Proces "ośmiornicy" odroczony przez ślub w Stanach

amk, mas
2010-03-08 , aktualizacja: 08.03.2010 13:44
A A A Drukuj
Powtórny proces szefów łódzkiej mafii spadł wczoraj z wokandy. Jeden z oskarżonych nie dojechał, bo załatwiał ... ślubne formalności w Stanach Zjednoczonych

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Takie procesy w łódzkim Sądzie Okręgowym zaczynają być normą. Najpierw ponad półtoragodzinne opóźnienie, bo konwój z aresztu w Piotrkowie Trybunalskim nie był w stanie na czas przywieźć dwóch oskarżonych pozbawionych wolności: Wojciecha S. i osławionego "Jędrzeja" czyli Krzysztofa J.

Kiedy ostatnio konwój zjawił się w sądzie punktualnie, nie był sobie w stanie przypomnieć niemal żaden z adwokatów i dziennikarzy snujących się po sądowym korytarzu. Nie przeszkodziło to jednak sędziemu Tomaszowi Pintarze kolejnych terminów wyznaczyć na tę samą porę.

Gdy w końcu konwój się zjawił, wszyscy liczyli, że ten najważniejszy z procesów łódzkiej "ośmiornicy" znów się rozpocznie.

Znów, bo ponad rok temu Sąd Najwyższy zwrócił sprawę do ponownego rozpoznania. Uchylił poprzedni wyrok, bo dopatrzył się "rażących uchybień". Po pierwsze - wydali go sędzia Anna Wesołowska i trzej ławnicy, którzy wcześniej sądzili już inny wątek "ośmiornicy". Dlatego można mieć wątpliwości, czy byli bezstronni. Sąd Najwyższy miał jeszcze drugą uwagę do poprzedniego składu sędziowskiego: byli w nim ławnicy, którzy nie zapoznali się z zeznaniami świadków incognito, bo nie mieli prawa dostępu do informacji niejawnych. Teraz już wszyscy ławnicy mają odpowiednie certyfikaty.

Ale proces się nie rozpoczął. Powód? Jeden z oskarżonych, Ryszard G. nie zjawił się w sądzie, bo w USA załatwia formalności związane ze ślubem. " Zaczynam nowe życie i nie mogę się stawić w sądzie. Przepraszam" - napisał Ryszard G.

Choć zarówno prokurator jak i obrońcy chcieli rozpoczęcia procesu, sąd uznał, że obecność oskarżonego jest na sali niezbędna i odroczył proces do 22 marca. Wtedy Ryszard G. ma być z powrotem w kraju. Zanim wszyscy opuścili salę, jeden z obrońców, mecenas Michał Gąsecki poinformował sąd, że obaj aresztanci zostali pozbawieni przed rozprawą posiłku, a Wojciecha S. strażnicy mieli zranić w głowę, gdy protestował przeciwko tej decyzji. Zwrócił się do sądu o wyjaśnienie i interwencję w tej sprawie.



Najgroźniejszy łódzki gang udało się rozpracować dzięki zeznaniom Marka B., ps. "Rudy", skruszonego gangstera. "Rudy" pogrążył byłych wspólników, ale w zamian dostał gwarancję bezkarności i ochronę. Członków łódzkiej "ośmiornicy" oskarżono o przestępstwa gospodarcze, skarbowe i kryminalne. W najważniejszym procesie na ławie oskarżonych zasiedli dwaj szefowie gangu: Tadeusz M., ps. "Tato" i Mariusz K., ich prawa ręka Krzysztof J. oraz dziesięciu innych mężczyzn. Odpowiadali za: zlecenie zabójstwa Ireneusza J., ps. "Gruby Irek", innego przywódcy łódzkiego świata przestępczego, którego zastrzelono w Wigilię 1997 r. przed zgierską pizzerią; zlecenie zabójstwa Nikodema S., ps. "Nikoś", bossa trójmiejskiej mafii, zastrzelonego w agencji towarzyskiej w Gdyni; uprowadzenie trzech przedsiębiorców i wymuszenie za nich 3,2 mln zł okupu.

Wyrok zapadł po trzyletnim procesie. Tadeuszowi M. i Mariuszowi K. sąd wymierzył kary 25 i 15 lat więzienia, Krzysztofa J. skazał na 25 lat więzienia, a pozostałym dał od 10 miesięcy do 11 lat więzienia. Z orzeczeniem nie pogodzili się ani prokurator, ani obrońcy, dlatego w październiku 2007 r. sprawą zajął się sąd drugiej instancji. Większość kar utrzymał w tej samej wysokości - w tym najsurowsze kary dla szefów. Obrońcy nie dali za wygraną. Napisali kasacje i Sąd Najwyższy uchylił oba wyroki.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy