Czeka na sprawę i nie ma za co żyć. A sędzia chora

Marcin Masłowski
2010-03-26 , aktualizacja: 26.03.2010 19:40
A A A Drukuj
Nie mogę dostać pracy przez brak jednego zaświadczenia. A sąd co chwila odracza posiedzenie w mojej sprawie. Nie mam pieniędzy, z domu wyprzedałem wszystko, nie mam nawet na jedzenie. Mam zacząć kraść?

FOT.Maciej Jarzebinski /AG
Pan Mariusz Wachiński (nazwisko zmienione) ma 40 lat. Ostatnie 15 przepracował w jednej z największych łódzkich agencji ochrony - jeździł w patrolach, na interwencje, konwojował gotówkę. Ale przydarzyło mu się nieszczęście. Kilka lat temu, gdy wracał zmęczony po całonocnej służbie, musiał na moment zasnąć w tramwaju. - Ktoś ukradł mi plecak, w którym miałem służbową broń. To był pistolet gazowy, ale jednak. Czekała mnie sprawa karna - opowiada Wachiński.

Sprawa się toczyła, prokuratura postawiła mu zarzut nieumyślnej utraty broni służbowej. W końcu zapadł wyrok - kara więzienia. - Oczywiście w zawieszeniu, ale konsekwencje dla mnie były straszne - mówi. - Jeszcze popracowałem, uprawnień nie straciłem, ale w końcu zostałem zwolniony, bo firmę przejęła większa, warszawska.

Wachiński zaczął się starać o pracę ochroniarza w stołecznych agencjach ochrony. - Bo praktycznie przejęli cały rynek, nie da się w Łodzi znaleźć pracy innej niż w którejś z dużych profesjonalnych firm - tłumaczy.

Bez pracy, bez pieniędzy

I tu pojawił się problem. Mimo uprawnień i licencji agenta ochrony wszystkie firmy chciały zaświadczenia o jego niekaralności. Nie mógł go dostarczyć. - Trafiłem do pośredniaka, ale tam, gdzie oferta pracy - to zaświadczenie o niekaralności. Dramat. Nikt nie przyjmował tłumaczeń, że to było przestępstwo nieumyślne, że nikogo nie obrabowałem ani nie pobiłem!

Ochroniarz trafił na zasiłek. Gdy ten się skończył, z renty dziadka, którym się opiekuje, starczało na opłaty, lekarstwa i skromne jedzenie. - Zacząłem wyprzedawać. Najpierw książki, potem kamerę, telewizor. Było naprawdę tragicznie, odliczałem dni, kiedy wreszcie będę mógł złożyć wniosek o zatarcie skazania - opowiada. - Za ostatnie pieniądze opłaciłem adwokata.

Zatarcie skazania to ważna instytucja prawa karnego. Pozwala "wymazać" wyrok i żyć człowiekowi z czystą przeszłością.

Najpierw sprawa miała się odbyć w październiku. Do posiedzenia sądu nie doszło. Wreszcie Wachiński dostał to, o czym marzył. Sekcja Wykonania Orzeczeń dla Sądu Rejonowego Łódź Śródmieście przysłała mu wymarzone wezwanie: "Wzywa się dnia 25 marca 2010 roku w sprawie własnej w przedmiocie zatarcie skazania".

- Dziadek się ucieszył, że przestanę gnić na bezrobociu. Jak na skrzydłach jechałem do sądu na Pomorską - opowiada. - W domu głodny czasem chodziłem, pieniądze, te pożyczone, już się pokończyły.

Może za trzy miesiące

W sądzie usłyszał krótko: pani sędzia od tej sprawy jest na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, ktoś inny ją zastępuje, ale też się rozchorował. Trzeba będzie znaleźć zastępstwo. Kolejny termin: 10 czerwca. I też nie ma gwarancji, że sprawa będzie rozpatrzona.

- Jak można tak traktować ludzi? - zastanawia się Wachiński. - Mam ściany gryźć? Jestem na granicy załamania. Skoro sędzia jest chory, dlaczego nikt go nie zastępuje? Dla mnie to jest sprawa naprawdę bardzo ważna.

Co się stało pani sędzi? "To tajemnica". Dlaczego nikt nie może w wyznaczonym przez nią terminie rozpatrzyć spraw z jej wokandy? - To skomplikowane - mówi sędzia przewodniczący.

A może w takich przypadkach można by poprosić, by sprawę Wachińskiego przyspieszono? - Można, ale to bez sensu, bo terminy mamy pozajmowane już na sierpień i wrzesień - przyznaje szczerze pani w sekretariacie sądu.

- To był nieszczęśliwy zbieg okoliczności - mówi Grażyna Jeżewska z biura prasowego Sądu Okręgowego w Łodzi. - Jedna sędzia jest na zwolnieniu lekarskim, drugi, który miał ją zastąpić, też się rozchorował. Ale ten drugi na krótko - zapewnia. - Mam zapewnienie z sądu, że sprawy będą już przebiegać sprawnie.

- Bardzo mnie to pocieszyło - podsumowuje Wachiński.

Zabrakło wyobraźni - komentarz

25 marca z wokandy pani sędzi nie spadła tylko sprawa pana Wachińskiego. Nowe terminy wyznaczano piętnastu innym osobom. I one też odeszły z sądu z kwitkiem. Ile było już takich dni? Pewnie sporo. Nie wiem, czy dla wszystkich kolejny termin ich sprawy jest problemem, czy nie. Dla Wachińskiego to sprawa godnego życia i znalezienia pracy. Byłoby świetnie, gdyby sędziowie czasem zdawali sobie z tego sprawę. I nie traktowali jak zła koniecznego "petentów" - jak się ładnie wyraziła pani z sekretariatu.

Podziel się

  • 50 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład