Czy wyjaśni się tajemnica śmierci przedsiębiorcy?
2010-02-28
, aktualizacja: 28.02.2010 18:01
Od ponad roku pabianicki sąd nie potrafi doprowadzić do rozprawy, która odpowiedziałaby na pytanie, jak zginął Jarosław Otwinowski. Czy w marcu proces wreszcie się rozpocznie?
ZOBACZ TAKŻE
- "Szakal" zaprzecza, że należał do gangu "glutów" (02-03-10, 19:30)
- Zamiast oglądać dobranocki, dzieci kradły klocki (02-03-10, 15:50)
- Dożywocie za dwa morderstwa. Sąd: to były egzekucje (01-03-10, 20:51)
- Czy policjanci pobili kierowcę za nazwanie ich psami? (01-03-10, 18:42)
- Płaczący noworodek pod opieką pijanych rodziców (28-02-10, 19:35)
- Mieszkańcy: jesteśmy terroryzowani, nikt nie chce pomóc (15-02-10, 20:48)
- Zemsta straży miejskiej? Za zwrócenie uwagi - kajdanki (09-02-10, 19:35)
- Mieszkają bez wody i toalety, w zrujnowanej kamienicy (08-02-10, 17:29)
- Mieszkają w ruinie. Trzeba było nie płacić czynszu? (07-02-10, 19:21)
- Mur jak stał, tak stoi. Mieszkańcy odcięci od świata (05-02-10, 20:18)
- Dziewczyna z kwiatem (26-02-10, 11:23)
Jest szansa, że na sądową wokandę trafi wreszcie sprawa zagadkowej śmierci biznesmena spod Rzgowa. Jarosław Otwinowski zginął 5 stycznia 2007 r. w swoim domu w Gospodarzu pod Rzgowem. Sprawę opisaliśmy w czerwcu 2008 r. w "Gazecie". Ojciec Otwinowskiego już trzy lata walczy o wyjaśnienie zagadki śmierci syna.
Otwinowski był majętnym biznesmenem. W Gospodarzu miał cegielnię i piętrowy dom, drugi, 200-metrowy, właśnie budował w centrum Łodzi. W 2004 roku poznał Judytę, z którą już po kilku tygodniach wzięli ślub.
Im dłużej trwał ten związek, tym więcej dziwnych rzeczy się działo. Żona nie pozwalała mu się spotykać z ojcem, wymieniła wszystkie zamki w domu przy ul. Sanockiej w Łodzi, żeby rodzice nie mogli tam wchodzić. Systematycznie odciągała męża od syna z pierwszego małżeństwa - Huberta. Przejęła też zarządzanie jego firmą budowlaną.
W 2005 roku Otwinowski został pobity i wyrzucony z samochodu przed domem. Karetka zabrała go do szpitala w Łodzi. Nigdy nie powiedział, co się stało. Nie chciał też złożyć zawiadomienia na policję.
Niespodziewanie pół roku przed śmiercią Otwinowski napisał odręcznie testament. Lakonicznie, na jednej kartce papieru: "Ja, Jarosław Otwinowski, swojej żonie Judycie Otwinowskiej zostawiam w spadku wszystko, co posiadam. Pragnę zaznaczyć fakt, żeby pamiętała o synu moim Hubercie". Potem ubezpieczył się na życie na blisko 100 tys. zł. Beneficjentką była żona.
Potem nagle sprzedał swój majątek w Gospodarzu. Cegielnię i magazyny. Trzy hektary gruntów plus budynki gospodarcze warte były według cen rynkowych minimum 2 mln zł. Ale Otwinowski sprzedał wszystko za 700 tys.
5 stycznia 2007 roku Otwinowski już nie żył. Biegły nie stwierdził jednoznacznie, jak zginął. Wiadomo, że na skutek obrażeń głowy. W listopadzie 2007 roku prokurator Łukasz Kośka umorzył śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Jarosława Otwinowskiego. Prokuratorowi spodobała się teza o omamach. Według niej Jarosław Otwinowski był alkoholikiem (sąsiedzi temu zaprzeczali). W chwili śmierci był co prawda trzeźwy, ale to głód alkoholowy spowodował, że spadł ze schodów i się zabił.
Czego w śledztwie nie zrobiono? * Nie przeprowadzono dokładnych oględzin miejsca, gdzie zginął Jarosław Otwinowski. * Nie zebrano odcisków palców z przedmiotów w pokoju (a stała tam butelka po winie i kieliszki), była biała broń, którą zmarły kolekcjonował. Broń zresztą później zniknęła, a prokuratura nie ustaliła, co się z nią stało. * Nie wyjaśniono też, dlaczego żona ofiary zmyła chemikaliami wszystkie ślady krwi w mieszkaniu tuż po śmierci męża, a przed przyjazdem policji.
W sprawie "śledztwa" interweniował w Ministerstwie Sprawiedliwości senator Maciej Grubski i poseł Parlamentu Europejskiego Janusz Wojciechowski.
Po naszym tekście także policja postanowiła wrócić do sprawy. Tym bardziej że pojawił się anonimowy informator, który rzucił nowe światło na sprawę. - Zależy nam właśnie na tym, aby zgłosił się do nas ten człowiek i inni, którzy znają kulisy życia tej rodziny - mówił "Gazecie" wysoko postawiony oficer KWP w Łodzi. - Wtedy będzie szansa na wyjaśnienie zagadki.
Szansa pojawiła się już w lutym 2009 roku, gdy w imieniu ojca ofiary adwokaci wnieśli do pabianickiego sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia przeciwko żonie zmarłego, oskarżając ją o nieumyślnie spowodowanie śmierci męża. Taki akt można wnieść, gdy zrobienia tego odmawia prokurator. A tak było w tym przypadku. Rok po wniesieniu oskarżenia sprawa wciąż nie została rozpatrzona. Wdowa po Otwinowskim nie stawia się w sądzie, bo rzekomo jest chora. Zaś biegły powołany przez sąd, by jej stan zdrowia zbadał, od roku nie potrafi wydać w tej sprawie opinii. - Nie wiem, czy dożyję wyjaśnienia tej sprawy - mówi załamany Ryszard Otwinowski, ojciec ofiary.
Jego adwokat złożył skargę do Sądu Okręgowego w Łodzi na nieuzasadnioną opieszałość pabianickich sędziów i biegłego.
Kolejny termin na rozpoczęcie procesu pabianicki sąd wyznaczył na 15 marca. Czy dojdzie wreszcie do rozprawy? Przekonamy się za dwa tygodnie.
Otwinowski był majętnym biznesmenem. W Gospodarzu miał cegielnię i piętrowy dom, drugi, 200-metrowy, właśnie budował w centrum Łodzi. W 2004 roku poznał Judytę, z którą już po kilku tygodniach wzięli ślub.
Im dłużej trwał ten związek, tym więcej dziwnych rzeczy się działo. Żona nie pozwalała mu się spotykać z ojcem, wymieniła wszystkie zamki w domu przy ul. Sanockiej w Łodzi, żeby rodzice nie mogli tam wchodzić. Systematycznie odciągała męża od syna z pierwszego małżeństwa - Huberta. Przejęła też zarządzanie jego firmą budowlaną.
W 2005 roku Otwinowski został pobity i wyrzucony z samochodu przed domem. Karetka zabrała go do szpitala w Łodzi. Nigdy nie powiedział, co się stało. Nie chciał też złożyć zawiadomienia na policję.
Niespodziewanie pół roku przed śmiercią Otwinowski napisał odręcznie testament. Lakonicznie, na jednej kartce papieru: "Ja, Jarosław Otwinowski, swojej żonie Judycie Otwinowskiej zostawiam w spadku wszystko, co posiadam. Pragnę zaznaczyć fakt, żeby pamiętała o synu moim Hubercie". Potem ubezpieczył się na życie na blisko 100 tys. zł. Beneficjentką była żona.
Potem nagle sprzedał swój majątek w Gospodarzu. Cegielnię i magazyny. Trzy hektary gruntów plus budynki gospodarcze warte były według cen rynkowych minimum 2 mln zł. Ale Otwinowski sprzedał wszystko za 700 tys.
5 stycznia 2007 roku Otwinowski już nie żył. Biegły nie stwierdził jednoznacznie, jak zginął. Wiadomo, że na skutek obrażeń głowy. W listopadzie 2007 roku prokurator Łukasz Kośka umorzył śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Jarosława Otwinowskiego. Prokuratorowi spodobała się teza o omamach. Według niej Jarosław Otwinowski był alkoholikiem (sąsiedzi temu zaprzeczali). W chwili śmierci był co prawda trzeźwy, ale to głód alkoholowy spowodował, że spadł ze schodów i się zabił.
Czego w śledztwie nie zrobiono? * Nie przeprowadzono dokładnych oględzin miejsca, gdzie zginął Jarosław Otwinowski. * Nie zebrano odcisków palców z przedmiotów w pokoju (a stała tam butelka po winie i kieliszki), była biała broń, którą zmarły kolekcjonował. Broń zresztą później zniknęła, a prokuratura nie ustaliła, co się z nią stało. * Nie wyjaśniono też, dlaczego żona ofiary zmyła chemikaliami wszystkie ślady krwi w mieszkaniu tuż po śmierci męża, a przed przyjazdem policji.
W sprawie "śledztwa" interweniował w Ministerstwie Sprawiedliwości senator Maciej Grubski i poseł Parlamentu Europejskiego Janusz Wojciechowski.
Po naszym tekście także policja postanowiła wrócić do sprawy. Tym bardziej że pojawił się anonimowy informator, który rzucił nowe światło na sprawę. - Zależy nam właśnie na tym, aby zgłosił się do nas ten człowiek i inni, którzy znają kulisy życia tej rodziny - mówił "Gazecie" wysoko postawiony oficer KWP w Łodzi. - Wtedy będzie szansa na wyjaśnienie zagadki.
Szansa pojawiła się już w lutym 2009 roku, gdy w imieniu ojca ofiary adwokaci wnieśli do pabianickiego sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia przeciwko żonie zmarłego, oskarżając ją o nieumyślnie spowodowanie śmierci męża. Taki akt można wnieść, gdy zrobienia tego odmawia prokurator. A tak było w tym przypadku. Rok po wniesieniu oskarżenia sprawa wciąż nie została rozpatrzona. Wdowa po Otwinowskim nie stawia się w sądzie, bo rzekomo jest chora. Zaś biegły powołany przez sąd, by jej stan zdrowia zbadał, od roku nie potrafi wydać w tej sprawie opinii. - Nie wiem, czy dożyję wyjaśnienia tej sprawy - mówi załamany Ryszard Otwinowski, ojciec ofiary.
Jego adwokat złożył skargę do Sądu Okręgowego w Łodzi na nieuzasadnioną opieszałość pabianickich sędziów i biegłego.
Kolejny termin na rozpoczęcie procesu pabianicki sąd wyznaczył na 15 marca. Czy dojdzie wreszcie do rozprawy? Przekonamy się za dwa tygodnie.
- 34 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
22 głosy
-
Czy wyjaśni się tajemnica śmierci przedsiębiorcy?
sun-ra
02.03.10, 03:01
Może tym razem ..przeciwnicy rządów zamordyzmu zastanowią sie nad glosem naPO, bezbarwną słabą formację deformację :)»
-
Czy wyjaśni się tajemnica śmierci przedsiębiorcy?
pozytywka-1
02.03.10, 05:59
Jeśli prokuratura w tym przypadku wierzy w samobójstwo to sprawapodobna do Olewnika i należy się im przyjrzeć. »
-
Prokuratura w Łodzi?
bronimir
02.03.10, 07:15
To ta od umorzenia sprawy Blidy? Tam są fachowcy od niewykrywania spraw zbrodni. »




