Pogotowie ma zapłacić żonie ofiary "łowców skór"
2010-06-09
, aktualizacja: 09.06.2010 22:58
Około 28 tys. zł ma zapłacić łódzkie pogotowie ratunkowe kobiecie, której męża zamordował pavulonem jeden z byłych sanitariuszy - taka zadecydował w środę łódzki sąd okręgowy
ZOBACZ TAKŻE
- Rewolucja w łódzkim sądzie. Nowe gmachy gotowe (26-06-10, 12:00)
- Jest nowy dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Łodzi (12-06-10, 17:15)
- Obraził się o "agenta ciemności" (13-05-10, 01:00)
- Prawomocnie skazani za handel "skórami" (24-02-10, 00:00)
- Sąd: Używali pavulonu jak cyjanku, by zabijać (10-06-08, 00:00)
Elżbieta K. żądała 100 tys. zł i renty za to, że po śmierci męża pogorszyły jej się warunki życia. Dostała tylko 25 tys. zł zadośćuczynienia i 2,4 tys. zł zwrotu kosztów pochówku. - To za mało. Będę walczyć dalej - mówiła rozczarowana.
Jej mąż został zamordowany 15 września 2000 r. Tego dnia Elżbieta K. wezwała pogotowie ratunkowe, bo wydawało się jej, że mąż ma atak padaczki. W karetce przyjechali sanitariusz Andrzej N. i lekarz Paweł W. Ten ostatni rozpoznał u pacjenta zatrucie alkoholem, dlatego ambulans zawiózł go do Instytutu Medycyny Pracy. Ale w klinice ostrych zatruć u chorego nie stwierdzono nawet upojenia alkoholem. Lekarka, która go tam badała, zeznała później, że pacjent był nieprzytomny, ale jego życiu nic nie zagrażało. Podejrzewała uraz głowy i uznała, że potrzebna mu konsultacja neurochirurga. Dlatego ta sama karetka zabrała chorego do innego szpitala. Lekarka z kliniki zatruć była zdumiona, gdy 20 minut później medyk z ambulansu zadzwonił z informacją, że pacjent nie żyje.
Co się stało w karetce między szpitalami? Sanitariusz N. przyznał w prokuraturze, że krótko po wyjeździe z instytutu podał choremu pavulon, a gdy zmarł, pojechali do jego domu. Elżbieta K. - wstrząśnięta śmiercią męża - zapamiętała tylko tyle, że ktoś z załogi karetki zaproponował jej usługi firmy pogrzebowej i ciało zostało zabrane.
W czerwcu 2008 r. Andrzej N. został prawomocnie skazany na dożywocie za zamordowanie pavulonem Dariusza K. i trzech innych pacjentów. Lekarz Paweł W. dostał pięć lat za narażenie życia chorych i nieumyślne spowodowanie ich śmierci. Załoga karetki dzieliła się pieniędzmi, które za informację o śmierci pacjentów dawały firmy pogrzebowe.
Elżbieta K. zażądała od Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi odszkodowania za śmierć męża. W pozwie powołała się na wyrok sądu karnego. Stwierdził on, że zła organizacja pracy w pogotowiu doprowadziła do braku nadzoru nad załogami karetek.
- Zasada odpowiedzialności WSRM nie budzi wątpliwości - mówiła wczoraj sędzia Iwona Jamróz-Zdziubany. - Ustalono, że w stacji były niedociągnięcia organizacyjne, które uzasadniają odpowiedzialność stacji zwłaszcza za działanie lekarza Pawła W.
Sąd uznał więc, że Elżbiecie K. należy się zadośćuczynienie. Ale przyznał jej ledwie jedną czwartą kwoty, której się domagała. Wyliczył je, biorąc pod uwagę opinię biegłych, którzy ocenili, w jakim stopniu tragedia odbiła się na zdrowiu Elżbiety K. - Opinie biegłych potwierdzają, że powódka bardzo przeżyła śmierć męża i odebrała ja jako wielką stratę - mówiła sędzia Jamróz-Zdziubany. - To przełożyło się na jej stan zdrowia.
Ale zdaniem sądu, wdowie nie należy się renta za pogorszenie warunków życia. - Obecnie sytuacja materialna powódki jest nawet lepsza niż za życia męża - tłumaczyła sędzia Jamróz-Zdziubany. - Jej problemy zdrowotne, jakie pojawiły się po tragicznej śmieci męża, nie przełożyły się na mniejsza aktywność zawodową czy utratę pracy.
Wyrok nie jest prawomocny. - Poprosimy o jego pisemne uzasadnienie i potem zadecydujemy, czy będzie apelacja - poinformowała Danuta Korcz, rzeczniczka WSRM w Łodzi.
Jej mąż został zamordowany 15 września 2000 r. Tego dnia Elżbieta K. wezwała pogotowie ratunkowe, bo wydawało się jej, że mąż ma atak padaczki. W karetce przyjechali sanitariusz Andrzej N. i lekarz Paweł W. Ten ostatni rozpoznał u pacjenta zatrucie alkoholem, dlatego ambulans zawiózł go do Instytutu Medycyny Pracy. Ale w klinice ostrych zatruć u chorego nie stwierdzono nawet upojenia alkoholem. Lekarka, która go tam badała, zeznała później, że pacjent był nieprzytomny, ale jego życiu nic nie zagrażało. Podejrzewała uraz głowy i uznała, że potrzebna mu konsultacja neurochirurga. Dlatego ta sama karetka zabrała chorego do innego szpitala. Lekarka z kliniki zatruć była zdumiona, gdy 20 minut później medyk z ambulansu zadzwonił z informacją, że pacjent nie żyje.
Co się stało w karetce między szpitalami? Sanitariusz N. przyznał w prokuraturze, że krótko po wyjeździe z instytutu podał choremu pavulon, a gdy zmarł, pojechali do jego domu. Elżbieta K. - wstrząśnięta śmiercią męża - zapamiętała tylko tyle, że ktoś z załogi karetki zaproponował jej usługi firmy pogrzebowej i ciało zostało zabrane.
W czerwcu 2008 r. Andrzej N. został prawomocnie skazany na dożywocie za zamordowanie pavulonem Dariusza K. i trzech innych pacjentów. Lekarz Paweł W. dostał pięć lat za narażenie życia chorych i nieumyślne spowodowanie ich śmierci. Załoga karetki dzieliła się pieniędzmi, które za informację o śmierci pacjentów dawały firmy pogrzebowe.
Elżbieta K. zażądała od Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi odszkodowania za śmierć męża. W pozwie powołała się na wyrok sądu karnego. Stwierdził on, że zła organizacja pracy w pogotowiu doprowadziła do braku nadzoru nad załogami karetek.
- Zasada odpowiedzialności WSRM nie budzi wątpliwości - mówiła wczoraj sędzia Iwona Jamróz-Zdziubany. - Ustalono, że w stacji były niedociągnięcia organizacyjne, które uzasadniają odpowiedzialność stacji zwłaszcza za działanie lekarza Pawła W.
Sąd uznał więc, że Elżbiecie K. należy się zadośćuczynienie. Ale przyznał jej ledwie jedną czwartą kwoty, której się domagała. Wyliczył je, biorąc pod uwagę opinię biegłych, którzy ocenili, w jakim stopniu tragedia odbiła się na zdrowiu Elżbiety K. - Opinie biegłych potwierdzają, że powódka bardzo przeżyła śmierć męża i odebrała ja jako wielką stratę - mówiła sędzia Jamróz-Zdziubany. - To przełożyło się na jej stan zdrowia.
Ale zdaniem sądu, wdowie nie należy się renta za pogorszenie warunków życia. - Obecnie sytuacja materialna powódki jest nawet lepsza niż za życia męża - tłumaczyła sędzia Jamróz-Zdziubany. - Jej problemy zdrowotne, jakie pojawiły się po tragicznej śmieci męża, nie przełożyły się na mniejsza aktywność zawodową czy utratę pracy.
Wyrok nie jest prawomocny. - Poprosimy o jego pisemne uzasadnienie i potem zadecydujemy, czy będzie apelacja - poinformowała Danuta Korcz, rzeczniczka WSRM w Łodzi.
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Re: Pogotowie ma zapłacić żonie ofiary "łowców sk
33qq
09.06.10, 16:44
Kupa kasy. Ciekawe ile za kilogram męża szanowny sąd liczył. »
-
Re: Pogotowie ma zapłacić żonie ofiary "łowców sk
jedyny.kkk
09.06.10, 16:45
Ciekawe ile wynosiłoby odszkodowanie gdyby denat był sędzią? Jak myślicie?»
-
Aż tyle?!?
bart8777
09.06.10, 16:59
Za męża 28 000 ? Powinna dostać 500 zeta i jeszcze podatek od wygranychzapłacić... No i na wszelki wypadek przeprosić.»




