Chądzyński wygrał w sądzie proces z Gałkiewiczami

Anna Kołakowska
2010-03-05 , aktualizacja: 05.03.2010 21:15
A A A Drukuj
Były wiceprezydent Łodzi wygrał w sądzie spór z braćmi Gałkiewiczami, podłódzkimi przedsiębiorcami z listy najbogatszych Polaków.

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
- Czekałem na ten wyrok równo cztery lata i jeden miesiąc, ale wreszcie sprawiedliwości stało się zadość - triumfował po wyroku Karol Chądzyński. - Sąd pokazał, że nie można bezkarnie szargać czyjegoś dobrego imienia.

Andrzej i Zbigniew Gałkiewiczowie przez lata plasowali się w czołówce listy najbogatszych Polaków według tygodnika "Wprost". Jesienią 2004 r. opowiedzieli dziennikarzom "Gazety", że przez lata musieli się opłacać łódzkim politykom.

Gałkiewiczowie prowadzą interesy w podłódzkim Rzgowie. Mają tam gospodarstwo ogrodnicze i hale targowe. Jedna z nich została uznana za samowolę budowlaną. Gałkiewiczowie twierdzili, że politycy lewicy proponowali im pomoc w legalizacji budynku. Ale nie za darmo. Na podstawie ich zeznań prokuratura oskarżyła wielu prominentnych działaczy SLD, m.in. byłego posła i szefa partii w województwie Andrzeja Pęczaka, eksmarszałka województwa Waldemara M., byłego wiceprezydenta Łodzi Marka K. oraz eksradnego Tomasza R. Ich procesy toczą się przed łódzkim sądem.

Ale przedsiębiorcy utrzymywali też, że wspierali finansowo polityków innej opcji. Andrzej Gałkiewicz mówił: - Zgłosili się do mnie ludzie Kropiwnickiego - Włodzimierz Tomaszewski i Karol Chądzyński. Powiedzieli, że wszyscy dają co łaska, czyli przynajmniej po 10 tys. zł, a mniej nikt nie daje. I tyle dostali. Oczywiście o żadnych kwitach nie było mowy.

Tomaszewski był wówczas pełnomocnikiem wyborczym komitetu wyborczego Jerzego Kropiwnickiego, a Chądzyński pełnił rolę szefa sztabu wyborczego. Gdy obaj byli już wiceprezydentami miasta, prokuratura zarzuciła im, że na kilka dni przed drugą turą wyborów samorządowych wzięli od Andrzeja Gałkiewicza 10 tys. zł. I zamiast przeznaczyć pieniądze na kampanię, przywłaszczyli je sobie.

Sądy obu instancji oczyściły ich z tych zarzutów. Sędziowie nie uwierzyli w wersję Gałkiewicza. - Jego zeznania są niespójne i niekonsekwentne - mówiła sędzia Anna Starczewska-Kaszewiak z sądu rejonowego.

Obok procesu karnego sprawa miała też swoją cywilną odsłonę. Obaj politycy uznali, że przedsiębiorcy naruszyli ich dobre imię. Jako pierwszy pozwał braci przed sąd Tomaszewski, teraz już były wiceprezydent Łodzi. Zażądał przeprosin i 50 tys. zł zadośćuczynienia. Skończyło się na ugodzie i złożonym przez jednego z braci oświadczeniu. Napisano w nim: "(...) Andrzej Gałkiewicz zapewnia, że nie dokonał żadnych wpłat na rzecz pana Włodzimierza Tomaszewskiego w zamian za obietnice uzyskania jakichkolwiek korzyści (...)".

Wczoraj finał znalazła sprawa drugiego z byłych wiceprezydentów. Tym razem sąd uznał, że bracia naruszyli dobre imię Chądzyńskiego. Nakazał im opublikować na pierwszych stronach dwóch łódzkich dzienników oświadczenie, że "nie przekazywali do rąk Karola Chądzyńskiego żadnych pieniędzy na kampanię Jerzego Kropiwnickiego ani na inne cele. Cytowane w tym zakresie wypowiedzi nie są prawdą".

- Sąd cywilny nie jest związany wyrokiem sądu karnego, ale może się odnosić do zgromadzonego tam materiału - mówiła sędzia Marzanna Rojecka-Mazurczyk. - W procesie cywilnym Andrzej Gałkiewicz potwierdził, że dał powodowi pieniądze, ale nie przedstawiono na to żadnych innych dowodów. Wiarygodność tych zeznań jest wątpliwa, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę, jak zostały ocenione w procesie karnym.

Gałkiewiczów nie było na ogłoszeniu wyroku. Nie jest on prawomocny.

anna.kolakowska@lodz.agora.pl

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład