Sprawa śmierci Marciusza Moronia

Anna Kołakowska
2009-11-09 , aktualizacja: 08.11.2009 19:17
A A A Drukuj
Renomowany instytut ekspertyz sądowych wyda opinię w sprawie śmierci łódzkiego artysty Marciusza Moronia
Moroń był poetą, muzykiem i aktorem. Zginął pod kołami samochodu, w którym siedziało dwóch pijanych mężczyzn. Prokuratura umorzyła sprawę, bo nie zdołała ustalić, który z nich kierował autem. Po interwencji matki Marciusza i jej adwokata śledztwo podjęto na nowo.

- Przeprowadzimy wszystkie czynności, które mogą być pomocne, aby rozwiać wątpliwości w tej sprawie - deklaruje Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy łódzkiej prokuratury okręgowej.

Po wznowieniu śledztwa prokuratura jeszcze raz przesłuchała świadków i ustaliła nowych. Na miejscu wypadku przeprowadzono wizję lokalną, w której uczestniczyli świadkowie i biegły z dziedziny ruchu drogowego.

- Opinię w tej sprawie opracowali medyk sądowy i ekspert od rekonstrukcji wypadków - mówi prokurator Kopania. - Jednak nie wyeliminowała ona wszystkich wątpliwości.

Pełnomocnik rodziny Marciusza Moronia złożył wniosek, aby prokuratura poprosiła o pomoc najbardziej renomowaną placówkę, która opracowuje opinie dla sądów i prokuratur - Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie. Prokuratura uznała, że wniosek jest słuszny i biegli z Krakowa dostali już akta sprawy. Problem w tym, że instytut jest oblegany i na wydanie opinii czeka się niezwykle długo. W przypadku sprawy Marciusza Moronia termin wyznaczono na... lipiec przyszłego roku.

Przypomnijmy. Do wypadku doszło 19 sierpnia ubiegłego roku. Marciusz jechał rowerem ul. Srebrzyńską w stronę centrum miasta. Poruszał się po chodniku. Gdy zbliżał się do Starego Cmentarza, z naprzeciwka nadjechał rozpędzony polonez truck. Samochód próbował wyprzedzać inne auto i wtedy wpadł w poślizg. Uderzył w drzewo, potem w rowerzystę. Moroń w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Następnego dnia zmarł. Miał 39 lat.

Policja zaczęła śledztwo. Obaj mężczyźni, którzy jechali polonezem, byli pijani: jeden miał 0,6, drugi 1,8 promila alkoholu we krwi. Nikt nie potrafił powiedzieć, który z nich siedział za kierownicą, a oni nie przyznawali się do winy.

Sprawy nie wyjaśnił też medyk sądowy. - Po obrażeniach na ciałach obu mężczyzn nie można stwierdzić, który był kierowcą, a który pasażerem - orzekł. Przełomu nie przyniosły też inne ekspertyzy: ani badania genetyczne śladów krwi z samochodu, ani odcisków palców z kierownicy. Prokuratura umorzyła sprawę z powodu niewykrycia sprawcy.

Od tej decyzji odwołała się matka Moronia. Jej pełnomocnik wyliczył kilka błędów, jakie popełnili śledczy. Prokuratura przyznała, że w sprawie nie zrobiono wszystkiego, co można było, i podjęła śledztwo.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład