Wlókł człowieka pod samochodem. Proces do powtórki
2010-03-09
, aktualizacja: 09.03.2010 20:01
Proces kierowcy, który śmiertelnie potrącił przechodnia i wlókł go potem pod samochodem przez półtora kilometra, ma być powtórzony. Tak zadecydował wczoraj łódzki sąd apelacyjny
ZOBACZ TAKŻE
- Wypadek karetki na sygnale. Lekarz ma złamany kręgosłup (16-03-10, 13:00)
- Nieznajoma zwabiła go do parku, stracił dwa telefony (20-04-10, 14:26)
- Straż miejska jak drogówka, mandaty za dyngusa (02-04-10, 11:31)
- Drogi w Łódzkiem: tragiczny pierwszy dzień wiosny (22-03-10, 11:52)
- Napadli na "Żabkę". Zniknął Jack Daniels i Ballantine's (15-03-10, 16:53)
- Tir wjechał w dom. Budynek nadaje się do rozbiórki (11-03-10, 10:05)
- Są zarzuty dla pięciu pseudokibiców. Grozi im do 10 lat (09-03-10, 17:17)
- Skłamała, że pracuje, by dostać 20 tys. zł kredytu (09-03-10, 16:45)
- Proces "ośmiornicy" odroczony przez ślub w Stanach (08-03-10, 13:44)
- Chądzyński wygrał w sądzie proces z Gałkiewiczami (05-03-10, 21:15)
- Katastrofa budowlana przy placu Zwycięstwa w sądzie (05-03-10, 21:14)
- Pójdą siedzieć za kable warte 750 tys. zł. Do 10 lat (05-03-10, 11:59)
- Zbyt łagodny wyrok? Podpalacz kamienic znów przed sądem (16-03-10, 20:24)
To był bardzo nietypowy wypadek i nietypowy proces. Przypomnijmy: do zdarzenia doszło w maju 2008 roku. 42-letni dziś Tomasz S. jechał do klienta. Wiózł pizzę. Na ul. Gruszowej minął Adama M. i jego znajomego. Nie jechał szybko, ale ochlapał ich wodą z kałuży. Mężczyźni wiedzieli, że Gruszowa jest zamknięta i kierowca będzie musiał wracać. Postanowili poczekać na niego i zwrócić mu uwagę.
- Szli w moim kierunku - relacjonował później w prokuraturze oskarżony. - Ich zachowanie było agresywne. Coś krzyczeli, widziałem ich groźne miny i gesty. Jeden z nich ściskał rękę tak, jakby trzymał kamień albo cegłę. Drugi wyszedł na środek drogi i wymachiwał rękami. Dawałem mu sygnały światłami i rękami, aby zszedł.
Adam M. dostał się pod samochód. Tomasz S. tłumaczył, że starał się go wziąć między koła i był przekonany, że pieszy został na drodze za pojazdem: - Jadąc drogą gruntową, nic nie słyszałem. Żadnych krzyków, żadnych odgłosów. Dopiero na asfalcie poczułem, jakbym miał pękniętą oponę.
Przejechał niemal półtora kilometra i zaparkował przy ulicy, gdzie pracował. Kolegom powiedział, że został napadnięty. Potem zajrzał pod auto: - I zobaczyłem głowę tego człowieka. Oczy miał otwarte, oddychał. Wezwano pomoc. Adama M. wydostali spod samochodu strażacy. Trafił do szpitala, gdzie wkrótce zmarł.
Tomasz S. nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego się nie zatrzymał. Powtarzał, że się bał, był przerażony: - Obawiałem się, że wybiją szybę i wyciągną mnie z samochodu. Myślałem, że chcą mnie napaść. Bałem się, że mnie zaatakują i zawołają kolegów.
W sądzie problemem było, jak przełożyć to zdarzenie na kodeks karny. Prokuratura nie oskarżyła Tomasza S. o spowodowanie wypadku drogowego, za co groziłoby mu do ośmiu lat więzienia. Zarzut był poważniejszy: ciężkie zranienie, którego efektem była śmierć. Ale sąd I instancji uznał go za winnego zabójstwa. - Jeśli osoba o przeciętnym doświadczeniu życiowym i wykształceniu mechanika samochodowego rusza na człowieka, który stoi przed maską auta, to co najmniej godzi się na jego śmierć. Każdy wie, że prześwit między autem a podłożem nie pozwala na przejechanie po człowieku bez zrobienia mu krzywdy.
Sąd znalazł jednak podstawy, aby nadzwyczajnie złagodzić mu karę. Wziął pod uwagę, że Tomasz S. się bał. Choć - zdaniem sądu - mógł źle odebrać intencje przechodniów, a obawa o własne życie była urojona. Istniała tylko w jego świadomości, a nie była realna. Dlatego Tomaszowi S. tylko wydawało się, że działa w obronie koniecznej. Wyrok? Dwa lata i osiem miesięcy więzienia.
Od wyroku apelację złożył obrońca oskarżonego mecenas Maciej Rakowski. - Chciałem, by mój klient został uniewinniony. Sąd nie przesłuchał świadka, operatora TVP, który miał znać relację z przebiegu zdarzenia. Po drugie, podniosłem w apelacji, że sąd nie odniósł się w ogóle do kwestii obrony koniecznej. A to także jest kluczowe w tej sprawie: czy mój klient działał w obronie koniecznej, czy nie.
Sąd apelacyjny podzielił we wczorajszym orzeczeniu wątpliwości obrony i uchylił w całości zaskarżony wyrok.
- Sąd pierwszej instancji dopuścił się błędów prawnych, m.in. nie przeprowadził dowodów, które powinien - uzasadniał wyrok sędzia Marian Baliński. - Nie odniósł się do wszystkich kwestii dowodowych, nie przeprowadził wszystkich niezbędnych eksperymentów, nie przesłuchał wszystkich świadków obrony. A więc były braki w ustaleniach faktycznych i trzeba będzie wszystko raz jeszcze sprawdzić. To zadania dla sądu kręgowego.
Po usłyszeniu wyroku oskarżony Tomasz S. usiadł na ławce w korytarzu sądowym. Długo nie mógł dojść do siebie. - Dajcie mi spokój, nie róbcie mi żadnych zdjęć - poprosił tylko dziennikarzy.
- Szli w moim kierunku - relacjonował później w prokuraturze oskarżony. - Ich zachowanie było agresywne. Coś krzyczeli, widziałem ich groźne miny i gesty. Jeden z nich ściskał rękę tak, jakby trzymał kamień albo cegłę. Drugi wyszedł na środek drogi i wymachiwał rękami. Dawałem mu sygnały światłami i rękami, aby zszedł.
Adam M. dostał się pod samochód. Tomasz S. tłumaczył, że starał się go wziąć między koła i był przekonany, że pieszy został na drodze za pojazdem: - Jadąc drogą gruntową, nic nie słyszałem. Żadnych krzyków, żadnych odgłosów. Dopiero na asfalcie poczułem, jakbym miał pękniętą oponę.
Przejechał niemal półtora kilometra i zaparkował przy ulicy, gdzie pracował. Kolegom powiedział, że został napadnięty. Potem zajrzał pod auto: - I zobaczyłem głowę tego człowieka. Oczy miał otwarte, oddychał. Wezwano pomoc. Adama M. wydostali spod samochodu strażacy. Trafił do szpitala, gdzie wkrótce zmarł.
Tomasz S. nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego się nie zatrzymał. Powtarzał, że się bał, był przerażony: - Obawiałem się, że wybiją szybę i wyciągną mnie z samochodu. Myślałem, że chcą mnie napaść. Bałem się, że mnie zaatakują i zawołają kolegów.
W sądzie problemem było, jak przełożyć to zdarzenie na kodeks karny. Prokuratura nie oskarżyła Tomasza S. o spowodowanie wypadku drogowego, za co groziłoby mu do ośmiu lat więzienia. Zarzut był poważniejszy: ciężkie zranienie, którego efektem była śmierć. Ale sąd I instancji uznał go za winnego zabójstwa. - Jeśli osoba o przeciętnym doświadczeniu życiowym i wykształceniu mechanika samochodowego rusza na człowieka, który stoi przed maską auta, to co najmniej godzi się na jego śmierć. Każdy wie, że prześwit między autem a podłożem nie pozwala na przejechanie po człowieku bez zrobienia mu krzywdy.
Sąd znalazł jednak podstawy, aby nadzwyczajnie złagodzić mu karę. Wziął pod uwagę, że Tomasz S. się bał. Choć - zdaniem sądu - mógł źle odebrać intencje przechodniów, a obawa o własne życie była urojona. Istniała tylko w jego świadomości, a nie była realna. Dlatego Tomaszowi S. tylko wydawało się, że działa w obronie koniecznej. Wyrok? Dwa lata i osiem miesięcy więzienia.
Od wyroku apelację złożył obrońca oskarżonego mecenas Maciej Rakowski. - Chciałem, by mój klient został uniewinniony. Sąd nie przesłuchał świadka, operatora TVP, który miał znać relację z przebiegu zdarzenia. Po drugie, podniosłem w apelacji, że sąd nie odniósł się w ogóle do kwestii obrony koniecznej. A to także jest kluczowe w tej sprawie: czy mój klient działał w obronie koniecznej, czy nie.
Sąd apelacyjny podzielił we wczorajszym orzeczeniu wątpliwości obrony i uchylił w całości zaskarżony wyrok.
- Sąd pierwszej instancji dopuścił się błędów prawnych, m.in. nie przeprowadził dowodów, które powinien - uzasadniał wyrok sędzia Marian Baliński. - Nie odniósł się do wszystkich kwestii dowodowych, nie przeprowadził wszystkich niezbędnych eksperymentów, nie przesłuchał wszystkich świadków obrony. A więc były braki w ustaleniach faktycznych i trzeba będzie wszystko raz jeszcze sprawdzić. To zadania dla sądu kręgowego.
Po usłyszeniu wyroku oskarżony Tomasz S. usiadł na ławce w korytarzu sądowym. Długo nie mógł dojść do siebie. - Dajcie mi spokój, nie róbcie mi żadnych zdjęć - poprosił tylko dziennikarzy.
- 2 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




