Szkoły odwołują zajęcia pozalekcyjne

Marcin Markowski
11.09.2009 , aktualizacja: 11.09.2009 21:39
A A A Drukuj
I pożyczają sobie meble - to pierwsze efekty dziury w budżecie łódzkiej oświaty. Dziury, którą magistrat chce załatać pieniędzmi z Ministerstwa Edukacji Narodowej
We wtorek ujawniliśmy, że w kasie miasta brakuje aż 8 mln zł na pensje nauczycieli i pracowników łódzkich szkół. Gmina już kombinuje, na czym zaoszczędzić. Chce m.in. wykorzystać fakt, że od tego roku każdy nauczyciel pracuje godzinę tygodniowo więcej niż dotychczas (wymusiło to MEN w zamian za podwyżki). Wielu nauczycieli postanowiło, że na tej dodatkowej godzinie poprowadzą kółka zainteresowań. Zebrali już na nie chętnych uczniów.

Ale gmina sprytnie wymyśliła, że tą dodatkową - bezpłatną godziną - może być zastępstwo. Historykowi zastępującemu chorego matematyka dotychczas płaciła, teraz już nie będzie.

Nauczyciele zareagowali w tym tygodniu. Odwołują kółka, które mieli prowadzić po lekcjach, wypracowując w ten sposób dodatkową bezpłatną godzinę.

Polonistka ze śródmiejskiej podstawówki: - Dla uczniów uzdolnionych humanistycznie chciałam zrobić kółko teatralne. Ale jeśli miasto potraktuje moje zastępstwa w innych klasach jako godziny dodatkowe i mi nie zapłaci, kółko odwołam.

Nie jest wyjątkiem. W sąsiedniej szkole z zajęć pozalekcyjnych chce się wycofać dwóch nauczycieli. W podstawówce na Górnej z zaplanowanych kół znikną literackie, chemiczne i informatyczne. Prawdopodobnie, bo dyrekcja poprosiła nauczycieli o kilka dni na ochłonięcie z emocji i powtórne przemyślenie decyzji. - Na każde z tych zajęć zapisało się po kilkunastu uczniów, ale z drugiej strony rozumiem nauczycieli. Mają rodziny i wolą prowadzić zajęcia, za które ktoś im zapłaci. Niekoniecznie w szkole - mówi dyrektorka z Górnej, prosząc o anonimowość.

- U mnie na zastępstwo z matematyki zazwyczaj idzie matematyk, a jak mam posłać historyka, to tego, który też uczy w tej klasie. Wtedy na matematyce jest normalna lekcja z historii - słyszę od dyrektora szkoły w Śródmieściu. - A władze potraktowały nauczycieli jak leni, którzy na zastępstwach nic nie robią. To boli. Zwłaszcza że kółka i tak mieli prowadzić społecznie, bo na nie pieniędzy nie dostajemy od lat.

Dziura w budżecie uderzyła również w najmłodszych uczniów, czyli sześciolatków. Przed wakacjami magistrat namawiał rodziców, by posłali maluchy do szkolnych zerówek lub pierwszych klas. Od tego roku umożliwia to reforma. Szkoły - by ich przekonać - miały obiecywać wszystko, czego rodzice sobie życzyli: nowe meble i zabawki dydaktyczne, a nawet oddzielne świetlice. Sześciolatki w szkołach zwalniały bowiem miejsca młodszym dzieciom w przedszkolach, a przypomnijmy, że w tym roku w Łodzi zabrakło tych miejsc aż tysiąc!

Szkoły długo czekały na obiecane przez gminę pieniądze. Teraz okazuje się, że dostała je tylko połowa - po 10 tys. zł. Reszta zaledwie po 1000 zł albo wcale. - W zerówce miałam mieć nowe meble, ale te parę złotych nie wystarczyło. Sześciolatki siedzą więc na starych, trzeszczących krzesłach, przy stolikach, które ostatnie lata przeleżały w piwnicy zaprzyjaźnionej szkoły - denerwuje się wicedyrektorka z Widzewa. Jej koleżanka z innej podstawówki boi się, że w końcu któryś rodzic zapyta, gdzie obiecany dywan? Gdzie zabawki, dzięki którym maluchy miały się w szkole nie nudzić? - Dlatego odwlekam wywiadówki w nadziei, że wreszcie jakieś pieniądze dostanę - przyznaje ze wstydem dyrektorka.

Szanse ma niewielkie. Maria Maciaszczyk, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialna za oświatę, winę za dziurę zrzuca na... MEN. Według niej resort szacował, że wynagrodzenia nauczycieli wzrosną w tym roku średnio o 6,75 proc., a wzrosły aż o 8,25 proc. - Kolejny raz zmiany systemowe przyjęte przez rząd finansować muszą samorządy. Miasto wystąpi do ministerstwa o środki na pokrycie tej różnicy - zapowiada Maciaszczyk.

marcin.markowski@lodz.agora.pl

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos