Derby Łodzi. WIdzew nokautuje ŁKS!

Bartłomiej Derdzikowski
2010-03-07 , aktualizacja: 07.03.2010 23:02
A A A Drukuj
Takiej przewagi jednej drużyny w derbach nie było już dawno. Widzew strzelił cztery gole ŁKS-owi, a mógł znacznie więcej

Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Derby zamykały pierwszą tegoroczną kolejkę pierwszej ligi. Wychodząc na boisko, piłkarze obu łódzkich drużyn znali już więc pozostałe wyniki. A były dla nich dobre, bo tylko po punkcie wywalczyły Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze, a to chyba najpoważniejsi rywale łódzkich zespołów w walce o ekstraklasę. W przypadku wygranej w derbach Widzew mógł więc powiększyć swoją przewagę nad trzecią drużyną w tabeli aż do dziesięciu punktów, a ŁKS wskoczyć na drugie miejsce dające bezpośredni awans do ekstraklasy. Było więc o co się bić.

W zespole gospodarzy nie było żadnych niespodzianek. Trener Grzegorz Wesołowski, tak jak się spodziewano, wystawił w pierwszym składzie czterech nowych piłkarzy - obok Piotr Świerczewskiego i Wahana Geworgiana, którzy już kiedyś w ŁKS-ie grali, także Pavla Balaża i Piotr Madejskiego. Gospodarze mieli grać odważnie i ofensywnie.

Jedna jedyna niespodzianka była w składzie Widzewa. W pierwszej jedenastce zabrakło Łukasz Brozia, który jesienią nie wystąpił tylko w jednym meczu, a jego miejsce po prawej stronie defensywy zajął Ugo Ukah. Do pierwszej jedenastki wskoczył też Piotr Kuklis. I to z pewnością była duża niespodzianka.

Początek meczu - jak to w derbach - był próbą sił. I tak, Świerczewski wyciął Darvydasa Sernasa, za chwilę on sam oberwał w głowę (i to nogą!) od Kuklisa, a przed 10. minutą znów leżał Sernas. Tym razem Litwina zabolały plecy, za co odpowiedzialny był Tomasz Hajto. Pierwszy kwadrans derbów zamknął w swoim stylu Świerczewski, który w środku boiska "odwdzięczył się" za wcześniejszy kopniak w głowę od Kuklisa. Pomocnik Widzewa szybko się jednak podniósł, chociaż kilka minuty później znów leżał, tym razem po faulu Madejskiego.

Walka o prymat w Łodzi była więc WALKĄ naprawdę. Nikt nie odpuszczał. Niestety, dobrej gry w piłkę, składnych akcji i tego wszystkiego, czym kibice emocjonują się w zachodnich ligach, w tej części gry prawie nie było. Odnotować trzeba na pewno ładną kontrę widzewiaków zakończoną za słabym strzałem Piotra Grzelczaka w 3. min. Ełkaesiacy zaatakowali poważniej dopiero niecały kwadrans później, ale nie wynikało to z ich umiejętności, tylko z błędu Macieja Mielcarza. Bramkarz Widzewa niepewnie interweniował przy dośrodkowaniu, ale na szczęście dla gości strzał Łukasza Gikiewicza został zablokowany.

Na kolejne emocje czekaliśmy do 27. min, ale dobrze zapowiadającą się akcję popsuł Sernas, który zamiast podawać do Grzelczaka, strzelił panu Bogu w okno. Cztery minuty później padł gol. Jego strzelcem był ełkaesiak Rafał Kujawa, ale udział przy nim miało co najmniej sześciu piłkarzy. Najpierw Hajto w swoim stylu wrzucił piłkę z autu w pole karne widzewiaków, później Marcin Adamski zablokował Jarosława Bieniuka (i chyba przy tym faulował), a na koniec Kujawa przechytrzył Wojciecha Szymanka i pięknym strzałem piętą pokonał Mielcarza.

Oczywiście bohaterem numer jeden tej akcji był Kujawa. Wychowanek ŁKS-u marzył o golu w derbach. Spełnił więc marzenie i... uniknął zmiany, bo podobno chwilę wcześniej trener Wesołowski myślał, by jego pierwszego posadzić na ławce.

ŁKS objął prowadzenie tak jak w jesiennych derbach. Wtedy jednak stracił dwa gole i derby przegrał. Tym razem dwa gole stracił już do przerwy. Oba były równie ładne, jak trafienie Kujawy. Najpierw, po bardzo ładnym zagraniu Marcina Robaka, do bramki trafił zza pola karnego Sernas (Wyparle zabrakło o kilka centymetrów dłuższej ręki, by odbić piłkę). Kilka minut później ełkaesiaków dobił drugi Litwin Mindaugas Panka, który wykorzystał dośrodkowanie Dudu i zdobył gola głową.

Trzeba przyznać, że po stracie gola widzewiacy pokazali charakter, a ostatni kwadrans derbów był ich wart. Podsumowując pierwszą połowę - lepsi piłkarsko byli goście, a walka i zaangażowanie były na remis.

Po przerwie ełkaesiacy wcale nie rzucili się do ataku, chociaż mieli nieznaczną przewagę. Nie radzili sobie jednak najlepiej w ataku pozycyjnym, a do takiej gry byli zmuszeni, bo widzewiacy nie grali już tak ofensywnie jak w pierwszej połowie. U gospodarzy zawodzili zwłaszcza ofensywni gracze - Madejski, Nawrocik i Kujawa, którzy byli znacznie wolniejsi od gości (były momenty, że bardziej aktywni w ataku byli stoperzy Adamski i Hajto).

Widzew nastawił się na kontry i w 59. min powinien prowadzić 3:1, kiedy fatalny błąd popełnił Wyparło. Bramkarz ŁKS-u podał piłkę do... Krzysztofa Ostrowskiego, a ten odegrał ją do Robaka, który jednak strzelił za słabo i Wyparło naprawił swój błąd. Inna sprawa, że gdyby Robak zagrał do Sernasa, zamiast strzelać, to ta akcja mogła zakończyć się podwyższeniem prowadzenia.

Widzewiacy byli zadowoleni z prowadzenia, dlatego myśleli głównie o jego utrzymaniu. Bramce Wyparły zagrozili ponownie w 78. min, znów po kontrze. Robak wyprzedził Roberta Łakomego jak Usain Bolt rywali na 100 metrów, ale strzelił obok słupka.

Ełkaesiacy słabli z każdą minutą. Biegali mniej i coraz wolniej. Niestety, nietypowe przygotowania dały o sobie znać. W końcówce jedyną niewiadomą było to, ile razy Wyparło wyjmie piłkę z siatki. Grzelczak ogrywał Roberta Łakomego niczym juniora. Po kolejnej akcji zagrał do Brozia, a temu pozostało tylko dostawić nogę. To jego pierwszy gol w Widzewie. Gospodarzy dobił jeszcze Robak, który wykorzystał sytuację sam na sam z Wyparłą.

Piłkarze z al. Piłsudskiego wygrali derby całkowicie zasłużenie, przede wszystkim dlatego, że zdecydowanie lepiej grali w piłkę. A ŁKS? Z taką formą marzenia o ekstraklasie będzie musiał odłożyć. Ale jesień też zaczął źle...

ŁKS - Widzew 1:4 (1:2)

Gole: Kujawa (31.) - Sernas (41.), Panka (44.), Broź (82.), Robak (90.+2)

ŁKS: Wyparło - Łakomy, Hajto Ż, Adamski, Balaż - Geworgian, Świerczewski, Kujawa, Madejski (63. Drumlak) - Nawrocik (81. Wolański), Gikiewicz.

Widzew: Mielcarz - Ukah, Szymanek, Bieniuk Ż, Dudu Ż - Ostrowski (68. Broź), Panka, Kuklis, Grzelczak - Sernas, Robak.

Sędziował: Sebastian Jarzębak z Bytomia

Widzów: 6 tys.

Podziel się

  • 88 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    60 głosów