - debata o tolerancji
2010-06-27
, aktualizacja: 27.06.2010 19:36
Czy może przyjść do szkoły na spotkanie z młodzieżą w Środę Popielcową? - Lepiej niech przyjdzie w czwartek - stwierdziła jedna z uczestniczek debaty o tolerancji.
ZOBACZ TAKŻE
- Nauczycielka IX LO: Jestem lesbijką i już nie uczę (04-09-10, 19:30)
- Debata: Czyja jest szkoła i po co w ogóle jest? (21-04-10, 08:00)
- Wylecą ze szkoły za zdjęcia, na których się obejmują? (30-03-10, 09:22)
Małą Literę - księgarnię przy ul. Nawrot - wypełnili w piątek wieczorem uczniowie, studenci, rodzice. Pretekstem był poruszający tekst Marty Konarzewskiej* z IX LO opublikowany w "Gazecie" pt. "Jestem nauczycielką i jestem lesbijką". Konarzewska wyznała w nim, że latami ukrywała orientację seksualną ze strachu przed reakcją dyrekcji, innych nauczycieli, uczniów.
Zobacz tekst Marty Konarzewskiej
- Czy rzeczywiście szkoła zaszczepia homofobię? - rozpoczął debatę Wojciech Makowski z Amnesty International.
- Chciałam dotknąć kołtuństwa, mechanizmów kształtowania norm w szkole, ale i ogólnie w społeczeństwie - mówiła Konarzewska. Opowiadała, jak - będąc już nauczycielką - jeździła na parady równości, w których uczestniczyła też jedna z jej uczennic. Pani Marta bała się, że ktoś zrobi jej tam zdjęcie. Albo gorzej - na zdjęciu będzie z uczennicą.
Przytoczyła słowa jednej z koleżanek nauczycielek, która - już po głośnej publikacji - miała powiedzieć: "Jeśli Marta ma problem, to powinna się leczyć, a nie obwiniać szkołę".
Mariusz Kurc z Kampanii przeciw Homofobii dziękował Konarzewskiej za tekst w "Gazecie". Ubolewał, że o problemie mówi się tylko wtedy, gdy ktoś pobije geja w bramie. A pani Marta pokazała homofobię miękką, dla "normalnej" większości często niewidoczną, ale dla homoseksualistów równie upokarzającą.
- Seksualność powinna być sprawą prywatną. Po co ją manifestować? - zapytała z pretensją starsza pani. Chwilę wcześniej powiedziała, że jest matką homoseksualisty. - Ale orientacja jest tylko drobną cząstką syna, są ważniejsze rzeczy.
- Chciałabym, by orientacja była moją prywatną sprawą, ale inni mi na to nie pozwalają - odparła nauczycielka z "dziewiątki". Ubolewała, że w szkole odzywa się do niej już tylko kilka osób (z dorosłych) i nawet herbatę robi sobie w kantorku woźnych. - Dla pani orientacja syna jest jego cząstką, ale dla społeczeństwa czymś poważniejszym - żałowała. Jeden z uczestników debaty opowiedział o homoseksualiście z Kampanii przeciw Homofobii, któremu nie pozwolono spotkać się z młodzieżą w szkole, bo była Środa Popielcowa. - I słusznie - stwierdziła ta sama starsza kobieta. - Powinien uszanować wrażliwość większości, dla której ten dzień jest świętem, i przyjść w czwartek.
W księgarni zawrzało. - Nie mogę i nie chcę szanować wrażliwości, według której ma mnie nie być - odpowiedział ktoś z sali. Dostał brawa. Ktoś inny przypomniał, że Środa Popielcowa jest świętem kościelnym, nie szkolnym, a szkoła jest przestrzenią publiczną.
- Homoseksualista jest pełnoprawnym obywatelem, dlatego może przyjść wszędzie i zawsze - stwierdził Mariusz Kurc. A pozostali uczestnicy debaty zgodzili się, że taki precedens z jednej strony utrwaliłby przekonanie o specjalnych prawach Kościoła, a z drugiej - o mniejszych prawach gejów i lesbijek. Nie tylko w szkole.
Jak walczyć z dyskryminacją? Ktoś powiedział, że homofobów trzeba karać. Ktoś inny, że lepiej zawstydzać. Jeszcze ktoś, że edukować. Albo odważnie - jak pani Marta - publicznie ujawniać przynależność do mniejszości.
Sylwester wyglądający na studenta zauważył, że problem nie zniknie, dopóki nie zmieni się nasza mentalność: - Co z tego, że prawo pozwala karać za wyzywanie kogoś od lesby czy pedała, skoro ta lesbijka nie pójdzie na komisariat, bo wie, że policjant ją wyśmieje, a prokurator sprawę umorzy.
- Marto, gdy decydowałaś się zostać nauczycielką, wiedziałaś, że tak to się skończy? - zapytał prowadzący debatę.
- Nie. Wiedziałam, że uwielbiam uczyć i nadal chcę to robić. Niestety, jako osoba homoseksualna wielu rzeczy w szkole nie mogę powiedzieć. Np., że byłam na grillu ze swoją dziewczyną, gdy inne nauczycielki ględzą, co robiły w weekend ze swoimi mężami i dziećmi - odpowiedziała.
Mariusz Kurc powiedział, że szkoła będzie tolerancyjna wtedy, gdy pani Marta będzie mogła poględzić w niej o grillu z dziewczyną. - I szkoła może być tolerancyjna. Wiem, bo do takiej chodziłam - stwierdziła optymistycznie młoda kobieta, homoseksualistka.
marcin.markowski@lodz.agora.pl
* Marta Konarzewska - ur. w 1977 r., skończyła filologię polską na UŁ i podyplomowe gender studies. Pracuje nad doktoratem o literaturze feministycznej. Wicenaczelna magazynu lesbijsko-feministycznego "Furia". Pisze książkę "Zakazane miłości" o nienormatywnych relacjach erotycznych (wraz z Piotrem Pacewiczem)
Zobacz tekst Marty Konarzewskiej
- Czy rzeczywiście szkoła zaszczepia homofobię? - rozpoczął debatę Wojciech Makowski z Amnesty International.
- Chciałam dotknąć kołtuństwa, mechanizmów kształtowania norm w szkole, ale i ogólnie w społeczeństwie - mówiła Konarzewska. Opowiadała, jak - będąc już nauczycielką - jeździła na parady równości, w których uczestniczyła też jedna z jej uczennic. Pani Marta bała się, że ktoś zrobi jej tam zdjęcie. Albo gorzej - na zdjęciu będzie z uczennicą.
Przytoczyła słowa jednej z koleżanek nauczycielek, która - już po głośnej publikacji - miała powiedzieć: "Jeśli Marta ma problem, to powinna się leczyć, a nie obwiniać szkołę".
Mariusz Kurc z Kampanii przeciw Homofobii dziękował Konarzewskiej za tekst w "Gazecie". Ubolewał, że o problemie mówi się tylko wtedy, gdy ktoś pobije geja w bramie. A pani Marta pokazała homofobię miękką, dla "normalnej" większości często niewidoczną, ale dla homoseksualistów równie upokarzającą.
- Seksualność powinna być sprawą prywatną. Po co ją manifestować? - zapytała z pretensją starsza pani. Chwilę wcześniej powiedziała, że jest matką homoseksualisty. - Ale orientacja jest tylko drobną cząstką syna, są ważniejsze rzeczy.
- Chciałabym, by orientacja była moją prywatną sprawą, ale inni mi na to nie pozwalają - odparła nauczycielka z "dziewiątki". Ubolewała, że w szkole odzywa się do niej już tylko kilka osób (z dorosłych) i nawet herbatę robi sobie w kantorku woźnych. - Dla pani orientacja syna jest jego cząstką, ale dla społeczeństwa czymś poważniejszym - żałowała. Jeden z uczestników debaty opowiedział o homoseksualiście z Kampanii przeciw Homofobii, któremu nie pozwolono spotkać się z młodzieżą w szkole, bo była Środa Popielcowa. - I słusznie - stwierdziła ta sama starsza kobieta. - Powinien uszanować wrażliwość większości, dla której ten dzień jest świętem, i przyjść w czwartek.
W księgarni zawrzało. - Nie mogę i nie chcę szanować wrażliwości, według której ma mnie nie być - odpowiedział ktoś z sali. Dostał brawa. Ktoś inny przypomniał, że Środa Popielcowa jest świętem kościelnym, nie szkolnym, a szkoła jest przestrzenią publiczną.
- Homoseksualista jest pełnoprawnym obywatelem, dlatego może przyjść wszędzie i zawsze - stwierdził Mariusz Kurc. A pozostali uczestnicy debaty zgodzili się, że taki precedens z jednej strony utrwaliłby przekonanie o specjalnych prawach Kościoła, a z drugiej - o mniejszych prawach gejów i lesbijek. Nie tylko w szkole.
Jak walczyć z dyskryminacją? Ktoś powiedział, że homofobów trzeba karać. Ktoś inny, że lepiej zawstydzać. Jeszcze ktoś, że edukować. Albo odważnie - jak pani Marta - publicznie ujawniać przynależność do mniejszości.
Sylwester wyglądający na studenta zauważył, że problem nie zniknie, dopóki nie zmieni się nasza mentalność: - Co z tego, że prawo pozwala karać za wyzywanie kogoś od lesby czy pedała, skoro ta lesbijka nie pójdzie na komisariat, bo wie, że policjant ją wyśmieje, a prokurator sprawę umorzy.
- Marto, gdy decydowałaś się zostać nauczycielką, wiedziałaś, że tak to się skończy? - zapytał prowadzący debatę.
- Nie. Wiedziałam, że uwielbiam uczyć i nadal chcę to robić. Niestety, jako osoba homoseksualna wielu rzeczy w szkole nie mogę powiedzieć. Np., że byłam na grillu ze swoją dziewczyną, gdy inne nauczycielki ględzą, co robiły w weekend ze swoimi mężami i dziećmi - odpowiedziała.
Mariusz Kurc powiedział, że szkoła będzie tolerancyjna wtedy, gdy pani Marta będzie mogła poględzić w niej o grillu z dziewczyną. - I szkoła może być tolerancyjna. Wiem, bo do takiej chodziłam - stwierdziła optymistycznie młoda kobieta, homoseksualistka.
marcin.markowski@lodz.agora.pl
* Marta Konarzewska - ur. w 1977 r., skończyła filologię polską na UŁ i podyplomowe gender studies. Pracuje nad doktoratem o literaturze feministycznej. Wicenaczelna magazynu lesbijsko-feministycznego "Furia". Pisze książkę "Zakazane miłości" o nienormatywnych relacjach erotycznych (wraz z Piotrem Pacewiczem)
- 386 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
19 głosów
-
Czego nie wolno homoseksualiście? - debata o to...
nabuz77
28.06.10, 11:52
homoseksualiście wolno wszystko a przedewszystkim wolno i powinien się leczyć»
-
Czego nie wolno homoseksualiście? - debata o to...
m1r4640
28.06.10, 20:13
Z tej calej kilkudniowej prowokacyjnej pseudodyskusji nasuwa sie wniosek , ze gdybyscie mieli wladze to stworzylibyscie obozy dla normalnych. W obozach tych bylaby pewnie prowadzona »
-
Czego nie wolno homoseksualiście? - debata o to...
ulther
29.06.10, 15:43
NO to nie bylo;)»




