"Ośmiornica": "Tato" nie słyszy, ale proces się odbędzie
2010-03-22
, aktualizacja: 22.03.2010 20:07
- Mój klient nie słyszy, co się dzieje na sali rozpraw - mówił obrońca jednego z domniemanych szefów łódzkiej "ośmiornicy". Prosił o odroczenie procesu, ale bez skutku
ZOBACZ TAKŻE
- Korupcyjny proces byłego dyrektora Kopernika przełożony (23-03-10, 20:36)
- Zabiła nożem inwalidę na wózku. Grozi jej dożywocie (23-03-10, 20:32)
- Śmiertelny wypadek na Zgierskiej. Potrącona piesza (23-03-10, 13:09)
- Proces "ośmiornicy" odroczony przez ślub w Stanach (08-03-10, 13:44)
- "Ośmiornica" do poprawki - proces w marcu (25-01-10, 19:05)
- Szefowie "ośmiornicy" odzyskają wolność (01-07-09, 17:42)
- Bossowie ośmiornicy nie wyjdą. Na razie (22-05-09, 20:03)
- Łódzka ośmiornica wypełznie zza krat? (20-05-09, 14:59)
- Wpadł "bomber" z łódzkiej "Ośmiornicy" (14-01-09, 16:36)
Po drugiej próbie udało się w poniedziałek rozpocząć powtórny proces bossów łódzkiej mafii. Sprawa wróciła na wokandę, bo poprzednie wyroki uchylił Sąd Najwyższy.
To najważniejsza z wielu spraw, jakie dotyczyły działalności groźnego łódzkiego gangu. Na ławie oskarżonych zasiada dwóch domniemanych szefów: Tadeusz M., ps. "Tato", i Mariusz K. oraz ich prawa ręka Krzysztof J. oraz siedmiu innych mężczyzn.
Ich pierwszy proces toczył się w największej i uważanej za najbezpieczniejszą sali rozpraw łódzkiego sądu. Większość oskarżonych przywożono z aresztu (wielu w czerwonych drelichach przysługujących tym najgroźniejszym), siedzieli za kuloodporną szybą, a każdego z nich pilnowało po kilku policjantów, także antyterrorystów.
W poniedziałek było zupełnie inaczej. Na rozprawę wybrano salę bez szczególnych zabezpieczeń, bo po uchyleniu wyroku przez Sąd Najwyższy większość oskarżonych zwolniono z aresztu. "Tato" i inni przyszli na rozprawę sami, a z aresztu przywieziono tylko Wojciecha S. oraz Krzysztofa J., który już raz uciekł z łódzkiego sądu.
Ława oskarżonych była w komplecie i wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie, aby rozpocząć proces. Ale obrońca Tadeusza M. poprosił o odroczenie. - Mój klient cierpi na niedosłuch - tłumaczył mecenas Michał Gąsecki. - Po poprzedniej rozprawie skarżył się, że nie słyszy przebiegu rozprawy. To wyklucza prowadzenie procesu, bo oskarżony ma prawo do osobistego i czynnego udziału w nim.
Wnioskował, aby przed rozpoczęciem procesu sąd powołał biegłego laryngologa. Miałby się wypowiedzieć, jakie warunki techniczne trzeba spełnić, aby Tadeusz M. słyszał, co się dzieje na sali rozpraw.
- Rozumiem, że tego, co pan mecenas mówi, klient też nie słyszy? - dopytywał sędzia Tomasz Pintara.
- Nie wszystko... - doprecyzował adwokat.
Na tym i innymi wnioskami sędziowie zastanawiali się ponad dwie godziny. Potem postanowili nie powoływać biegłego laryngologa i rozpocząć proces. - Sąd umożliwił oskarżonemu zajęcie miejsca tuż obok swojego obrońcy i jak najbliżej sądu. To powinno rozwiązać problem - mówił sędzia Pintara.
Prokurator odczytał akt oskarżenia i na tym poniedziałkowa rozprawa zakończyła się. Było zbyt późno, by rozpocząć przesłuchania oskarżonych.
To najważniejsza z wielu spraw, jakie dotyczyły działalności groźnego łódzkiego gangu. Na ławie oskarżonych zasiada dwóch domniemanych szefów: Tadeusz M., ps. "Tato", i Mariusz K. oraz ich prawa ręka Krzysztof J. oraz siedmiu innych mężczyzn.
Ich pierwszy proces toczył się w największej i uważanej za najbezpieczniejszą sali rozpraw łódzkiego sądu. Większość oskarżonych przywożono z aresztu (wielu w czerwonych drelichach przysługujących tym najgroźniejszym), siedzieli za kuloodporną szybą, a każdego z nich pilnowało po kilku policjantów, także antyterrorystów.
W poniedziałek było zupełnie inaczej. Na rozprawę wybrano salę bez szczególnych zabezpieczeń, bo po uchyleniu wyroku przez Sąd Najwyższy większość oskarżonych zwolniono z aresztu. "Tato" i inni przyszli na rozprawę sami, a z aresztu przywieziono tylko Wojciecha S. oraz Krzysztofa J., który już raz uciekł z łódzkiego sądu.
Ława oskarżonych była w komplecie i wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie, aby rozpocząć proces. Ale obrońca Tadeusza M. poprosił o odroczenie. - Mój klient cierpi na niedosłuch - tłumaczył mecenas Michał Gąsecki. - Po poprzedniej rozprawie skarżył się, że nie słyszy przebiegu rozprawy. To wyklucza prowadzenie procesu, bo oskarżony ma prawo do osobistego i czynnego udziału w nim.
Wnioskował, aby przed rozpoczęciem procesu sąd powołał biegłego laryngologa. Miałby się wypowiedzieć, jakie warunki techniczne trzeba spełnić, aby Tadeusz M. słyszał, co się dzieje na sali rozpraw.
- Rozumiem, że tego, co pan mecenas mówi, klient też nie słyszy? - dopytywał sędzia Tomasz Pintara.
- Nie wszystko... - doprecyzował adwokat.
Na tym i innymi wnioskami sędziowie zastanawiali się ponad dwie godziny. Potem postanowili nie powoływać biegłego laryngologa i rozpocząć proces. - Sąd umożliwił oskarżonemu zajęcie miejsca tuż obok swojego obrońcy i jak najbliżej sądu. To powinno rozwiązać problem - mówił sędzia Pintara.
Prokurator odczytał akt oskarżenia i na tym poniedziałkowa rozprawa zakończyła się. Było zbyt późno, by rozpocząć przesłuchania oskarżonych.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





więcej zdjęć