Panika. Łódzka szkoła zamknięta przez świńską grypę

Adam Czerwiński, Marcin Markowski, Małgorzata Kozerawska, Jakub Wojtczak
2009-11-17 , aktualizacja: 17.11.2009 19:58
A A A Drukuj
W łódzkiej Szkole Podstawowej nr 109 do końca tygodnia nie będzie lekcji. Przez świńską grypę. - Wybuchła panika, trzeba to przeczekać - mówi Jacek Człapiński, dyrektor miejskiego wydziału edukacji. To pierwsza szkoła w Łódzkiem i jedna z pierwszych w Polsce, zamknięta z tego powodu.

Fot. Dariusz Kulesza / Agencja G
W szkole na Chojnach od kilku dni frekwencja była kiepska. Na lekcjach meldowało się jednak około 60 proc. uczniów. Nagle wczoraj szkoła opustoszała. Bo dzień wcześniej obiegła ją informacja, że u jednej z uczennic wykryto wirusa A/H1N1. Wczoraj na lekcje przyszło zaledwie 36 proc. uczniów.

- Prawdopodobnie rodzice zostawili dzieci w domach na wszelki wypadek - spekuluje dyrektor Człapiński.

Wiesława Zewald, łódzki kurator oświaty: - Dyrekcja szkoły poprosiła więc nas o zawieszenie zajęć w związku z bardzo niską frekwencją oraz jednym przypadkiem grypy A/H1N1 u uczennicy. I taką zgodę otrzymała. Od jutra do 20 listopada zajęcia w tej szkole są zawieszone.

Trzeba to przeczekać

We wtorek na drzwiach SP 109 przy ul. Pryncypalnej zawisła kartka: "Decyzją dyrektora ze względu na 60-procentową absencję zawieszam zajęcia szkolne w dniach 18-20 listopada. Szkoła zapewni opiekę w świetlicy". Dyrektora nie ma - pojechał do wydziału edukacji.

- Nie jesteśmy upoważnieni do jakichkolwiek wypowiedzi. Proszę opuścić szkołę - oznajmia sekretarka. Nauczyciele też nie chcą rozmawiać, część rodziców również. Najbardziej rozmowna jest matka pierwszoklasisty, która z kilkuletnią córką i niemowlęciem w wózku przyszła po syna. - Wczoraj syn przyniósł pismo od dyrektora, że jeden z uczniów zachorował na świńską grypę, więc zawiadomił sanepid. Było też, że szkoła kupiła maseczki i żeby przeziębione dzieci zostały w domu - opowiada kobieta.

Siedmioletni Przemek nie kryje radości: - Fajnie, nie będzie lekcji. Zmartwiona jest jego mama. Będzie musiała wziąć nieplanowany urlop.

Ojciec innego pierwszoklasisty jest niezadowolony. - Jedno dziecko zachorowało i zamykają całą szkołę. To przesada - uważa.

- Ja tam się grypy nie boję - oznajmia jego syn Krystian.

Mama ucznia, który właśnie przebywa w świetlicy, jest przekonana, że zamknięcie szkoły to dobra decyzja. - Lepiej, żeby dzieci przez kilka dni zostały w domu, niż miały zachorować. Grypa to bardzo groźna choroba - mówi.

Dyrektor Człapiński podkreśla jednak: - Szkoła nie została zamknięta z powodu zagrożenia epidemicznego, tylko katastrofalnej frekwencji. Przecież nie ma sensu prowadzić zajęć dla garstki dzieci. Wybuchła panika, trzeba to przeczekać.

Histerii sprzyjają informacje o kolejnych zgonach chorych na A/H1N1 w Polsce, m.in. o mężczyźnie, który w nocy z niedzieli na poniedziałek zmarł w szpitalu MSWiA. Zwłaszcza że sekcja zwłok potwierdziła przypuszczenie lekarzy, że przyczyną śmierci było wirusowe zapalenie płuc, do które prawdopodobnie było efektem komplikacji po świńskiej grypie.

Higiena to podstawa

Choć fachowcy od epidemiologii przekonują, że panikowanie nie ma sensu, łódzcy urzędnicy oświatowi zdają sobie sprawę, że chwilę mogą wyludnić się kolejne szkoły.

Na przykład podstawówka nr 34 na Widzewie. - Wczoraj nie przyszło 30 proc. uczniów - wylicza Agnieszka Błażejczyk, dyrektorka. - Chorych i zdrowych, którzy zostali w domu na wszelki wypadek. I tak jest lepiej niż przed 11 listopada - do dwóch klas przyszło wtedy po 10 osób. Ale zaczynają chorować nauczyciele. Odesłałam nawet do lekarza nauczyciela z zapaleniem płuc, żeby nie narażał uczniów. Co jeszcze możemy zrobić? Oplakatowaliśmy szkołę. Na każdym kroku są informacje o higienie osobistej.

W tej szkole przypominanie, że mycie rąk ma sens, bo w kranach jest ciepła woda. W większości łódzkich podstawówek i gimnazjów nie ma takich "luksusów". A mydło czy jednorazowe ręczniki w łazienkach są tylko wtedy, gdy kupią je rodzice.

- A przecież higiena to podstawa - mówi Urszula Jędrzejczyk, szefowa powiatowego sanepidu. - Będziemy sprawdzać, czy w szkołach są materiały toaletowe.

Dlatego wczoraj po południu wydział edukacji poinformował szkoły, że da im po 100 zł na zakup chusteczek higienicznych i mydła. Dyrektorzy mają też jak najszybciej poprosić rodziców, by "nie posyłać dziecka do szkoły w przypadku stwierdzenia jakiegokolwiek objawu chorobowego wskazującego na możliwość przeziębienia lub grypy".

Może dzięki grypie SP 153 przy ul. Obrońców Westerplatte wreszcie doczeka się remontu toalet i doprowadzenia do wszystkich ciepłej wody. - W 2006 roku sanepid zalecił mi remont ubikacji - mówi Jadwiga Szymczak, dyrektorka. - Czekam w kolejce, bo podobno są w Łodzi szkoły z toaletami w gorszym stanie.

Dyrektor Szymczak grypą na razie się martwi. Nieobecni to około 20 proc. uczniów. Dokładnie tyle, ile w listopadzie w ubiegłych latach. O grypie rozmawia się tylko podczas zaleconych przez sanepid pogadanek.

- Na wszelki wypadek, czysto profilaktycznie, poprosiliśmy rodziców, żeby dostarczyli maseczki - mówi dyrektorka. - Ale nie rozdamy ich uczniom, żeby nie wywoływać paniki. Będą leżeć w gabinecie lekarskim. Na wypadek, gdy uczeń w ciągu dnia zacznie kaszleć i gorączkować. Wtedy w takiej maseczce będzie czekać na rodziców.

- Nie trzeba histeryzować, kiedy dziecko zacznie kasłać. Trzeba wtedy iść do lekarza - mówi dyrektor Jędrzejczyk z sanepidu. - A póki jest zdrowe, nie ma powodu, by zamykać je w domu.

adam.czerwiński@lodz.agora.pl

marcin.markowski@lodz.agora.pl

malgorzata.kozerawska@lodz.agora.pl

jakub.wojtczak@lodz.agora.pl

Na internetowej stronie kuratorium jest wademekum dla szkół, co robić, by zminimalizować ryzyko grypy. Informacji udziela też sanepid. Specjaliści dostępni są do godz. 15 pod numerem tel. 042 253 99 36, a przez całą dobę dyżurny - 600 241 646

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład