Nie ma szkoły międzynarodowej? Inwestor wybiera Śląsk
2010-02-23
, aktualizacja: 23.02.2010 18:01
Łódź znów nie ma szkoły podstawowej z wykładowym angielskim. Efekt? Zainteresowana naszym regionem japońska firma wybiera Śląsk.
ZOBACZ TAKŻE
- PZU zwalnia w całej Polsce, ale w Łodzi zainwestuje (17-03-10, 20:42)
- Międzynarodowa podstawówka w Łodzi. I to niejedna! (15-04-10, 09:00)
- Test szóstoklasistów: "Ile razy trafił do kosza Leszek? (08-04-10, 19:45)
- John Godson ma przyciągać do Łodzi inwestorów. Jak? (02-04-10, 17:38)
- Szkoła stewardes w Łodzi? Odlotowy pomysł XLI LO (17-03-10, 13:59)
- Łódzkie szkoły do likwidacji dostały ostatnią szansę (10-03-10, 23:00)
- Licencjat z bibliotekoznawstwa na UŁ w rok. To legalne? (24-02-10, 20:15)
- To nie żart! Szkoła sportowa, ale klasy są artystyczne (18-02-10, 16:13)
- Centrum księgowe PZU w Łodzi. A może też centrum Ikea? (04-02-10, 18:45)
- Hotel Hilton będzie, ale później i ponad połowę niższy (17-02-10, 18:27)
SERWISY
"Gazeta" rozpoczęła walkę o szkołę międzynarodową, gdy do Łodzi zaczęli przychodzić zagraniczni inwestorzy. I poznając atuty miasta, dopytywali: "A szkoła dla naszych dzieci?". Wtedy stało się jasne, że miasto aspirujące do miana przyjaznego światowym koncernom musi taką placówkę mieć. Udało się. Szkołę otworzył Instytut Postępowania Twórczego. Zapisywały się do niej dzieci z całego świata. Problemy pojawiły się w połowie ubiegłego roku, gdy weszła w życie polska ustawa regulująca działanie oddziałów międzynarodowych. Określiła, że wymagany jest certyfikat międzynarodowej organizacji, którego łódzka szkoła nie posiada. Gdy dowiedzieli się o tym rodzice dzieci, zaczęli je z placówki wypisywać. - Musieliśmy zamknąć brytyjski oddział - słyszymy w placówce.
Dziś nie ma więc w Łodzi szkoły podstawowej akredytowanej przez międzynarodowe instytucje oświatowe, co gwarantuje wysoki poziom nauczania i ujednolicony program w całej Europie. A szkoła Instytutu Postępowania Twórczego nie pozostawia złudzeń, że ubiegać się o takie certyfikaty raczej nie zamierza. - To bardzo kosztowne - przyznaje mówi Monika Frąszczak, dyrektor ds. organizacji.
I dodaje: - Jesteśmy szkołą międzynarodową, choć wykładowym językiem jest dziś tylko polski.
Co w niej zatem międzynarodowego? - Towarzystwo, czyli dzieci z różnych krajów. Mamy dwójkę małych Chińczyków, a po feriach zimowych planują zapisać się Ukraińcy. Do tego oferujemy wiele godzin nauki języków obcych - mówi pani dyrektor.
Angielskiego jest pięć godzin tygodniowo, a uczyć w szkole można się też niemieckiego, francuskiego i włoskiego. - Ale polski wykładowy przekreśla miano międzynarodowej - komentuje pracownica Wroclaw International School. W tej placówce uczy się już 120 dzieci z 21 krajów (w pierwszym roku - 2002 - była szóstka). I to tylko jedna z trzech szkół z wykładowym angielskim we Wrocławiu. Zapotrzebowanie zgłosiło miasto. Utworzenie szkoły zleciło Fundacji Międzynarodowej Edukacji.
Pracownica WIS-u przyznaje, że założenie placówki jest kosztowne, a licencja międzynarodowej organizacji kosztuje nawet 200 tys. zł. Po dwóch, trzech latach można jednak wyjść na zero. Dziś wrocławska placówka zdobywa dotacje z Unii Europejskiej i zarabia. A w zasadzie - jako fundacja - przekazuje wszystkie "nadwyżki finansowe" na edukację w mieście, np. projekt "Szlifiernia diamentów".
I mówi, że warto. Jednym z przybyłych ostatnio do Wrocławia wielkich inwestorów jest IBM. W otwieranym właśnie centrum informatycznym zatrudni prawie 3 tys. osób. Z ustaleń "Gazety" wynika, że już ponad 20 menedżerskich rodzin związanych z IBM odwiedziło międzynarodowe szkoły we Wrocławiu.
Co na to nasze miasto? Mówi, że utworzenie szkoły nie wynika z zadań samorządu, więc samo się za to nie weźmie. - Ale to bardzo ważna sprawa - przyznaje Wiesława Zewald, wicekomisarz ds. edukacji. - Będziemy szukać inwestora, który może liczyć na nasze duże wsparcie.
Teresa Białecka-Krawczyk, szefowa zespołu obsługi inwestora, dodaje, że szkoła powinna oferować naukę małym dzieciom. Jako opiekun inwestorów wie, że starsze nie zawsze jeżdżą z rodzicami na kontrakty.
- O wyborze lokalizacji na nowy zakład decyduje pięciu, sześciu najwyższych menedżerów - opowiada przedstawiciel inwestora, który otworzył w Łodzi fabrykę AGD. - To oni odwiedzają miasta, a potem reszcie zdają relację i wymieniają atuty. Czy jeśli mają syna lub córkę i wiedzą, że te nie będą miały się gdzie uczyć, mogą dobrze wyrazić się o tym mieście? Każdy, kto ma dzieci, rozumie, że nie...
Bo miasto oferowane zagranicznym inwestorom jest jak mieszkanie "do wynajęcia". Musi spełniać wymogi klientów, którzy przychodzą, oglądają i mają prawo wybrzydzać. Mogą je wybrać, jeśli ma małe mankamenty, na przykład brak piekarnika. Ale oferowanie zagranicznym inwestorom miasta bez szkoły dla ich dzieci to jak proponowanie lokalu bez okien i drzwi.
Dziś nie ma więc w Łodzi szkoły podstawowej akredytowanej przez międzynarodowe instytucje oświatowe, co gwarantuje wysoki poziom nauczania i ujednolicony program w całej Europie. A szkoła Instytutu Postępowania Twórczego nie pozostawia złudzeń, że ubiegać się o takie certyfikaty raczej nie zamierza. - To bardzo kosztowne - przyznaje mówi Monika Frąszczak, dyrektor ds. organizacji.
I dodaje: - Jesteśmy szkołą międzynarodową, choć wykładowym językiem jest dziś tylko polski.
Co w niej zatem międzynarodowego? - Towarzystwo, czyli dzieci z różnych krajów. Mamy dwójkę małych Chińczyków, a po feriach zimowych planują zapisać się Ukraińcy. Do tego oferujemy wiele godzin nauki języków obcych - mówi pani dyrektor.
Angielskiego jest pięć godzin tygodniowo, a uczyć w szkole można się też niemieckiego, francuskiego i włoskiego. - Ale polski wykładowy przekreśla miano międzynarodowej - komentuje pracownica Wroclaw International School. W tej placówce uczy się już 120 dzieci z 21 krajów (w pierwszym roku - 2002 - była szóstka). I to tylko jedna z trzech szkół z wykładowym angielskim we Wrocławiu. Zapotrzebowanie zgłosiło miasto. Utworzenie szkoły zleciło Fundacji Międzynarodowej Edukacji.
Pracownica WIS-u przyznaje, że założenie placówki jest kosztowne, a licencja międzynarodowej organizacji kosztuje nawet 200 tys. zł. Po dwóch, trzech latach można jednak wyjść na zero. Dziś wrocławska placówka zdobywa dotacje z Unii Europejskiej i zarabia. A w zasadzie - jako fundacja - przekazuje wszystkie "nadwyżki finansowe" na edukację w mieście, np. projekt "Szlifiernia diamentów".
I mówi, że warto. Jednym z przybyłych ostatnio do Wrocławia wielkich inwestorów jest IBM. W otwieranym właśnie centrum informatycznym zatrudni prawie 3 tys. osób. Z ustaleń "Gazety" wynika, że już ponad 20 menedżerskich rodzin związanych z IBM odwiedziło międzynarodowe szkoły we Wrocławiu.
Co na to nasze miasto? Mówi, że utworzenie szkoły nie wynika z zadań samorządu, więc samo się za to nie weźmie. - Ale to bardzo ważna sprawa - przyznaje Wiesława Zewald, wicekomisarz ds. edukacji. - Będziemy szukać inwestora, który może liczyć na nasze duże wsparcie.
Teresa Białecka-Krawczyk, szefowa zespołu obsługi inwestora, dodaje, że szkoła powinna oferować naukę małym dzieciom. Jako opiekun inwestorów wie, że starsze nie zawsze jeżdżą z rodzicami na kontrakty.
- O wyborze lokalizacji na nowy zakład decyduje pięciu, sześciu najwyższych menedżerów - opowiada przedstawiciel inwestora, który otworzył w Łodzi fabrykę AGD. - To oni odwiedzają miasta, a potem reszcie zdają relację i wymieniają atuty. Czy jeśli mają syna lub córkę i wiedzą, że te nie będą miały się gdzie uczyć, mogą dobrze wyrazić się o tym mieście? Każdy, kto ma dzieci, rozumie, że nie...
Bo miasto oferowane zagranicznym inwestorom jest jak mieszkanie "do wynajęcia". Musi spełniać wymogi klientów, którzy przychodzą, oglądają i mają prawo wybrzydzać. Mogą je wybrać, jeśli ma małe mankamenty, na przykład brak piekarnika. Ale oferowanie zagranicznym inwestorom miasta bez szkoły dla ich dzieci to jak proponowanie lokalu bez okien i drzwi.
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Nie ma szkoły międzynarodowej? Inwestor wybiera...
ptr0
23.02.10, 23:24
Smutne trochę... Jak Polacy jadą do pracy w Anglii czy gdzieś indziej to sięnie domagają polskiej szkoły. Zresztą jedyne polskie szkoły jakie istnieją zagranicą są na Litwie... A jak oni »
-
Nie ma szkoły międzynarodowej? Inwestor wybiera...
kompletnieniezalezny
24.02.10, 10:48
Niech radni bądź samorząd coś z tym zrobią, nawet nie chcę myśleć ile inwestycji mogło już nam przejść koło nosa przez brak takiej szkoły...»




