Dopalacze - biznes świetnie się kręci, walka to fikcja
2010-03-11
, aktualizacja: 15.03.2010 08:57
Tematem media żyły przez kilka miesięcy. Potem dopalaczami zajęli się politycy, znowelizowano ustawę o narkomanii, Ministerstwo Zdrowia obiecywało, że substancje znikną z rynku. Burza ucichła, a interes kwitnie. W Łodzi ma się doskonale - pisze w analizie Marcin Masłowski
ZOBACZ TAKŻE
- Dopalacze dla studentów? Politechnika jest bezradna (12-06-10, 09:00)
- Dopalacze gorsze niż narkotyki? "To igranie z ogniem" (11-06-10, 16:38)
- Ofiara dopalaczy? Sekcja zwłok nie dała odpowiedzi (31-03-10, 13:54)
- Pierwsza ofiara dopalaczy? Zmarł na schodach klubu (30-03-10, 14:36)
- Czeka na sprawę i nie ma za co żyć. A sędzia chora (26-03-10, 19:40)
- Nielegalna wymiana plikami w internecie kwitnie (19-03-10, 19:26)
- Dopalacze są legalne! Prokuratura umorzyła dochodzenie (06-11-09, 17:16)
- Dopalacze przed szkołą. Legalnie (11-09-09, 19:47)
- Handel dopalaczami. Będą kontrole sklepów i kupujących (08-04-10, 13:54)
RAPORTY
SONDAŻ
Łódź ma lekką rękę do dopalaczy. To tu, przed ponad rokiem został otworzony pierwszy w Polsce sklep z tymi używkami, to w naszym mieście za chwilę znów wybuchnie wrzawa związana z dopalaczami. Tym razem - jak ustalił "Dziennik Łódzki" - menedżerowie firmy handlującej używkami chcą, by jego klienci kupowali towar w maszynach. Jak batonik czy colę. Chwalą się swoim pomysłem szczegółowo, co wygląda na chęć darmowej reklamy. - Chcemy zwiększyć dostępność naszych produktów, dlatego wychodzimy poza standardowe sklepy. W samoobsługowych automatach pojawi się część naszego asortymentu, między innymi mieszanki ziołowe. Ceny będą takie jak w sklepie - tłumaczył "DŁ" Dawid Bratko, manedżer firmy Smartshop.
Ale czy w ogóle muszą się reklamować? Chyba nie. Wygląda bowiem na to, że dopalacze "wypaliły"; biznes kręci się doskonale, wciąż otwierane są nowe sklepy. Najlepszym tego przykładem jest łódzka "ulica dopalaczy" - 6 Sierpnia. Skręcając w lewo z Piotrkowskiej, trafiamy na sklep BeSmart. Kilkadziesiąt metrów dalej jest już imperium Smartszop. Cała gigantyczna kamienica oblepiona reklamami, sklep i klub w jednym. Nie ma wieczora, by na ulicy lub w środku kilkudziesięciu młodych ludzi z zapałem nie paliło z fifek "lolków" udających marihuanę. Legalnie, niedrogo, i - co najważniejsze - bez ryzyka kontroli policji czy narkotestu.
Właścicieli Smartszopów stać na kosztowne reklamy, ulotki, taką jak choćby ta z okazji Dnia Kobiet: " Młoda czy stara zawsze jara!! Wszystkie kobiety 8 marca 40 procent zniżki".
A to nie tylko Łódź. Biznes Smartszopów kręci się już praktycznie w całej Polsce. W naszym regionie nowe sklepy otworzono w centrum Zgierza przy placu Kilińskiego, kolejny w Piotrkowie Trybunalskim. W całym kraju firma chce mieć docelowo 86 sklepów. Połowa jest jeszcze w budowie. Ale w Warszawie, Olsztynie, Trójmieście, na Śląsku i ścianie zachodniej kilkadziesiąt sklepów już działa.
A to przecież tylko jedna firma handlująca psychoaktywnymi substancjami...
Chyba musimy już pogodzić się z tym, że dopalacze na rynku zostaną (jak zresztą we wszystkich krajach Unii Europejskiej). Walka z nimi skończyła się niczym. A obietnice padały (w obecności mediów głównie) fantastyczne.
"Wszyscy jesteśmy z Łodzi, w Łodzi też powstał pierwszy sklep z dopalaczami" - mówił niecały rok temu Adam Fronczak, wiceminister zdrowia. - Prace nad ustawą trwały długo, ale zakończą się sukcesem. Od piątku dokument wchodzi w życie i z półek sklepowych będą musiały zniknąć towary zawierające niebezpieczne substancje. Wśród nich jest BZP, którego import będziemy ściśle monitorować".
I co z tego, że BZP (benzylopiperazyna) jest pod kontrolą państwa? Sto innych związków chemicznych nie jest, a nawet jak trafią na zakazaną listę, laboratoria w Anglii bez problemu je zmodyfikują, by wciąż dopalacze były legalne.
Łódzka policja rozkłada ręce. - My kontrolujemy sklepy i sprawdzamy produkty pod kątem obecności substancji zakazanych prawem. Nic więcej nie możemy zrobić - mówi Magdalena Zielińska z komendy wojewódzkiej policji.
Walczyć próbuje z dopalaczami Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Na razie efekty tej walki są mizerne. W ramach akcji edukacyjnej biuro stworzyło stronę o zagrożeniach płynących z dopalaczy (www.dopalaczeinfo.pl), ale strona jest bardzo uboga. Co gorsza, w jednym z linków (odsyłaczy) znajdziemy nawet instrukcję zachęcającą, by biorąc dopalacze, poczytać wcześniej o nich, mieć pod ręką kolegę lub wezwać pogotowie, jeśli się źle poczujemy po zażyciu "zioła" czy innego "tabsa".
A co z kierowcami, którzy po dopalaczach zdecydują się na jazdę samochodem? Teoretycznie da się ich ukarać. Bo kodeks wykroczeń pozwala ukarać zabraniem prawa jazdy i grzywną kierowcę, który jedzie samochodem "po użyciu alkoholu lub podobnie działającego środka".
Ale to teoria. Praktyka? Policjanci nie są w stanie sprawdzić, czy ktoś prowadzi auto po zażyciu dopalaczy. Razem z funkcjonariuszami łódzka "Gazeta" chciała przeprowadzić eksperyment. Sprawdzić, czy po przyjęciu dopalaczy policyjne narkotesty coś wykażą. Komenda Główna Policji odmówiła. Zgodziła się firma Medart 2000, która udostępniła nam narkotesty identyczne z tymi, które ma drogówka. Wystarczyło tylko kupić odpowiednie dopalacze. Po zażyciu poczucie jest koszmarne (senność, osłabienie, plamy przed oczami, przyspieszony puls). Co wykazały trzy policyjne narkotesty: na zawartość w organizmie konopi, amfetaminy i opiatów? Nic!
Pół roku po naszym eksperymencie policja nadal nie jest w stanie wyłapać kierowców po pseudonarkotykach. W statystykach ich nie ma. Nowych narkotestów także.
Dr Hanna Lewandowska-Stanek, specjalista ds. toksykologii, tłumaczyła blisko rok temu: - Jeśli zakażemy jednej substancji, to producent w odpowiedzi stworzy inną, o nieco zmienionym składzie chemicznym i nowej nazwie. Niestety, sprzedaż tzw. dopalaczy to dla niektórych osób zbyt dobry interes, by z niego rezygnować.
Pani doktor miała rację.
marcin.maslowski@lodz.agora.pl
Ale czy w ogóle muszą się reklamować? Chyba nie. Wygląda bowiem na to, że dopalacze "wypaliły"; biznes kręci się doskonale, wciąż otwierane są nowe sklepy. Najlepszym tego przykładem jest łódzka "ulica dopalaczy" - 6 Sierpnia. Skręcając w lewo z Piotrkowskiej, trafiamy na sklep BeSmart. Kilkadziesiąt metrów dalej jest już imperium Smartszop. Cała gigantyczna kamienica oblepiona reklamami, sklep i klub w jednym. Nie ma wieczora, by na ulicy lub w środku kilkudziesięciu młodych ludzi z zapałem nie paliło z fifek "lolków" udających marihuanę. Legalnie, niedrogo, i - co najważniejsze - bez ryzyka kontroli policji czy narkotestu.
Właścicieli Smartszopów stać na kosztowne reklamy, ulotki, taką jak choćby ta z okazji Dnia Kobiet: " Młoda czy stara zawsze jara!! Wszystkie kobiety 8 marca 40 procent zniżki".
A to nie tylko Łódź. Biznes Smartszopów kręci się już praktycznie w całej Polsce. W naszym regionie nowe sklepy otworzono w centrum Zgierza przy placu Kilińskiego, kolejny w Piotrkowie Trybunalskim. W całym kraju firma chce mieć docelowo 86 sklepów. Połowa jest jeszcze w budowie. Ale w Warszawie, Olsztynie, Trójmieście, na Śląsku i ścianie zachodniej kilkadziesiąt sklepów już działa.
A to przecież tylko jedna firma handlująca psychoaktywnymi substancjami...
Chyba musimy już pogodzić się z tym, że dopalacze na rynku zostaną (jak zresztą we wszystkich krajach Unii Europejskiej). Walka z nimi skończyła się niczym. A obietnice padały (w obecności mediów głównie) fantastyczne.
"Wszyscy jesteśmy z Łodzi, w Łodzi też powstał pierwszy sklep z dopalaczami" - mówił niecały rok temu Adam Fronczak, wiceminister zdrowia. - Prace nad ustawą trwały długo, ale zakończą się sukcesem. Od piątku dokument wchodzi w życie i z półek sklepowych będą musiały zniknąć towary zawierające niebezpieczne substancje. Wśród nich jest BZP, którego import będziemy ściśle monitorować".
I co z tego, że BZP (benzylopiperazyna) jest pod kontrolą państwa? Sto innych związków chemicznych nie jest, a nawet jak trafią na zakazaną listę, laboratoria w Anglii bez problemu je zmodyfikują, by wciąż dopalacze były legalne.
Łódzka policja rozkłada ręce. - My kontrolujemy sklepy i sprawdzamy produkty pod kątem obecności substancji zakazanych prawem. Nic więcej nie możemy zrobić - mówi Magdalena Zielińska z komendy wojewódzkiej policji.
Walczyć próbuje z dopalaczami Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii. Na razie efekty tej walki są mizerne. W ramach akcji edukacyjnej biuro stworzyło stronę o zagrożeniach płynących z dopalaczy (www.dopalaczeinfo.pl), ale strona jest bardzo uboga. Co gorsza, w jednym z linków (odsyłaczy) znajdziemy nawet instrukcję zachęcającą, by biorąc dopalacze, poczytać wcześniej o nich, mieć pod ręką kolegę lub wezwać pogotowie, jeśli się źle poczujemy po zażyciu "zioła" czy innego "tabsa".
A co z kierowcami, którzy po dopalaczach zdecydują się na jazdę samochodem? Teoretycznie da się ich ukarać. Bo kodeks wykroczeń pozwala ukarać zabraniem prawa jazdy i grzywną kierowcę, który jedzie samochodem "po użyciu alkoholu lub podobnie działającego środka".
Ale to teoria. Praktyka? Policjanci nie są w stanie sprawdzić, czy ktoś prowadzi auto po zażyciu dopalaczy. Razem z funkcjonariuszami łódzka "Gazeta" chciała przeprowadzić eksperyment. Sprawdzić, czy po przyjęciu dopalaczy policyjne narkotesty coś wykażą. Komenda Główna Policji odmówiła. Zgodziła się firma Medart 2000, która udostępniła nam narkotesty identyczne z tymi, które ma drogówka. Wystarczyło tylko kupić odpowiednie dopalacze. Po zażyciu poczucie jest koszmarne (senność, osłabienie, plamy przed oczami, przyspieszony puls). Co wykazały trzy policyjne narkotesty: na zawartość w organizmie konopi, amfetaminy i opiatów? Nic!
Pół roku po naszym eksperymencie policja nadal nie jest w stanie wyłapać kierowców po pseudonarkotykach. W statystykach ich nie ma. Nowych narkotestów także.
Dr Hanna Lewandowska-Stanek, specjalista ds. toksykologii, tłumaczyła blisko rok temu: - Jeśli zakażemy jednej substancji, to producent w odpowiedzi stworzy inną, o nieco zmienionym składzie chemicznym i nowej nazwie. Niestety, sprzedaż tzw. dopalaczy to dla niektórych osób zbyt dobry interes, by z niego rezygnować.
Pani doktor miała rację.
marcin.maslowski@lodz.agora.pl
- 119 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
135 głosów
-
Masłowskiemu komuna sie sni, on wie najlepiej co
kibic_rudego
12.03.10, 00:01
dobre dla nas.Trzeba donies na Masłowskiego do prokuratury ze jest prawdopodobienstwonaklania przez niego do lamania prawa i nielegalny lobbing.Jak Sentator PO, Pliesiewcz zostal uniwinniony»
-
Dopalacze - biznes świetnie się kręci, walka to...
a-z2005
12.03.10, 00:14
Stara zasada a zawsze się sprawdza. Jak politycy lub urzędnicy biorą się za walkę z czymkolwiek (dopalaczami, biedą, bezrobociem... nie ważne) to efekt jest zawsze ten sam - odwrotny od »
-
Cenzora i redaktora poduczam, że:
awatar_sm
12.03.10, 06:24
"political fiction" jest zabawą - bez chlania i ćpania, każdorazowe postawinie bana - bawi mnie, że kogoś dotknąłem, uczcie się języka polskiego»
Najczęściej czytane24 htydzień








