Mieszkańcy Łodzi w referendum odwołali z funkcji prezydenta miasta Jerzego Kropiwnickiego. Według oficjalnych wyników przekazanych w poniedziałek rano przez Miejską Komisję Wyborczą frekwencja w niedzielnym referendum wyniosła 22,2 procent. Za odwołaniem prezydenta było 127 874 łodzian, czyli ponad 95 procent.
Zgodnie z protokołem przekazanym przez MKW do łódzkiej delegatury KBW uprawnionych do głosowania było 602 298 mieszkańców Łodzi. Udział w referendum wzięło 133 714 osób, czyli 22,2 procent uprawnionych. 132 825 głosów oddanych w referendum uznano za ważne. Za odwołaniem prezydenta Kropiwnickiego było 127 874 głosujących. Na "nie" głosowało 4 951 osób.
Gdy Miejska Komisja Wyborcza potwierdzi oficjalnie, że łodzianie odwołali prezydenta w referendum to następny ruch należy do wojewody. Musi on ogłosić wyniki referendum w dzienniku urzędowym. Wtedy Jerzy Kropiwnicki przestanie być prezydentem Łodzi. Odejdzie z urzędu wraz ze swoimi zastępcami: Włodzimierzem Tomaszewskim, Marią Maciaszczyk, Haliną Rosiak i Mirosławem Wieczorkiem (zastępcy otrzymują odprawy, prezydent nie). Miastem administrować będzie urzędnik wyznaczony przez premiera, zwany komisarzem. Premier mianuje go "bez zbędnej zwłoki".
Potrzeba było 19 procent
Z przedwyborczych sondaży wynikało, że jeśli frekwencja przekroczy 19 proc., to Jerzy Kropiwnicki straci stanowisko. Jednak sondaże nie przewidywały aż tak dużej przegranej Kropiwnickiego. 63,4 proc. osób, które deklarowały, że pójdą na referendum, chciało odwołania prezydenta. Czytaj więcej>>
Aby wyniki referendum były wiążące, musiało w nim wziąć udział co najmniej 115 443 łodzian spośród ponad 610 tys. uprawnionych do głosowania.
W 396 lokalach wyborczych na kartach do głosowania wydrukowane było jedno pytanie: "Czy Pan/Pani jest za odwołaniem Jerzego Kropiwnickiego z funkcji prezydenta Łodzi?". Wyborcy, stawiając krzyżyk w odpowiedniej kratce, mogli wybrać jedną z dwóch możliwych odpowiedzi: "Tak" lub "Nie".
Trzy incydenty
Podczas referendum doszło do "trzech incydentów wyborczych". Przed południem skontaktował się z policją dyrektor delegatury Urzędu Miasta Łodzi Łódź-Polesie, który na jednym z portali internetowych przeczytał informacje dotyczące referendum. Odebrał je jako naruszenie ciszy wyborczej. Wyjaśnieniem sprawy zajmują się policjanci z IV komisariatu w Łodzi.
Z kolei przy ul. Limanowskiego trzech mężczyzn w wieku ok. 50 lat rozwieszało informacje z błędnym adresem lokalu wyborczego. Zobaczył to przypadkowy przechodzień, który poinformował o zdarzeniu policję. W tym czasie mężczyźni uciekli. Teraz są poszukiwani przez policję.
Do trzeciego incydentu doszło w lokalu wyborczym przy ul. Próchnika 42, gdzie nietrzeźwy mężczyzna chciał zagłosować okazując dokument tożsamości jednego z członków rodziny. Grozi mu za to kara do 2 lat więzienia. - Trwa ustalanie tożsamości tego mężczyzny, gdyż członkowie komisji nie spisali jego danych. Wyprosili go z lokalu, a teraz trzeba go znaleźć - powiedział rzecznik policji.
Kropiwnicki w szpitalu
Inicjatorami referendum byli lokalni politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ich zdaniem Kropiwnicki to "zły gospodarz", a jego rządy "ośmieszają miasto" i doprowadziły m.in. do: fatalnego stanu ulic i chaosu komunikacyjnego, nieodpowiedzialnego wydawania pieniędzy na chybione inwestycje i liczne podróże zagraniczne, upadku Teatru Nowego i bałaganu w mieście. Na początku września rozpoczęli zbieranie podpisów pod wnioskiem o referendum. W ciągu dwóch miesięcy zebrali ich prawie 90 tys.
Kropiwnicki nie zgadzał się z zarzutami oponentów. Według niego nie było powodów merytorycznych do przeprowadzenie referendum. Na jednej z konferencji prasowej przypomniał m.in., że w tak trudnym roku jakim był 2009, w Łodzi 30 nowych inwestorów otworzyło swoje oddziały lub siedziby. Przekonywał, że każdy kto przyjeżdża do miasta po latach, jest zachwycony Łodzią i zmianami, które się tu dokonują.
Kampania przed referendum i zawirowania wokół budowy w Łodzi Centrum Festiwalowo-kongresowego Camerimage Łódź Center odbiły się na zdrowiu prezydenta. W czwartek trafił on do jednego z łódzkich szpitali na oddział intensywnej opieki kardiologicznej. - To był stan znacznego stopnia skoku ciśnienia - powiedział lekarz miasta Marek Prochowski. Według niego, przyczyną tego było przemęczenie, przewlekły stres, duże emocje. Kropiwnicki ma być hospitalizowany do poniedziałku.
Kropiwnicki rządzi Łodzią od 2002 roku. W II turze wyborów w 2002 zagłosowało na niego 88 tys. 176 osób. Jego kontrkandydat - Krzysztof Jagiełło (SLD-UP) - otrzymał 67 tys. 075 głosów. W cztery lata później o wyborze prezydenta również zadecydowała druga tura. Kropiwnickiego poparło wtedy 104 tys. 979 osób, a kandydata PO Krzysztofa Kwiatkowskiego - 83 tys. 538 osób.