Korupcyjny proces byłego dyrektora Kopernika przełożony

Anna Kołakowska
2010-03-23 , aktualizacja: 23.03.2010 20:36
A A A Drukuj
Nie udało się rozpocząć sprawy byłego dyrektora Szpitala im. Kopernika i dwóch innych lekarzy oskarżonych o korupcję. Powód? Wciąż nie osądzono czwartego podsądnego.

Fot. Michał Sierszak / Agencja Gazeta
To pierwszy proces w wielkiej aferze dotyczącej ustawiania przetargów w służbie zdrowia. Na ławie oskarżonych zasiedli: Włodzimierz S. - były szef łódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia i były dyrektor "Kopernika", jego żona Iwona S. - kierowniczka jednego z oddziałów w tym szpitalu, i Zbigniew J. - zastępca dyrektora Szpitala im. Konopnickiej w Łodzi.

Wczoraj sąd po raz kolejny próbował rozpocząć proces. Nie udało się. Na przeszkodzie stanęła nieosądzona sprawa czwartego oskarżonego. Jerzy M. jeszcze w ubiegłym roku został wyłączony z tej sprawy, bo zamierzał dobrowolnie poddać się karze. Mimo to wyrok w jego sprawie wciąż nie zapadł, a termin rozprawy wyznaczono dopiero na początek maja. Prokurator i obrońcy zgodnie stwierdzili, że w tej sytuacji nie można zaczynać procesu pozostałej trójki. Może się okazać, że Jerzy M. nie dogada się z prokuraturą i wyrok nie zapadnie. A wtedy trzeba będzie jego wątek z powrotem wcielić do głównej sprawy. Sąd przyznał im rację i odroczył proces do końca maja.

Zgodził się też, aby sprawę oskarżonych o korupcję lekarzy mogły relacjonować media. Małżonkowie S. nerwowo reagowali na fotoreporterów robiących im zdjęcia. - Może sesję zdjęciową zrobimy później. Chętnie będziemy pozowali - ironizowali. Obrona domagała się, aby sąd zakazał publikowania treści wyjaśnień oskarżonych i zeznań świadków. Gdy sąd takich ograniczeń nie wprowadził, zapowiedziała złożenie wniosku o utajnienie całego procesu. - Dlaczego na jednej ławie oskarżonych nie siedzą ci, co mówią, że dali łapówki, z tymi, którzy mieli je przyjmować? - pytał mecenas Jarosław Szymański, obrońca Zbigniewa J. - Osoby, które pomawiają naszych klientów, w tej sprawie występują jedynie w charakterze świadków, dlatego nie mogą z mediów poznać wyjaśnień oskarżonych.

Przypomnijmy: małżonkom S. oraz Jerzemu M., byłemu dyrektorowi szpitala w Zgierzu, zarzucono, że przyjęli razem łapówki o wartości co najmniej 130 tys. zł od przedstawiciela firmy diagnostycznej. 100 tys. zł mieli dostać w gotówce, resztę w prezentach (np. telewizor plazmowy wart prawie 25 tys. zł i atlas anatomiczny). W zamian mieli umożliwić tej firmie prowadzenie usług laboratoryjnych w swoich szpitalach.

Zbigniew J. według prokuratury zgodził się na wydzierżawienie szpitalnego laboratorium tej samej spółce. Jej przedstawiciel z wdzięczności obiecał płacić mu co kwartał od 3 do 5 tys. zł. Lekarz miał dostać w ten sposób 17 tys. zł.

Wczorajsza sprawa jest fragmentem wielkiego śledztwa dotyczącego działalności trzech spółek diagnostyki laboratoryjnej. Ustalono, że ich przedstawiciele korumpowali pracowników przychodni i szpitali, aby zagwarantować sobie wygraną w przetargach. Dotyczyły one przejęcia laboratoriów szpitalnych oraz dostaw sprzętu medycznego i odczynników laboratoryjnych. Zarzuty postawiono już kilkudziesięciu osobom.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład