Firmy odzieżowe w kryzysie. Łódź straciła najwięcej?

Izabella Adamczewska, Joanna Blewąska
2010-04-05 , aktualizacja: 03.04.2010 15:46
A A A Drukuj
Branża odzieżowa okrzepła w kryzysie. Analitycy twierdzą: liczba upadłości się podwoi. Firmy tną koszty i zapowiadają: żadnych reklam z zagranicznymi aktorami. A klienci? Wreszcie wracają do sklepów.
Fashionphilosophy Fashion Week w Łodzi
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Fashionphilosophy Fashion Week w Łodzi


Fashion Week 2009. Zobacz kreacje światowych projektantów.



W 2009 roku nad tekstyliami przetoczyło się gospodarcze tsunami. Banki wypowiadały kredyty. Rosły koszty wynajmu powierzchni sklepowych, które klienci omijali szerokim łukiem. Z raportu wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet wynika, że aż 88 firm odzieżowych postawiono w zeszłym roku w stan upadłości. Najgłośniejsze upadki to Semax (sieci Deep, Vabbi i Hot Oil), Monnari Trade (m.in. Monnari, Pabia), Galeria Centrum (dawniej w Vistula Group) i Reporter. - Przyczyną upadłości 90 proc. firm w Polsce są zatory płatnicze - mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet Poland.

W styczniu w stan likwidacji postawiono Collar Textil, a jako jedną z przyczyn podaje się upadek najważniejszych partnerów, m.in. Moltona i Galerii Centrum. - Rok 2010 będzie jeszcze trudniejszy. Szczególnie dla producentów odzieży i wyrobów tekstylnych. Wśród nich spodziewamy się niemal dwukrotnie więcej wniosków o upadłość i postępowań likwidacyjnych - dodaje Starzyk. - Analiza blisko 6,5 tys. firm z branży tekstylnej i odzieżowej pokazała, że w znacznie gorszej kondycji znajdują się producenci niż same sklepy odzieżowe.

Nic dziwnego, że wśród przedsiębiorców trudno o optymizm.

Jacek Ulowski z firmy KAN (marka Tatuum): - Nie liczymy na szybki powrót tak dobrej koniunktury.

Odbudować dobre imię marki

Kilka lat temu polskie marki odważnie inwestowały. Wydawały krocie na reklamę, budowały sieci sklepów, również zagraniczne. - Będziemy mieli sklepy w całej Europie. Mało tego, również w Chinach - zapowiadał Marek Banasiak, prezes Monnari. Z okazji debiutu giełdowego twarzą marki Monnari została niemiecka top modelka Claudia Schiffer. To ona reklamowała markę na billboardach w całym kraju.

Zarząd spółki rzucił się w wir inwestycji. Z kredytów finansowano rozwój sieci sklepów - w Polsce i za granicą. Zarząd uzupełniał też portfel marek, dokupując nowe - m.in. damskie Molton i Pabia. Przeinwestowali. Kiedy banki odmówiły kredytów, a centra handlowe upomniały się o lawinowo rosnące należności - Monnari ogłosiła upadłość. Spółkę postawiono w stan likwidacji.

Pod koniec stycznia tego roku okazało się, że jeszcze jest o co walczyć. Sąd zgodził się na zmianę upadłości likwidacyjnej Monnari na umożliwiającą zawarcie układu z wierzycielami. Zarząd szacuje, że układ powinien zostać zawarty w drugim kwartale. W opublikowanej strategii spółka zapowiada: rezygnację z dynamicznego rozwoju sieci salonów, wstrzymanie ekspansji zagranicznej, koncentrację na marce Monnari, ograniczenie liczby salonów do stu (42 proc. wcześniejszej łącznej sieci sprzedaży), likwidację wszystkich sklepów działających pod marką Pabia i nierentownych pod marką Monnari, a zamiast wielkich przecen w sklepach - zmniejszanie powierzchni handlowej i lepsze prognozowanie sprzedaży oraz rezygnację z budowy grupy kapitałowej.

- Bardzo zależy nam na odbudowie dobrego imienia marki, która pomimo problemów spółki nadal jest jedną z bardziej rozpoznawalnych na polskim rynku. Działaniami marketingowymi - choć wiemy, że ich skala nie będzie mogła być tak rozległa jak w latach ubiegłych - będziemy starali się zapewnić nasze klientki, że kupując produkty Monnari, dokonały dobrego wyboru. Będziemy musieli przekonać kontrahentów, dostawców, właścicieli centrów i galerii handlowych, że warto z nami współpracować - mówi Mirosław Misztal, wiceprezes zarządu spółki.

Łódź nierozerwalnie związana z tekstyliami. Tu powstaną ubrania inteligentne. Czytaj więcej.



Obolała, ale w lepszej kondycji niż Monnari wyszła z kryzysu Vistula Group. Jeszcze kilka lat temu Rafał Bauer, poprzedni prezes spółki, marzył o przekształceniu firmy w wielkie imperium mody. Częścią tej wizji była wybujała kampania reklamowa: garnitury Vistuli reklamował Pierce Brosnan. W ten sposób chciano umiejscowić markę na pozycji konkurencyjnej z Kenzo lub Armanim, a nie Bytomiem czy Próchnikiem. Dziś zarząd Vistuli mówi otwarcie: sesji zdjęciowych z zagranicznymi aktorami nie będzie. - Luksusowy brand to zły kierunek. Vistula nie jest i nigdy nie będzie luksusowa, nie zamierzamy się ścigać z kreatorami mody. Kampania reklamowa z udziałem Brosnana spowodowała, że Vistula postrzegana jest teraz przez klientów jako zbyt droga.

Joanna Pająk, kierowniczka działu oceny ryzyka branży lekkiej w Euler Hermes: - Firmy odzieżowe zakładają wzrost obrotów i rentowności poprzez poprawianie i ulepszanie oferty. Wiele wykruszyło się lub popadło w poważne kłopoty finansowe w połowie 2009 roku. Dla tych, które zostały, zrestrukturyzowały się i przyjrzały swoim ofertom, prognozy są już bardziej optymistyczne niż rok temu.

Wielkich ekspansji zagranicznych jednak nie będzie.

Potencjał tkwi w dyskontach

Pomysł na obcięcie kosztów to również rezygnacja z nierentownych sklepów.

Bogusz Kruszyński, wiceprezes spółki Redan: - Jak mówi chińskie przysłowie - "kryzys to wyzwanie". Na jednych działa negatywnie, innym daje impuls do działania. Kiedy uświadomiliśmy sobie, że dekoniunktura nie będzie trwała miesiąc, ale ze dwa lata, zareagowaliśmy i skasowaliśmy nierentowne sklepy.

Ofiarą padły butiki marki Troll. Redan jeszcze rok temu miał 36 sklepów tej marki. Zakończył rok z siedmioma. Dwa sklepy na pewno jeszcze zamkniemy, trzy zostaną, a ważą się losy reszty. - Ich powierzchnie były niewielkie, a produkty w relatywnie niskich cenach. Nie dało się na nich zarabiać. Dlatego zostaniemy tylko w topowych centrach: łódzkiej Manufakturze, Galerii Krakowskiej i chyba w warszawskiej Arkadii - mówi Kruszyński.

Nie oznacza to, że Troll zniknie z rynku. Ubrania tej marki trafią do sklepów multibrandowych Top Secret & Friends. Spółka otworzyła ich już dziewięć. - Te sklepy są większe i tańsze. Akcjonariuszy to cieszy, bo mamy lepsze wyniki finansowe - dodaje Kruszyński.

Kiedy w sektorze modowym czas na oszczędności, Redan postawił na sektor dyskontowy. - W małych miastach, z dobrą relacją ceny do jakości - mówi Kruszyński.

Lokomotywą spółki stała się tania sieć dyskontów odzieżowych Textilmarket (samoobsługowych sklepów z dobrymi cenami sprzedaży, które pozwalają na uzyskanie relatywnie wysokiej marży). W strategii rozwoju na lata 2010-2012, opublikowanej w styczniu, firma zapowiada, że w ciągu trzech lat podwoi sprzedaż. Chce zwiększyć liczbę sklepów (o 251 nowych placówek w ciągu trzech lat). Coraz więcej ma być właśnie dyskontów - ich liczba ma wzrosnąć ze 157 na koniec 2009 r. do 346 na koniec 2012 r. Docelowo Redan widzi w Polsce miejsce na 500 sklepów pod tą marką.

W poszukiwaniu oszczędności Redan zredukował też zagraniczną działalność, wycofał się z Czech i Słowacji. - Zostaniemy na Ukrainie. Mamy tam spółkę zależną, która w zeszłym roku wyszła na zero i jesteśmy przekonani, że w kolejnych latach zacznie zarabiać. Ukraiński rynek jest łatwiejszy niż czeski, na którym jest tak duża konkurencja jak w Polsce. Na Ukrainie mamy cztery własne sklepy i osiem franczyzowych. Stawiamy na rozwój sieci tych ostatnich. Sklepy własne za granicą nie są naszym głównym celem - nie ukrywa Kruszyński.

Potentatem, jeśli chodzi o liczbę zagranicznych sklepów, jest firma KAN z Łodzi. Ubrania marki Tatuum sprzedaje w swoich butikach m.in. w Czechach, na Litwie i Ukrainie, w Niemczech, Rosji, Rumunii, na Węgrzech, a nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kiedy kursy walut wzrosły, a centra handlowe podniosły ceny najmu, KAN zaczął pertraktować, jak je obniżyć. - Udało nam się wynegocjować niższe stawki na Ukrainie i w Rosji. Na tych rynkach kryzys jest na tyle widoczny, że wynajmujący są skłonni do ustępstw. W ogóle dekoniunktura zmusiła nas do uważniejszego przyjrzenia się kosztom i cięcia tych nieuzasadnionych: od materiałów biurowych po ceny transportu - mówi Jacek Ulowski, dyrektor finansowy KAN.

W porównaniu z ubiegłymi latami (a nawet z 2009, kiedy otwarto 18 sklepów, w tym na dwóch nowych rynkach - na Litwie i w Rumunii) ekspansja zagraniczna firmy nie będzie tak wybujała. W planach jest tylko sześć otwarć - nie tylko pod szyldem Tatuum, również sklepów z akcesoriami nowej marki Coyoco. KAN zrezygnował z planowanego debiutu w krajach skandynawskich. - Musieliśmy przesunąć ten projekt w czasie z powodu braku możliwości sfinansowania go ze źródeł zewnętrznych - przyznaje Ulowski.

Wszystko wskazuje na to, że najbardziej spektakularną lokalizacją KAN pozostanie sklep w Szanghaju, który firma otworzyła w ubiegłym tygodniu. Ale w Chinach łatwiej się przebić - KAN zna tamtejsze realia, bo od lat szyje w Azji. Dzięki temu może zredukować koszty. A wiedza o przepisach i obyczajach biznesowych ułatwiła start. Adam Kapitańczyk, szef biura KAN w Hong Kongu: - Każdy nowy rynek jest ryzykiem. Ale Azja coraz bardziej zbliża się do Europy, wszyscy duzi gracze odzieżowi już tam są.

Wracamy do sklepów

Z recesji najbardziej cieszyli się klienci. W czasie prosperity nie mogli liczyć na tak głębokie obniżki, jak w 2009 roku - również przedsezonowe i posezonowe. - Klienci stali się zdecydowanie ostrożniejsi. Część przestała w ogóle chodzić do centrów handlowych - przyznaje Kruszyński.

Sytuacja poprawiła się dopiero w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Kruszyński: - Tak jakby ludzie przekonali się, że kryzys był zjawiskiem przede wszystkim medialnym! Mamy w sklepach liczniki klientów i widzimy, że nie ma spadku w porównaniu ze styczniem ubiegłego roku.

Przeczytaj jak Łódź staje się kolejną europejską stolicą mody.





Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Firmy odzieżowe w kryzysie. Łódź straciła najwi... jazzman1979 06.04.10, 09:28

    Próchnik przestaje szyć w Łodzi. Wypowiedzenia dostało 105 szwaczek. -Produkcja przestała być rentowna - mówi prezes spółki. lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,5879772.htmlAle ceny to nadal ma być»

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład