Nauczycielka agituje: Komorowski i Tusk to zdrajcy

Marcin Markowski
2010-06-04 , aktualizacja: 04.06.2010 12:11
A A A Drukuj
Czerwony fiat stoi kilkanaście metrów od głównego wejścia do szkoły Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta Czerwony fiat stoi kilkanaście metrów od głównego wejścia do szkoły
Tak oplakatowanym samochodem przyjeżdża do szkoły jedna z nauczycielek w podłódzkim Bedoniu. - Z pracy jej za to nie wyrzucę - mówi dyrektorka.
Zdjęcie na samochodzie nauczycielki
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Zdjęcie na samochodzie nauczycielki
SERWISY
SONDAŻ
Uważasz, że nauczycielka ma prawo wieszać na prywatnym aucie co chce?

Tak
Nie

Czerwony fiat stoi kilkanaście metrów od głównego wejścia do szkoły. Do tylnych szyb po obu stronach auta przyklejone są zdjęcia pełniącego obowiązki prezydenta i premiera. Na ustach mają przypominające ścieg kreski zrobione mazakiem- jakby ktoś je zaszył. Pod zdjęciami napis "Zdrajcy".

Z napisów na fotografiach dowiadujemy się, że "rząd ukrywa prawdę". Prawdopodobnie chodzi o prawdę o wypadku lotniczym w Smoleńsku, bo czoło Komorowskiego zasłania tytuł "Mgła nad katastrofą". Całość wygląda na skserowaną stronę tabloidu, choć "Mgła nad katastrofą" kojarzy się z "Gazetą Polską". Pod takim tytułem wydrukowała niedawno artykuł sugerujący, że przyczyną smoleńskiej tragedii mógł być zamach.

Fiatem przyjeżdża do szkoły nauczycielka Katarzyna Hejman. Uczy w zerówce. W średnim wieku, ubrana na sportowo, długie czarne włosy. Zapytana o powód umieszczenia na aucie swoistych kolaży, odpowiada: - Rząd mnie oszukuje, to mój protest.

"Gazeta": - Ale co ma do tego Komorowski? I o co chodzi z tą zdradą?

Pani Katarzyna przypomina, że pełniący obowiązki głowy państwa jest z tej samej partii co premier, i powtarza, że czuje się oszukana i obrażona. Szczegółów nie zdradza. - To mój samochód i mój protest - ucina i znika za drzwiami sali, w której czekają na nią dzieci.

Prawo zabrania uprawiania polityki w szkole, ale nauczycielka "oszukana" przez rząd parkuje swojego fiata przed budynkiem. - Nie szkodzi, teren przed szkołą również należy do szkoły i obowiązują te same przepisy - twierdzi Agnieszka Błażejczyk, dyrektorka jednej z łódzkich podstawówek. - Kiedyś na słupach przed naszą szkołą pojawiły się ulotki kandydatów w wyborach samorządowych. Uczniowie nie mogli ich nie zauważać, gdy szli na lekcje. Zadzwoniłam do straży miejskiej i natychmiast ulotki usunięto - wspomina Błażejczyk.

Jerzy Borczyk uczy wiedzy o społeczeństwie w podobnej szkole. Też na wsi, tyle że w Głuchowie (woj. łódzkie) i w gimnazjum: - Często mówię uczniom o partiach, ich programach, ale obiektywnie, nie demonstrując swoich poglądów.

Według niego grzech nauczycielki z Bedonia jest potrójny. - Nie dość, że agituje, to jeszcze szerzy nienawiść i kłamie, bo przyczyny katastrofy wciąż są wyjaśniane. Póki co nie ma nawet czego ukrywać - zauważa Borczyk.

Moich rozmówców nie przekonuje również argument nauczycielki, że to jej samochód. - Czyli nauczyciel może przyjść do szkoły w koszulce z takim albo jeszcze gorszym napisem i powiedzieć: "To moja koszulka"? - pyta retorycznie Błażejczyk. - Absurd! Nieważne, czyj jest samochód i koszulka. Ważne, że nauczyciel agituje, a to wśród uczniów zabronione.

Dyrektorka szkoły w Bedoniu Małgorzata Sarzyńska zarzeka się, że o plakatach ze "zdrajcami" Tuskiem i Komorowskim pierwsze słyszy, choć jeden z rodziców ponoć widział, jak wysiadała z fiata pani Katarzyny, gdy obie przyjechały nim do szkoły. - Porozmawiam z koleżanką. Jest rozsądna, mam nadzieję, że je zdejmie.

A jeśli nie?

- Z pracy jej za to nie wyrzucę - odpowiada Sarzyńska, którą bardziej niepokoi to, że rodzice uczniów poskarżyli się na plakaty "Gazecie", a nie jej.

Po publikacji w "Gazecie" rodzice uczniów poinformowali nas, że plakaty z samochodu nauczycielki zniknęły.

Podziel się

  • 1
  • 480 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    76 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład