UŁ jak AHE, czyli nie ma sprawiedliwości

Marcin Markowski
12.10.2009 , aktualizacja: 12.10.2009 19:53
A A A Drukuj
Ktoś napisał na forum "Gazety": "Gdyby panowała u nas sprawiedliwość, informatyka na Uniwersytecie Łódzkim też byłaby już w likwidacji". Aby na pewno?
Od dnia, w którym ujawniliśmy, że informatyka na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej UŁ ma taką samą - negatywną - ocenę co zlikwidowana niedawno właśnie z tego powodu informatyka w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej, trwa spór zwolenników obu uczelni. Coraz częściej pada pytanie, co zrobi minister Barbara Kudrycka? Będzie konsekwentna i zamknie ten kierunek na UŁ, jak uczyniła to w AHE? Czy też dla uczelni państwowej okaże się łaskawsza?

Obie te historie mają wiele wspólnego. Rzecz dzieje się na łódzkich uczelniach, tu i tam na informatyce, w dodatku ocenionych negatywnie w tym samym czasie! Mało kto wie, że Państwowa Komisja Akredytacyjna wystawiła dwóje obu kierunkom tego samego dnia (23 kwietnia) i tego samego dnia (1 lipca) je podtrzymała, odrzucając odwołania obu uczelni.

Podobnie zachowały się też władze obu szkół wyższych. AHE słała do studentów e-maile z zapewnieniami, że - mimo negatywnej oceny komisji - wszystko jest OK. Uniwersytet zaś - już po likwidacji informatyki na AHE - swoją nawet rozbudował! Wiszący nad kierunkiem topór ministra nie powstrzymał uczelni przed powołaniem na WFiIS płatnej informatyki zaocznej. Co tam kłopoty z akredytacją, gdy po mieście biega kilkuset byłych studentów akademii szukających nowej uczelni, w dodatku przyzwyczajonych, że nauka kosztuje. O naszych problemach cicho sza!

Ale obie historie mają też wątki, które znak równości zamieniają w znak zapytania. Są jak dwa rysunki do zabawy w "znajdź różnice" - identyczne tylko na oko. Informatyka na UŁ dostała ocenę negatywną, bo zaledwie dwóch wykładowców spełniało wymagania, by nauczać jej zgodnie z ministerialnymi standardami. W przypadku AHE zbyt szczupła kadra była jednym z wielu zarzutów. Ten najważniejszy dotyczył legalności studiów. Setki studentów AHE pobierało wiedzę w rozsianych po całym kraju punktach rekrutacyjnych, gdzie, owszem, można się zapisać na uczelnię, ale nie można studiować - bo nie ma tam warunków i nauka staje się fikcją. Obie szkoły w równym stopniu zakpiły sobie więc z przepisów, standardów nauczania, studentów, z tą różnicą, że UŁ strzelał do nich z procy, a AHE z armaty.

Minister Kudrycka może zlikwidować informatykę na tym wydziale uniwersytetu albo nie zrobić nic. Może też - kompromisowo - zawiesić tam rekrutację, tyle że wtedy zostaną na lodzie ci wszyscy, którzy dostali się na rozpoczęty właśnie pierwszy rok studiów i nie mają planu B. A takich jest większość, bo uniwersytet nie informował o negatywnej ocenie informatyki ani kandydatów, ani tych z AHE, których postanowił przechwycić.

Pani minister musi więc wybrać, co ważniejsze: to, co obie historie łączy, czy to, co dzieli. Ocenić, czy rodzaj broni - tu proca, tam armata - zmienia kwalifikację "przestępstwa". Sprawiedliwość? Niech jej decyzja będzie dobrze uzasadniona. Na sprawiedliwą nie ma szans.

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład