Za mało w kościele na tacy. Proboszcz chce więcej

Adam Czerwiński
2010-02-23 , aktualizacja: 23.02.2010 09:59
A A A Drukuj
Pieniądze zbierane na tace nie wystarczają proboszczowi z Pabianic. Dlatego zarządza dodatkową składkę. Każda rodzina ma przyjść z pieniędzmi do kancelarii. Albo złożyć na tacy w czytelnie podpisanej kopercie.
SERWISY
Prałat Ryszard Olszewski wybudował w Pabianicach wielkie Sanktuarium Świętego Maksymiliana Kolbego. Postawił pomnik Jana Pawła II. W ubiegłym roku kupił elektroniczny ekran na którym są wyświetlane teksty pieśni śpiewanych podczas mszy. A w tym chce wymienić 20 ławek w kościele.

Nie będzie mu łatwo, bo - jak pisze liście, który podobnie jak ulotki reklamowe był roznoszony pod drzwi parafian - "ofiary zebrane przy opłatkach pokryły połowę kosztów urządzenia (ekranu). Do zapłaty pozostaje jeszcze 12 tys.". Za ławki trzeba będzie zapłacić 40 tys. zł. Z listu wynika, że tych pieniędzy w parafialnej kasie nie ma.

Skąd wziąć pieniądze? Oczywiście od parafian. "Ponieważ ofiary składane na tacę w każą niedzielę są niewystarczające (...). Niezbędna jest druga składka roczna od każdej rodziny w okresie od lutego do 31 grudnia, złożona osobiście w kancelarii albo w kopertach na tacę w niedzielę z podaniem czytelnie nazwiska i imienia oraz dokładnego adresu zamieszkania".

- Co za bzdurny pomysł - denerwuje się pani Barbara z Pabianic (prosi, żeby nie podawać jej nazwiska). - Nie można zmuszać ludzi do wpłacania na kościół. A proszenie o ofiarę w podpisanych kopertach z podanym adresem to forma przymusu. Mam w rodzinie kilka starszych osób i wiem jak zareagują na takie wezwanie. Wyciągną ostatni grosz i w kopercie zaniosą do kościoła.

Księdza posłuchała pani Izabela. Kobieta po pięćdziesiątce mieszka w bloku niedaleko kościoła. - Kto chce i może, daje. Ja mogłam, więc w niedziele położyłam kopertę na tacy. Ile dałam? Nie powiem. Nie podpisałam jej. Wolałam pozostać anonimowa.

- Jak ktoś nie chce, niech nie wpłaca, nikogo nie będę do niczego zmuszać - odpowiada ks. Olszewski. - Ofiara ma być dobrowolna. Mam 6 tys. parafian. Do pomocy poczuwa się 300 osób i one nas wesprą.

To po co księdzu ich nazwiska i adresy? - pytamy.

- Żeby wpisać do ksiąg i podziękować. W każdą niedzielę czytamy nazwiska tych, którzy wpłacili i modlimy się za nich. Kwot nie podajemy.

Ks. Andrzej Dąbrowski, kanclerz łódzkiej kurii, w pomyśle prałata z Pabianic nie widzi nic złego. - Przecież Kościół opiera się na dobrowolnych ofiarach - mówi. - Nie sądzę, by ks. Olszewski zobowiązywał wiernych do ofiary. Nie mam przekonania tylko do podawania danych osobowych. Ale są tacy, którzy chcieliby usłyszeć w kościele, że są dobrymi parafianami.

Ojciec Tomasz Dostatni, dominikanin: - Kościół w Polsce przez wiele pokoleń utrzymuje się z ofiar od wiernych. Jeśli więc proboszcz prosi o ofiarę na konkretny cel, nie widzę w tym nic złego. Niedobrze, jeśli ofiara nie ma charakteru dobrowolnego i anonimowego. Rejestrowanie darczyńców może być tak odczytane. To niedobry zwyczaj, nie na dzisiejsze czasy. Sam kiedy byłem proboszczem cieszyłem się z każdej ofiary. Ale nie musiałem wiedzieć od kogo pochodziła.

adam.czerwinski@lodz.agora.pl

Podziel się

  • 479 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    133 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład