Nowy przedmiot dla lekarzy. Jak leczyć umierające dzieci?
2010-06-23
, aktualizacja: 23.06.2010 21:43
Łódzcy studenci medycyny jako pierwsi w Polsce uczą dziecięcej medycyny paliatywnej. Bardzo chwalą sobie nowy przedmiot.
ZOBACZ TAKŻE
- Minister chce nowego przedmiotu w szkołach - podstawy prawa. Rusza pilotażowy program (27-08-10, 13:37)
- Biegański: na oddziale dla dzieci grzyb i pajęczyny (29-07-10, 10:00)
- Oddział kardiochirurgii na minusie, bo ratuje dzieci (11-07-10, 09:00)
- Da Vinci w służbie ginekologii. Lekarze niepotrzebni? (26-06-10, 23:48)
Medycyna paliatywna to nauka o tym, jak przynosić ulgę w cierpieniu nieuleczalnie chorym. W większości uczelni medycznych jest kilka godzin zajęć z tego przedmiotu. Studenci dowiadują się na nich, jak postępować z chorymi na raka, albo z pacjentami w podeszłym wieku. O nieuleczalnie chorych dzieciach z reguły nie ma ani słowa.
- Większość lekarzy nie zetknie się z nimi, ale ci, którzy wybiorą pediatrię, wcześniej czy później mają potężny problem - mówi prof. Wojciech Młynarski, szef Kliniki Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii UM w szpitalu przy Spornej.
Bo nikt lekarzom nie mówi, jak traktować umierające dziecko, jak rozmawiać o jego chorobie z rodzicami, wreszcie jak leczyć i kiedy odstąpić od uciążliwej terapii.
Pediatrzy ze Spornej postanowili to zmienić. Nawiązali współpracę z Domowym Hospicjum dla Dzieci Ziemi Łódzkiej fundacji Gajusz. Powołali Pracownię Pediatrycznej Opieki Paliatywnej i jako jedni z pierwszych w Polsce zagospodarowali działkę medycyny leżącą odłogiem. Napisali specjalny program nauczania nowego przedmiotu i zdobyli 700 tys. zł z funduszy norweskich na realizację przedsięwzięcia.
Pierwsze zajęcia studenci szóstego roku medycyny mieli w kończącym się semestrze. Wysłuchali czterech godzin wykładów, do tego było po pięć godzin seminariów i ćwiczeń.
- Zajęcia okazały się strzałem w dziesiątkę - cieszy się dr Aleksandra Korzeniewska-Eksterowicz z Pracowni Pediatrycznej. - Na koniec poprosiliśmy o wypełnienie ankiet. Średnia ocena zajęć to: piątka z minusem.
Czego dowiedzieli się ludzie, którzy po wakacjach zaczną pracować w szpitalach?
Dr Korzeniewska-Eksterowicz: - Że dziecięca medycyna paliatywna zajmuje się zupełnie innymi problemami, niż u dorosłych. Bo to nie tylko praca z dziećmi chorymi na raka, ale dużo częściej z chorobami neurologicznymi i metabolicznymi. Że nawet noworodkom i niemowlętom można dawać morfinę.
Niektóre grupy z zajęć zaplanowanych do godziny 13 wychodziły dwie godziny później. Studenci pytali o problemy etyczne: np. czy reanimować umierające dziecko i o techniczne - jakie są wskazania żeby podłączyć małego pacjenta do respiratora. Ale najbardziej interesowało ich jak rozmawiać z pacjentem i jego rodziną o chorobie.
- Nie przypadkiem uczymy tego przedmiotu na szóstym roku - mówi prof. Młynarski. - Na trzecim i czwartym studenci mają w głowie inne rzeczy. Najbardziej martwią się tym jak rozpoznać i chorobę i ją leczyć. Pod koniec studiów już to wiedzą, ale dociera do nich, że pacjent to nie przedmiot. Trzeba z nim porozmawiać. My uczymy jak to robić.
Dzięki funduszom norweskim w najbliższym roku akademickim oprócz lekarzy, problemy dziecięcej medycyny paliatywnej poznają słuchaczki studiów pielęgniarskich. Później zajęcia będą, jeśli władze UM wyłożą na nie pieniądze. - Są tym zainteresowane, więc pewnie będziemy kontynuować nasze przedsięwzięcie.
- Większość lekarzy nie zetknie się z nimi, ale ci, którzy wybiorą pediatrię, wcześniej czy później mają potężny problem - mówi prof. Wojciech Młynarski, szef Kliniki Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii UM w szpitalu przy Spornej.
Bo nikt lekarzom nie mówi, jak traktować umierające dziecko, jak rozmawiać o jego chorobie z rodzicami, wreszcie jak leczyć i kiedy odstąpić od uciążliwej terapii.
Pediatrzy ze Spornej postanowili to zmienić. Nawiązali współpracę z Domowym Hospicjum dla Dzieci Ziemi Łódzkiej fundacji Gajusz. Powołali Pracownię Pediatrycznej Opieki Paliatywnej i jako jedni z pierwszych w Polsce zagospodarowali działkę medycyny leżącą odłogiem. Napisali specjalny program nauczania nowego przedmiotu i zdobyli 700 tys. zł z funduszy norweskich na realizację przedsięwzięcia.
Pierwsze zajęcia studenci szóstego roku medycyny mieli w kończącym się semestrze. Wysłuchali czterech godzin wykładów, do tego było po pięć godzin seminariów i ćwiczeń.
- Zajęcia okazały się strzałem w dziesiątkę - cieszy się dr Aleksandra Korzeniewska-Eksterowicz z Pracowni Pediatrycznej. - Na koniec poprosiliśmy o wypełnienie ankiet. Średnia ocena zajęć to: piątka z minusem.
Czego dowiedzieli się ludzie, którzy po wakacjach zaczną pracować w szpitalach?
Dr Korzeniewska-Eksterowicz: - Że dziecięca medycyna paliatywna zajmuje się zupełnie innymi problemami, niż u dorosłych. Bo to nie tylko praca z dziećmi chorymi na raka, ale dużo częściej z chorobami neurologicznymi i metabolicznymi. Że nawet noworodkom i niemowlętom można dawać morfinę.
Niektóre grupy z zajęć zaplanowanych do godziny 13 wychodziły dwie godziny później. Studenci pytali o problemy etyczne: np. czy reanimować umierające dziecko i o techniczne - jakie są wskazania żeby podłączyć małego pacjenta do respiratora. Ale najbardziej interesowało ich jak rozmawiać z pacjentem i jego rodziną o chorobie.
- Nie przypadkiem uczymy tego przedmiotu na szóstym roku - mówi prof. Młynarski. - Na trzecim i czwartym studenci mają w głowie inne rzeczy. Najbardziej martwią się tym jak rozpoznać i chorobę i ją leczyć. Pod koniec studiów już to wiedzą, ale dociera do nich, że pacjent to nie przedmiot. Trzeba z nim porozmawiać. My uczymy jak to robić.
Dzięki funduszom norweskim w najbliższym roku akademickim oprócz lekarzy, problemy dziecięcej medycyny paliatywnej poznają słuchaczki studiów pielęgniarskich. Później zajęcia będą, jeśli władze UM wyłożą na nie pieniądze. - Są tym zainteresowane, więc pewnie będziemy kontynuować nasze przedsięwzięcie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów


