Katastrofa budowlana przy placu Zwycięstwa w sądzie
2010-03-05
, aktualizacja: 05.03.2010 21:14
Przed łódzkim sądem rozpoczął się wczoraj ponowny proces w sprawie katastrofy budowlanej przy pl. Zwycięstwa. Obaj oskarżeni konsekwentnie nie przyznają się do winy
ZOBACZ TAKŻE
- Wlókł człowieka pod samochodem. Proces do powtórki (09-03-10, 20:01)
- Proces "ośmiornicy" odroczony przez ślub w Stanach (08-03-10, 13:44)
- Wnuczek podciął babci gardło i czekał aż się wykrwawi (04-03-10, 17:57)
- "Szakal" zaprzecza, że należał do gangu "glutów" (02-03-10, 19:30)
- Dożywocie za dwa morderstwa. Sąd: to były egzekucje (01-03-10, 20:51)
- Czy policjanci pobili kierowcę za nazwanie ich psami? (01-03-10, 18:42)
- Zbyt łagodny wyrok? Podpalacz kamienic znów przed sądem (16-03-10, 20:24)
Poprzedni wyrok, w którym obu oskarżonych mężczyzn uniewinniono, został uchylony przez sąd drugiej instancji.
Trzypiętrowy pofabryczny biurowiec przy pl. Zwycięstwa 2 zawalił się w maju 2005 r. Pod jego gruzami zginęły dwie kobiety: pracownica PZU i brokerka ubezpieczeniowa. Pięć osób zostało rannych.
Biegli powołani przez prokuraturę wskazali dwie główne przyczyny katastrofy: fatalny stan techniczny budynku i prace porządkowe, które prowadzono na podwórzu. O spowodowanie katastrofy budowlanej oskarżono dwie osoby: Jerzego D., operatora koparki, który w dniu tragedii pracował na dziedzińcu, oraz Adama K., pełnomocnika spółki będącej właścicielem obiektu.
Wczoraj obaj nie przyznali się do winy. Odmówili składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.
Poprzedni proces trwał blisko cztery lata. W marcu ubiegłego roku sąd okręgowy uniewinnił obu oskarżonych. - Najkrócej rzecz ujmując, to był splot nieszczęśliwych okoliczności - mówiła wtedy sędzia Marzanna Malinowska. - Budynek się zawalił, ale nie z winy oskarżonych.
Od wyroku odwołali się prokuratura i pełnomocnicy dwojga poszkodowanych. Chcieli powtórnego procesu. - To nie siły nadprzyrodzone doprowadziły do katastrofy, ale zachowanie dwóch oskarżonych - przekonywała prokurator Joanna Stępień.
Wyrok, a konkretnie jego uzasadnienie, nie spodobał się też uniewinnionemu Adamowi K. Jego obrońca chciał, aby sąd drugiej instancji wykreślił parę zdań z uzasadnienia sądu okręgowego, a treść innych zmienił. Generalnie jednak każdy z trzech adwokatów Adama K. bronił uniewinniającego wyroku. - Sąd w tej sprawie wykazał się rzetelnością i profesjonalizmem - mówił Jacek Pietrzak. O utrzymanie wyroku w mocy prosił też obrońca drugiego z oskarżonych.
Ale sąd apelacyjny dopatrzył się poważnego błędu. Okazało się, że kilka osób w tej sprawie występowało najpierw w charakterze świadka, a potem biegłego. - Takie łączenie funkcji jest niedopuszczalne - mówił sędzia Tomasz Pintara. - Dlatego proces musi być powtórzony.
Trzypiętrowy pofabryczny biurowiec przy pl. Zwycięstwa 2 zawalił się w maju 2005 r. Pod jego gruzami zginęły dwie kobiety: pracownica PZU i brokerka ubezpieczeniowa. Pięć osób zostało rannych.
Biegli powołani przez prokuraturę wskazali dwie główne przyczyny katastrofy: fatalny stan techniczny budynku i prace porządkowe, które prowadzono na podwórzu. O spowodowanie katastrofy budowlanej oskarżono dwie osoby: Jerzego D., operatora koparki, który w dniu tragedii pracował na dziedzińcu, oraz Adama K., pełnomocnika spółki będącej właścicielem obiektu.
Wczoraj obaj nie przyznali się do winy. Odmówili składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.
Poprzedni proces trwał blisko cztery lata. W marcu ubiegłego roku sąd okręgowy uniewinnił obu oskarżonych. - Najkrócej rzecz ujmując, to był splot nieszczęśliwych okoliczności - mówiła wtedy sędzia Marzanna Malinowska. - Budynek się zawalił, ale nie z winy oskarżonych.
Od wyroku odwołali się prokuratura i pełnomocnicy dwojga poszkodowanych. Chcieli powtórnego procesu. - To nie siły nadprzyrodzone doprowadziły do katastrofy, ale zachowanie dwóch oskarżonych - przekonywała prokurator Joanna Stępień.
Wyrok, a konkretnie jego uzasadnienie, nie spodobał się też uniewinnionemu Adamowi K. Jego obrońca chciał, aby sąd drugiej instancji wykreślił parę zdań z uzasadnienia sądu okręgowego, a treść innych zmienił. Generalnie jednak każdy z trzech adwokatów Adama K. bronił uniewinniającego wyroku. - Sąd w tej sprawie wykazał się rzetelnością i profesjonalizmem - mówił Jacek Pietrzak. O utrzymanie wyroku w mocy prosił też obrońca drugiego z oskarżonych.
Ale sąd apelacyjny dopatrzył się poważnego błędu. Okazało się, że kilka osób w tej sprawie występowało najpierw w charakterze świadka, a potem biegłego. - Takie łączenie funkcji jest niedopuszczalne - mówił sędzia Tomasz Pintara. - Dlatego proces musi być powtórzony.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




