Analiza powyborcza: W Łodzi rządzą napieralczycy

Wioletta Gnacikowska
2010-06-24 , aktualizacja: 23.06.2010 21:39
A A A Drukuj
W SLD po tej samej stronie co zwycięski Grzegorz Napieralski są łodzianie: Dariusz Joński i Sylwester Pawłowski, szefowie struktur w województwie i mieście. Kto na tym skorzysta?

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Grzegorz Napieralski jest największym wygranym I tury wyborów prezydenckich. Chociaż sondaże dawały mu 3-4 proc. poparcia, zdobył 13,68 proc. Dwucyfrowy wynik wyborczy spowodował, że zaczęto mówić o wyrzuceniu z partii przeciwników Grzegorza Napieralskiego, a przynajmniej ich zmarginalizowaniu. A będzie po temu okazja już wkrótce. SLD szykuje się do konwencji. W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło dwóch z czterech wiceprzewodniczących partii: Jolanta Szymanek-Deresz i Jerzy Szmajdziński. Trzeba wybrać nowych. Konwencja stanie się też okazją do powyborczych rozliczeń i "ewentualnego" wycinania niektórych członków z zarządu partii.

W SLD po jednej stronie jest zwycięski Grzegorz Napieralski i Leszek Miller oraz łodzianie Dariusz Joński i Sylwester Pawłowski, szefowie struktur w województwie i mieście.

Po drugiej stronie są ci, którzy nie wierzyli w sukces Napieralskiego - Ryszard Kalisz, Wojciech Olejniczak, ale także Krzysztof Makowski, były szef SLD w Łodzi, radny Sejmiku. Kalisz i Makowski należą do zarządu krajowego SLD. Jeśli na konwencji napieralczycy będą "wycinać" opozycję, Makowski straci stanowisko. Za to na partyjny awans będzie mógł liczyć Dariusz Joński, bo lidera łódzkiego Sojuszu Napieralski obdarza szczególnymi względami.

We wrześniu Dariusz Joński rozpoczął przygotowania do referendum w sprawie odwołania prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego. Ówczesny szef SLD Krzysztof Makowski, u którego Joński przez lata terminował jako działacz partyjny, był przeciwny odwoływaniu Kropiwnickiego kilka miesięcy przed końcem kadencji.

W sukces referendum nie wierzył nawet Grzegorz Napieralski. Gdy w połowie września zadzwoniłam do niego po komentarz do artykułu o referendum, Napieralski nie chciał w ogóle rozmawiać. Przez swojego rzecznika prasowego Tomasza Kalitę przekazał mi, że zarząd partii nie będzie się wypowiadał na ten temat, bo to lokalna inicjatywa i lokalne struktury partii ponoszą za nią odpowiedzialność.

Za to kiedy referendum powiodło się Napieralski przyjechał do Łodzi, by poklepywać Jońskiego po plecach i rozpływać się nad jego skutecznością. Ba, dawał go za przykład w kraju, jak powinna postępować lewica.

Tydzień przed pierwszą turą Grzegorz Napieralski przyjechał do Łodzi na konwencję wyborczą. Było to trzy dni po wybuchu "afery kiełbasianej" (żona Dariusza Jońskiego została zatrzymana przez CBA w związku z aferą w ARiMR; zarzucono jej m.in. przyjęcie łapówkę w postaci czterech koszy wędliny). Napieralskiemu radzono, by nie jechał do Łodzi w takim momencie, ale nie zraził się, przyjechał i wrócił do sprawy referendum. - Łódź to miasto, którego mieszkańcy pokazali, że można coś zmienić. A politycy SLD, że ciężką pracą można przekonać wyborców, by uwierzyli, że zmiana jest możliwa - mówił.

Na co może liczyć teraz Joński-napieralczyk? Być może dostanie jakieś stanowisko we władzach krajowych partii? Może lider SLD, by wesprzeć Jońskiego, będzie częściej zaglądać do Łodzi w czasie kampanii samorządowej?

Dzień po wyborach Dariusz Joński mówił na konferencji, że Napieralski odniósł w Łodzi wielki sukces. Dlaczego? Bo dostał 14,63 proc. głosów. Zdaniem lidera łódzkiego SLD to w Łodzi padł najlepszy wynik ze wszystkich dużych miast powyżej 500 tys. Sprawdźmy. Takich miast powyżej 500 tys. jest pięć. I rzeczywiście w Łodzi wynik jest wyższy niż Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Natomiast w mniejszych miastach Napieralski miał lepsze notowania: w swoim Szczecinie zdobył 17,57 proc., w Sosnowcu - 22,27 proc., w Kielcach 15,63 proc.

Jeśli się jednak spojrzy na liczby oddanych głosów w Łodzi, a nie na procenty, to okazuje się, że Napieralski nie odniósł jakiegoś wielkiego sukcesu. Zagłosowało na niego 52,2 tysiące łodzian. To mniej więcej stała liczba wyborców popierających lewicę. Na przykład na Wojciecha Olejniczaka w wyborach do Sejmu w 2007 r. głosowało 51 tysięcy łodzian, na Krzysztofa Makowskiego, kandydującego na prezydenta Łodzi w 2006 r. - również 51 tysięcy.

W Łodzi jest żelazny elektorat lewicowy, który gwarantuje niewiele ponad 50 tysięcy głosów. Lewica musiałaby coś mocnego wymyślić, żeby wznieść się ponad ten wynik. Albo po prostu dobrze rządzić. Jeśli do jesiennych wyborów SLD nie przekona do siebie więcej łodzian, niż wynosi żelazny elektorat, nie zwiększy w radzie miejskiej stanu posiadania. Sojusz zdobędzie - jak teraz - najwyżej 10 mandatów i będzie musiał liczyć na koalicję z PO. A Platforma - sądząc po niedzielnym ponad 50-procentowym wyniku - może po jesiennych wyborach rządzić samodzielnie.

wioletta.gnacikowska@lodz.agora.pl

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Lewica juz wymyslila ;) jakub.hubert 24.06.10, 11:07

    "Lewica musiałaby coś mocnego wymyślić, żeby wznieść się ponad ten wynik." Lewica w Łodzi ma pewna osobe, ktora mam nadzieje bedzie kandydowac na prezydenta miasta Łodzi, ktora laczy i »

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład