Riksze szpecą Piotrkowską, są zaniedbane i... niczyje
2010-05-06
, aktualizacja: 05.05.2010 19:08
Brudne, pstrokate, z wypłowiałymi kocami na siedzeniach. Riksze straszą na ulicy Piotrkowskiej
ZOBACZ TAKŻE
- Piotrkowska: Będzie kolejna ogródkowa rewolucja? (26-05-10, 10:00)
- Akcja "Gazety": W wakacje wracamy Łodzią na Piotrkowską (27-06-10, 19:22)
- Ogrodowa, Gdańska. Ten kawałek Łodzi ciągle pięknieje (24-06-10, 19:33)
- Rozmowy (nie)kontrolowane. Zalatuje amatorszczyzną (09-06-10, 10:30)
- Urzędniczy absurd: zakaz wjazdu karetek na Piotrkowską (01-06-10, 20:14)
- Nowoczesna strażnica i piknik na święto strażaka (07-05-10, 19:43)
- Pieniądze na łódzkie festiwale rozdane. Kto ile dostał? (27-04-10, 08:30)
- MPK Łódź: nie skasowała biletu, przeszkodził kontroler (18-03-10, 22:17)
Wczoraj. Godzina 13.40. Skrzyżowanie ul. Piotrkowskiej z al. Piłsudskiego. Stoi osiem riksz. Połowa niebieskich, połowa pomarańczowych. Budki dla podróżnych obite są pleksą lub białą dyktą z napisem "Miejsce na reklamę". Większość ma dach w kolorze roweru. Jest jednak w wersji cabrio. Zamiast obudowy wystają elementy konstrukcji - przyspawane do siedzenia metalowe rurki.
Na każdej rikszy kocyk. Dla bardziej odważnych wzór w panterę, a dla konserwatystów tradycyjna krata. Wszystkie wyblakłe i przybrudzone. Przy rowerach na klientów czekają kierowcy. Łatwo ich rozpoznać po charakterystycznym strojach - sportowe buty, spodnie od dresu i czapeczki z daszkiem. Modny jest także kilkudniowy zarost. Raczej przypadkowy niż równo przycięty.
Podchodzi pierwszy klient. Elegancko ubrany pan w średnim wieku szuka drobnych w kieszeni, co daje przypuszczenia, że zamierza skorzystać z usług przewoźników. Nie wzbudza jednak uwagi rikszarzy. Rozmawiają między sobą, używając bardzo często niecenzuralnych słów. Trzech je bułki. Speszony klient przeprasza rikszarza i pyta, czy zawiezie go na pl. Wolności. Przewoźnik z wyraźną niechęcią przyjmuje zamówienie. Skrzypiąca riksza wyjeżdża na reprezentacyjną ulicę Łodzi. Przy rowerze zwisa przywiązana do ramy foliowa torebka, w której dyndają bułki.
Łódź jest pierwszym w Europie miastem, w którym pod koniec lat 90. na ulice wyjechały riksze, Niestety, od kilkunastu lat nie zmieniły wyglądu. W 2006 r. próbowano je uatrakcyjnić - wyprodukowano kilka pojazdów w kształcie łódek. Ale zniknęły.
W Łodzi nikt nie odpowiada za to, jak wyglądają riksze. Biuro prasowe urzędu miasta odsyła do pełnomocnika ulicy Piotrkowskiej. - Nie są produktem, który pasuje do wizerunku miasta aspirującego do miana Europejskiej Stolicy Kultury. Te same funkcje transportowe na Piotrkowskiej mogłyby z powodzeniem pełnić repliki starych tramwajów - mówi Włodzimierz Adamiak, pełnomocnik ulicy Piotrkowskiej. - Riksze to dziwactwo, nie pochodzą przecież z naszej kultury. Muszę przyznać, że strona techniczna i estetyczna tych pojazdów budzi moje poważne zastrzeżenia. Tym powinien zająć się Zarząd Dróg i Transportu lub śródmiejska delegatura.
- Riksza traktowana jest jak rower i nie musi mieć od nas zezwolenia. Wystarczy zgoda na działalność gospodarczą, którą wydaje delegatura - mówi Aleksandra Kaczorowska z ZDiT.
Piotr Rejchert, dyrektor delegatury Łódź-Śródmieście, na pytania o riksze rozkłada ręce: - Niestety, brakuje regulacji prawnych na temat ich wyglądu - mówi.
Ma jednak pomysł. - Biuro Promocji Miasta mogłoby wyłożyć pieniądze na reklamy umieszczone na rikszach, a to wiązałoby się z dodatkowymi zarobkami wypożyczalni. Wówczas miasto mogłoby narzucić warunki, jakie musiałyby spełniać pojazdy i ich najemcy - proponuje.
Właściciele przedsiębiorstw prowadzących wypożyczalnie twierdzą, że każdy pojazd codziennie przed wypuszczeniem na ulice jest czyszczony i przechodzi przegląd techniczny. Patrząc jednak na zdezelowane riksze, trudno w to uwierzyć.
Czekamy na Wasze opinie. Piszcie na: listy@lodz.agora.pl
daria.maciaszek@lodz.agora.pl
piotr.wasiak@lodz.agora.pl
Na każdej rikszy kocyk. Dla bardziej odważnych wzór w panterę, a dla konserwatystów tradycyjna krata. Wszystkie wyblakłe i przybrudzone. Przy rowerach na klientów czekają kierowcy. Łatwo ich rozpoznać po charakterystycznym strojach - sportowe buty, spodnie od dresu i czapeczki z daszkiem. Modny jest także kilkudniowy zarost. Raczej przypadkowy niż równo przycięty.
Podchodzi pierwszy klient. Elegancko ubrany pan w średnim wieku szuka drobnych w kieszeni, co daje przypuszczenia, że zamierza skorzystać z usług przewoźników. Nie wzbudza jednak uwagi rikszarzy. Rozmawiają między sobą, używając bardzo często niecenzuralnych słów. Trzech je bułki. Speszony klient przeprasza rikszarza i pyta, czy zawiezie go na pl. Wolności. Przewoźnik z wyraźną niechęcią przyjmuje zamówienie. Skrzypiąca riksza wyjeżdża na reprezentacyjną ulicę Łodzi. Przy rowerze zwisa przywiązana do ramy foliowa torebka, w której dyndają bułki.
Łódź jest pierwszym w Europie miastem, w którym pod koniec lat 90. na ulice wyjechały riksze, Niestety, od kilkunastu lat nie zmieniły wyglądu. W 2006 r. próbowano je uatrakcyjnić - wyprodukowano kilka pojazdów w kształcie łódek. Ale zniknęły.
W Łodzi nikt nie odpowiada za to, jak wyglądają riksze. Biuro prasowe urzędu miasta odsyła do pełnomocnika ulicy Piotrkowskiej. - Nie są produktem, który pasuje do wizerunku miasta aspirującego do miana Europejskiej Stolicy Kultury. Te same funkcje transportowe na Piotrkowskiej mogłyby z powodzeniem pełnić repliki starych tramwajów - mówi Włodzimierz Adamiak, pełnomocnik ulicy Piotrkowskiej. - Riksze to dziwactwo, nie pochodzą przecież z naszej kultury. Muszę przyznać, że strona techniczna i estetyczna tych pojazdów budzi moje poważne zastrzeżenia. Tym powinien zająć się Zarząd Dróg i Transportu lub śródmiejska delegatura.
- Riksza traktowana jest jak rower i nie musi mieć od nas zezwolenia. Wystarczy zgoda na działalność gospodarczą, którą wydaje delegatura - mówi Aleksandra Kaczorowska z ZDiT.
Piotr Rejchert, dyrektor delegatury Łódź-Śródmieście, na pytania o riksze rozkłada ręce: - Niestety, brakuje regulacji prawnych na temat ich wyglądu - mówi.
Ma jednak pomysł. - Biuro Promocji Miasta mogłoby wyłożyć pieniądze na reklamy umieszczone na rikszach, a to wiązałoby się z dodatkowymi zarobkami wypożyczalni. Wówczas miasto mogłoby narzucić warunki, jakie musiałyby spełniać pojazdy i ich najemcy - proponuje.
Właściciele przedsiębiorstw prowadzących wypożyczalnie twierdzą, że każdy pojazd codziennie przed wypuszczeniem na ulice jest czyszczony i przechodzi przegląd techniczny. Patrząc jednak na zdezelowane riksze, trudno w to uwierzyć.
Czekamy na Wasze opinie. Piszcie na: listy@lodz.agora.pl
daria.maciaszek@lodz.agora.pl
piotr.wasiak@lodz.agora.pl
- 57 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Riksze szpecą Piotrkowską, są zaniedbane i... n...
e-teacher
06.05.10, 11:52
Riksze to był(i jest) doskonały pomysł! Piotrkowska jest ulicą, po której chodząc można się zmęczyć, a przejazd rikszą jest właściwie "pod ręką". Zgadzam się jednak, że "nieświeżo" »
-
Riksze szpecą Piotrkowską, są zaniedbane i... n...
julita165
06.05.10, 12:29
Riksze są wstrętne, tandetne, brudne, śmierdzące, a w dodatku kojarzą mi sięwyłącznie z taką książką "Miasto radości" - bardzo ciekawą ale traktującąewidentnie o Trzecim Świecie. Sposób na »
-
Nic nie można? Można!
ggrdl
06.05.10, 15:04
Nie wiem, czy riksze powinny zniknąć, ale wiem że jest na to sposób, bardzoprosty: postawić stosowne znaki zakazu, a dokładniej zmienić zakres "nie dotyczy". Myślę też, że istnieje sposób na»




więcej zdjęć